Lekarski bunt w Lesznie. "To był bolszewizm"
Decyzja dotyczy jednej chlewni na 2 tys. tuczników, ale na działce obok ma powstać taki sam obiekt na kolejne 2 tys. zwierząt.
- Chlewnie miały być w systemie żaluzjowym, czyli praktycznie otwartym, w którym uciążliwość odorowa jest znacznie większa, niż w obiekcie zamkniętym – wyjaśnia zastępca burmistrza Ujścia, Tomasz Ciechanowski i dodaje, że inwestorem jest jeden z radnych gminy.
Każdego traktujemy równo i nie patrzymy na to, czy to jest radny, czy to jest inny mieszkaniec naszej gminy, ze względu na to, że my musimy zadbać o 7,5 tysiąca naszych mieszkańców, a nie reprezentować interesy pojedynczych ludzi.
- przekonuje Ciechanowski.
Interesy mieszkańców Ujścia w trwającym od ponad roku postępowaniu administracyjnym reprezentuje Stowarzyszenie Inicjatyw Społecznych EFFATA. Jego prezes, Artur Łazowy, chwali decyzję burmistrz Ujścia, Małgorzaty Cichostępskiej.
W uzasadnieniu pani burmistrz bardzo ładnie napisała: emisja odorów, transport, zanieczyszczenie wody. Może taka ferma funkcjonować 5 - 10 km od zabudowy, ale nie pomiędzy ciasną zabudową rolników prowadzących małe gospodarstwa rodzinne. Ferma zatruwa życie wszystkim dookoła.
- mówi Łazowy.
Odmowna decyzja środowiskowa dotycząca chlewni wydana przez burmistrz Ujścia nie oznacza końca sprawy. We wtorek do ujskiego ratusza trafiło odwołanie inwestora, którym zajmie się teraz Samorządowe Kolegium Odwoławcze.