Tym bardziej, że – podkreślę z nutą egzaltacji – to pierwsze ekranizacje tej wyjątkowej powieści w moim pokoleniu. Film z Beatą Tyszkiewicz jako Izabelą Łęcką oraz Mariuszem Dmochowskim jako Stanisławem Wokulskim z 1968 roku, a potem serial z Małgorzatą Braunek i Jerzym Kamasem z 1977 roku to realizacje mistrzowskie, ale jednak „przed naszą erą”. Przełomowe i zachwycające, ale i pokryte patyną.
Z inicjatywy pomysłodawcy i producenta Radosława Drabika Maciej Kawalski wyreżyserował film na światowym poziomie. Reżyser, mający w dorobku jeden pełnometrażowy film fabularny z 2022 roku, sięga po książkę z kanonu i przenosi ją na kinowy ekran. Do tej wersji jak najbardziej pasuje określenie „filmowa adaptacja”, w przeciwieństwie do serialowej, szalonej jazdy bez trzymanki w reżyserii Pawła Maślony. Film zasługuje na miano superprodukcji, z budżetem najwyższym dotychczas, przenosi nas w świat dzieła spójnego, pięknie zrealizowanego i nieodległego od literackiego pierwowzoru.
Emocje, towarzyszące premierze tego filmu, porównałabym do tych, które towarzyszyły premierze „Pana Tadeusza” Andrzeja Wajdy prawie 30 lat temu. Sfilmowane arcydzieło polskiej literatury, rozmach, kostiumy, plejada gwiazd. Obsada „Lalki” jest obsadą marzeń, kumulacją aktorów świetnych i wybitnych. Marek Kondrat w roli Ignacego Rzeckiego wraca do aktorstwa i potwierdza swoją klasę. Maja Komorowska (prezesowa Zasławska), grając postać drugoplanową, daje pokaz aktorstwa najwyższych lotów. Agata Kulesza jako swatka Meliton rozbija balon powagi. Andrzej Seweryn to Tomasz Łęcki w wersji wzbudzającego politowanie safanduły. Dodatkowym smaczkiem jest rola Jana Englerta, który w „Lalce” z 1977 r. wcielał się w subiekta Mraczewskiego, tym razem występuje w roli dystyngowanego Księcia. I tak można by wymieniać o wiele dłużej.
Czy Marcin Dorociński jest Wokulskim na nasze czasy? Z rolą poradził sobie znakomicie, pokazując charakter postaci. Otwarty na naukę i nowinki, mający zmysł do interesów, irytująco nieporadny w kontaktach z kobietami, tracący rozsądek i pieniądze z miłości do Łęckiej. To jednak sceny nie z Łęcką (Kamila Urzędowska), a z jej ciotką Kazimierą Wąsowską (Maria Dębska) wywołują intensywniejsze emocje.„Spojrzenia łagodnej zachęty”, jak pisał Prus, ustępują tu miejsca postaci świadomej swojej kobiecości, z większym życiowym doświadczeniem, zakochanej w Wokulskim, dzięki czemu obraz nabiera rumieńców, łamiąc salonowe konwenanse bezpośredniością. Bezpośredniością w realiach opisanej przez Prusa epoki, co dla jednych być może oznaczać będzie nudę, dla innych filmowy szacunek dla ducha tej literatury.