NA ANTENIE: PIOSENKA MLODYCH WIOSLARZY/KULT
Studio nagrań Ogłoszenia BIP Cennik
SŁUCHAJ RADIA ON-LINE
 

Anarchiści opuszczą skłot Od:zysk

Publikacja: 16.09.2015 g.11:37  Aktualizacja: 26.10.2015 g.12:25
Poznań
Po wielu miesiącach rozmów dogadali się z nowym właścicielem kamienicy.
odzysk z ulicy (7) - Marcin Wesołowski
/ Fot. Marcin Wesołowski

Spis treści:

    Anarchiści po wielu miesiącach rozmów dogadali się z nowym właścicielem kamienicy. Do końca września opuszczą budynek. W zamian Przemysław Woźny wpłaci na konto Wielkopolskiego Stowarzyszenia Lokatorów 125 tysięcy złotych. Pieniądze, jak informuje Od:zysk zostaną przeznaczone na  walkę z czyścicielami kamienic i pomoc dla eksmitowanych lokatorów.

    Anarchiści zajęli pustostan na Starym Rynku w listopadzie 2012 roku. Zamieszkało tam kilkadziesiąt osób, odbywały się koncerty, warsztaty, wystawy, działała pracownia litografii.

    Kalina Olejniczak/pś/int

    https://radiopoznan.fm/n/
    KOMENTARZE 6
    Facebook Zły Lokator 21.09.2015 godz. 15:49
    Nie ma anarchistów, nie ma wierszówek...
    Od miesięcy dochodzą do nas wieści, że reporter Marcin Kącki wespół z żurnalistą Piotrem Żytnickim, pracują nad wielkim reportażem o złych czyścicielach, biednych lokatorach i dzielnych anarchistach, którego akcja rozgrywa się w Poznaniu. Jako że książka najprawdopodobniej nie powstanie, krótko o niej opowiemy. Reportaż miał być przygotowany zgodnie z najlepszymi zasadami "produkcyjniaków" i książek propagandowych z czasów stalinowskich. Nie miało być bohatera indywidualnego, ale bohaterowie zbiorowi, wszak "jednostka niczym, masy wszystkim". "Czyściciele" mieli być przedstawieni jak amerykańscy czy angielscy imperialiści - grubi, palący cygara, poruszający się wielkimi czarnymi limuzynami terenówkami. "Lokatorzy" w narracji Kąckiego i Żytnickiego byli biedni i nieporadni tak bardzo że przez lata nie umieli trafić do banku czy na pocztę by zapłacić czynsz, a jeśli nadużywali alkoholu to tylko z czarnej rozpaczy lub z choroby (alkoholowej). "Anarchiści" mieli być szlachetni jak banda janosikowych zbójów, wpadali na rączych rumakach (rowerach), przeganiali legalnych właścicieli i ze smutnej kamienicy czynili dom uciech wszelakich
    Anarchiści w zajętych bezprawnie kamienicach grillowali, kręcili teledyski, dziergali z włóczki, lepili papierowe ptaki, słowem impreza goniła imprezę, a na bankietach goszczeni byli dziennikarze lokalnego tabloidu, którym oprócz wegańskiego grilla, serwowano także inne używki (i bez akcyzy wszak to anarchiści). Po zmroku zaczynały się seansy opowieści niesamowitych, gdzie uczestnicy przy żarzącym się jeszcze grillu opowiadali najstraszniejsze historie jakie im przychodziły do głowy osnutej dymem z marihuany, wiadomo bowiem że anarchiści szczególnie lubują się w komiksach i horrorach. Następnego dnia te opowieści niesamowite przeczytać można było na łamach "Gazety Wyborczej" jako... relacje z rzeczywistości Piotra Żytnickiego.
    Przyzwyczajeni do ciszy i spokoju lokatorzy opuszczali szybko budynek, w którym zagnieżdżali się anarchiści, współpracująca od kilkunastu lat z anarchistami prawniczka Agnieszka Rybak-Starczak pobierała za to opłaty od właścicieli (wszak anarchiści skutecznie czyścili kamienicę z lokatorów), a lokalny tabloid opisywał to jako kolejny sukces w walce z czyścicielami kamienic.
    Dziennikarze "Gazety Wyborczej" doskonale wiedzieli i rozumieli, że anarchiści zarabiają na czyszczeniu kamienic i przez lata im to nie przeszkadzało. Anarchiści organizowali bowiem liczne ustawki, opisywane przez dziennikarzy, którzy mieli za to tłuste wierszówki, anarchiści brali pieniądze od właścicieli, którzy chcieli uniknąć poniżania na łamach "Gazety Wyborczej". Układ działał doskonale.
    Co się teraz zmieniło? Co tak bardzo zbulwersowało redaktora Kąckiego? Tym razem anarchiści, zamiast przyjąć kasę w kopercie, w zaciszu kancelarii mecenas Agnieszki Rybak-Starczak, zrobili to oficjalnie. Zburzyli ustalony przez lata porządek. Anarchiści mieli zajmować się blokowaniem kamienic, dziennikarze "Wyborczej" opisywaniem tego jako działalności prospołecznej, artystycznej i wolnościowej, a mecenas Rybak-Starczak przyjmowaniem kasy dla lokatorów, czyli za uspokojenie anarchistów i prasy. Tymczasem anarchiści sami poszli do mediów i ujawnili, że kamienice blokują do czasu aż dostaną pieniądze za jej odblokowanie. Dlatego redaktor Kącki tak bardzo szuka młodych, uczciwych, jeszcze nie zepsutych przez konsumpcjonizm anarchistów. Książka bowiem prawie gotowa, a tu mu się wzór osobowy sprostytuował.
    oburzony 16.09.2015 godz. 13:44
    z jakiej racji ktoś miałby oddać za darmo tym nierobą chociaż złamany grosz ?! niech opuszczają lokal i wracają do swoich domów , lub wyruszą w poszukiwaniu dawno zagubionego rozumu ;)
    Poznaniak 16.09.2015 godz. 13:41
    w końcu może zmniejszy się ilość meneli nazywających się "Anarchistycznymi aktywistami" którzy włóczą się po starym rynku żebrzą pieniądze i zaczepiają przechodniów (to byłby sukces dla centrum naszego miasta)
    cz'ytacz 16.09.2015 godz. 13:05
    Nie będę wieszał ozdób poprzedniemu Prezydentowi z którego wzorce brały inne samorządy
    w takiej kwestii jak Anarchiści promieniał na twarzy pozując do wspólnego
    grupowego zdjęcia ... .
    Nie znam się na rozwiązywaniu zagadek i łamigłówek w stylu
    CZYJE TO DZIECKO PRZESZŁO DO SUBKULTURY WAGABUNDÓW
    za którego przyczyną ATRAKCYJNA LOKALIZACJA skŁoTU była
    jedyną alternatywą na ludzkie czy humanitarne warunki mieszkaniowe
    po to by twórczo myśleć tworzyć i prezentować swoje walory?

    Lecz wystawienniczość czy kulurotwórcze aspekty połączone
    z mieszkalnictwem w tym przypadku budzą KONTROWERSJE
    A ZWIĄZANE Z IDEĄ JAKĄ MIAŁ PIERWOTNIE PRZYŚWIECAĆ TEMU
    MIEJSCU W KTÓRYM MIAŁA ZBIERAĆ SIĘ ŚMIETANKA i DOSTOJNI
    DOBRZE USYTUOWANI BYWALCY StR
    adonis 16.09.2015 godz. 13:01
    Metoda "na znaleźne"
    W latach 90., często w Poznania zdarzały kradzieże samochodów. Ich właściciele nie wierzyli, że PZU wypłaci im odszkodowania, a tym bardziej że policja odzyska ich auta. Zgłaszali się więc do powszechnie znanych "ludzi z miasta", którzy pobierając stosowną opłatę tzw. "znaleźne", sprawiali że auto cudownie się odnajdowało. Wydawało nam się że po dwudziestu kilku latach kapitalizmu, ucywilizowaniu stosunków prawnych, podniesieniu sprawności policji i rzetelności ubezpieczalni, taka metoda wyłudzania pieniędzy odeszła do lamusa i jest wspomnieniem z burzliwych lat przełomu. Okazuje się, że byliśmy bardzo naiwni.
    Proceder "na znaleźne" nie tylko nie zniknął, ale wręcz rozkwita. Bez zgody właścicieli "przejmowane są" teraz nie samochody, ale budynki w centrum miasta. "Nikoś" i inni gangsterzy z lat 90. za "oddanie" auta pobierali zwykle kilka tysięcy złotych. "Działaczki lokatorskie" takie propozycje finansowe skwitowałyby pewnie tak jak żona gangstera Siary z filmu Juliusza Machulskiego - "Killer 300 dolarów. Ochujałeś! Co ja sobie za to kupię? Waciki?". Ich organizacja - Wielkopolskie Stowarzyszenie Lokatorów - ustaliła cennik i za zwrot właścicielowi pojedynczego mieszkania oczekuje 50.000 zł, ale za to przy większej ilości "skradzionych" mieszkań można negocjować rabaty.
    "Jednorazowa opłata" 125.000 zł za oddanie właścicielowi całego budynku przy ul. Paderewskiego - zważywszy na stawki za pojedyncze mieszkania - wydaje się bardzo umiarkowana. Dochodziły nas słuchy, że żądania wobec właściciela sięgały kwoty pół miliona złotych. Przed kilkoma tygodniami do rozmów włączyło się jednak Miasto Poznań (podobno sam (bez)radny Lewandowski) i ustalono, że "działaczki" ograniczą żądania finansowe do 125.000 zł płatnych gotówką, a w zamian za to Katarzyna Czarnota i Anastazja Molga dostaną tłuste, miejskie etaty w Biurze Ochrony Lokatorów, na których zarobią po 125.000 zł każda, zaś mecenas Agnieszka Rybak-Starczak otrzyma kontakt na obsługę prawną, na którym także zarobi nie mniej niż 125.000 zł. Zsumowanie kwot (4 x 125.000 zł) daje w efekcie dokładnie pół miliona. "Działaczki" i prawniczka pieniądze otrzymają co prawda w ratach, ale za to nie będą musiały się nimi dzielić z żadnymi "przypadkowymi lokatorami".
    Wkrótce ma być ogłoszony konkurs na etaty w Biurze Obsługi Lokatorów i przekonamy się czy pani Anastazja Molga, Katarzyna Czarnota i Agnieszka Rybak-Starczak będą jego beneficjentkami, a nasi informatorzy mieli prawdziwe informacje.- komentarz ZŁY LOKATOR fb
    adonis 16.09.2015 godz. 11:48
    Tak jak radny Tomasz 6dyszek Lewandowski każdy ma swoja cenę! W tym wypadku został wymuszony haracz w wysokości 125 tys zł. od właściciela pustej kamienicy. Gdyby pieniadze poszły na dom dziecka lub chociazby noclegownie dla bezdomnych to bym jeszcze zrozumiał. Ale poszły na działalność WSL nie bez kozery nazywanej Poznańską Mafią Lokatorską. A to już skandal.