Rzeczywiście, do urzędu miejskiego dotarły dwa pisma, jednak szybko przechwyciła je policja powiadomiona przez urzędników, że widniejący na nich podpis burmistrza jest sfałszowany.
W rozmowie telefonicznej Stanisław Maciaszek zdradził naszemu dziennikarzowi zamiar złożenia rezygnacji, ale żadnych dokumentów w tej sprawie nigdzie nie dostarczał. To usłyszał nasz reporter jest jednak sprzeczne z relacją dziennikarza, z którym burmistrz rozmawiał wczoraj.
Bartłomiej Fiwek twierdzi, że mowa była o decyzji a nie o zamiarach. - Poinformował mnie, że dokumenty o jego rezygnacji z funkcji burmistrza zostały złożone. Dodatkowo oferował opcję wywiadu przed kamerą, w którym powie więcej, dlaczego ta decyzja została podjęta. Dopytywałem, jaką podać przyczynę rezygnacji - relacjonuje Fiwek.
Burmistrz stwierdził, że informację jaką należy podać, to to, że zmienił miejsce pracy. Całą sprawę komplikuje fakt, że urzędnicy miejscy - nawet podejrzewając fałszerstwo, powinni potwierdzoną za zgodność z oryginałem kopię rezygnacji przekazać komisarzowi wyborczemu i to on jest uprawniony do badania jego prawdziwości a w przypadku podejrzeń o fałszerstwo podpisu - do powiadomienia prokuratury.
Na razie sprawę bada kolska policja.