Na Szlaku Piastowskim - Katedra Poznańska
Za kilka dni zacznie działać spalarnia śmieci i to przez nią może się rozpaść związek międzygminny GOAP (Gospodarka Odpadami Aglomeracji Poznańskiej).
Spalarnię buduje prywatna firma, ale podpisała ona umowę z miastem Poznań. Śmieci do spalarni powinien dostarczyć GOAP, ale tu pojawiają się problemy prawne. Urzędnicy mają dwa wyjścia: związkiem będzie rządził sam Poznań lub związek trzeba będzie zlikwidować.
- GOAP jako związek międzygminny, moim zdaniem, nie ma racji bytu przy tych uwarunkowaniach, jakie mamy dzisiaj. Na pewno możemy rozbić podobne rzeczy na zasadzie porozumienia. Musimy zmienić zasady współpracy - mówił prezydent Poznania Jacek Jaśkowiak. Chce on nadal współpracować z gminami. Na razie śmieci do spalarni mają trafiać na podstawie tymczasowego porozumienia, ale docelowo GOAP może zniknąć. Za śmieci i tak trzeba będzie jednak płacić.
___
Zamieszanie wokół GOAP i spalarni śmieci skomentował na antenie Radia Merkury miejski radny Łukasz Mikuła. Wczoraj radni dostali projekt umowy między związkiem śmieciowym a miastem, która może zostać zawarta w środę 30 marca. Jest potrzebna, by była podstawa prawna do przekierowania strumienia śmieci zarządzanego przez GOAP do spalarni, która jest wspólnym przedsięwzięciem miasta i prywatnego partnera. Kilka dni temu okazało się, że zawarcie takiej umowy jest prawnie niemożliwe. Do takiej sytuacji doprowadził przede wszystkim wiceprezydent z czasów Ryszarda Grobelnego. Dziś nie jest wykluczone, że w związku z tym zamieszaniem związek GOAP przestanie istnieć, a gospodarkę odpadami przejmie Poznań.
Mikuła podkreśla: "Koniec GOAP jest możliwy, ale nie jest pożądany". Dodaje, że takie rozwiązanie byłoby możliwe po 2016 roku, kiedy GOAP zlikwiduje wielomilionowe zadłużenie.
Adam Michalkiewicz/jc/szym