Korona śniegu i krwi - nagrana!
Nadzorujący pracę przedszkoli urzędnicy o sprawie dowiedzieli się z mediów.
Zdaniem szefowej konińskiej oświaty Urszuli Miłosz-Michalkiewicz, dyrektorka przedszkola tego samego dnia o sprawie powinna była poinformować urzędników. Beata Telesińska przyznaje, że popełniła błąd. Jednak - jak tłumaczy - nie pomyślała o powiadomieniu wydziału, bo sprawa dobrze i szybko się zakończyła. Dzieci, które odłączyły się od grupy, zostały zaprowadzone przez przypadkowych przechodniów do sąsiedniego przedszkola – a potem trafiły do swojej placówki. Trwało to kilka minut - zapewnia dyrektorka.
Jak mówi - przedszkolanka, która zgubiła dzieci jest bardzo dobrym pracownikiem. Nigdy dotąd nie było na nią żadnych skarg. Rodzice dzieci nie mają też pretensji ani do przedszkolanki ani do dyrektorki placówki. Nie wnieśli oficjalnej skargi. Sprawę cały czas wyjaśnia konińska policja. Magistrat czeka na zakończenie postępowania. Wtedy dopiero podejmie decyzje w sprawie dalszych losów dyrektorki i przedszkolanki.