Jak mówi, pogoda dopisuje, bo cały czas idzie na południe, ale na trasie brakuje kafejek internetowych, z których na bieżąco mogłaby pisać relacje z wyprawy. - Idę przez małe miejscowości, bo okazało się, że przy szosie nie ma ścieżki rowerowej czy chodnika, którym mogłabym iść. Były odcinki, że szłam poboczem szosy szybkiego ruchu i to był horror, ale robiłam po 30 km dziennie. Teraz idę trochę wolniej.
Mirosława Stroińska idzie sama. Na wyprawę przeznaczyła urlop. Podróżniczka, zafascynowana szlakiem bursztynowym, swoją wyprawę rozpoczęła w 2006 roku. Wtedy przeszła ponad tysiąc kilometrów z Pragi na polskie wybrzeże. Dwa lata później pokonała odcinek ze stolicy Czech do Linzu. Kiedy dotrze do Akwilei pokona już cały szlak, którym kupcy wieźli bursztyn.