Teatr był jego żywiołem. Próby (począwszy od tych czytanych) przeciągał w czasie. Może wyniósł to ze Studenckiego Teatru Nurt, którym wcześniej kierował. Tam nie obowiązywała taka dyscyplina czasowa i finansowa jak w zawodowym teatrze. Jedno jest pewne starał się za wszelką cenę realizować sceniczną wizję. Swoją pasją zarażał aktorów i w konsekwencji osiągał znakomite rezultaty. Pierwsze przedstawienie, które wyreżyserował na zaproszenie Izabelli Cywińskiej miało swoją premierę we wrześniu 1973 roku, w dniu otwarcia (po remoncie) Teatru Nowego. To była niezwykle udana premiera. - „A jak królem, a jak katem będziesz” Tadeusza Nowaka. Do dziś pamiętam wszechobecne na scenie jabłka. Scenografia Wacława Kuli dawała posmak wiejskiego, bliskiego natury świata. Na tym tle Joasia Orzeszkowska w roli Heli jawiła się jako dziewczyna pełna prostoty i naiwności uczuć. W roli Piotra obsadził Janusz Nyczak Wiesia Komasę. Oboje urzekli publiczność sceniczną prawdą.
Wiele z 30 przedstawień wyreżyserowanych przez Janusza Nyczaka zdobyło nagrody na Kaliskich Spotkaniach Teatralnych i Opolskich Konfrontacjach Teatralnych. Za „Trzy siostry „Czechowa w 1985 roku otrzymał nagrodę im. Konrada Swinarskiego i uznany został za najlepszego reżysera sezonu.
Ostatnia praca Janusza Nyczaka to „Damy i huzary” Aleksandra Fredry, w 1990 roku.
Kilka miesięcy po tej premierze ,28 grudnia 1990 r zmarł, w wieku 47 lat.
W „Spotkaniach z kulturą „(niedziela 01.10, godz.16.05 i powtórka w nocy o godz. 1.00) podjęłam próbę przybliżenia teatralnych poszukiwań tego utalentowanego reżysera.