Najwięcej osób bez dachu nad głową żyje w Warszawie. Istnieje nieformalna praktyka „wysyłania” bezdomnych do stolicy. W mniejszych miastach, gdzie jest np. kilku bezdomnych, nie opłaca się budować noclegowni, bezdomni są więc „zachęcani” do wyjazdu do jakiegoś dużego miasta, w którym istnieje rozwinięty system pomocy (np. w Warszawie działa 12 jadłodajni, które każdego dnia wydają 5 tys. posiłków, w Poznaniu też są jadłodajnie, prowadzone przez Caritas).
Obecność bezdomnych w przestrzeni publicznej jest problemem: szczególnie na dworcach, w pociągach czy w autobusach komunikacji miejskiej. Ludzie odsuwają się, uciekają od takich osób.
Nie tylko osoby brudne czy brzydko pachnące są bezdomne. Często są to normalnie wyglądający ludzie, i nie da się na pierwszy rzut oka poznać, że to osoby pozbawione dachu nad głową.
Nie można więc oceniać wszystkich bezdomnych przez pryzmat niezadbanego brudasa. „To stereotyp” – mówi bezdomny, z którym rozmawiał Jacek Butlewski.
Każdy bezdomny może skorzystać z pomocy ośrodków, np. tego na poznańskim Michałowie. Niestety, w miejscach tych obowiązuje regulamin zakazujący spożywania alkoholu. Dla wielu taki zapis jest nie do zaakceptowania.
„Bezdomni, którzy mieszkają w ośrodku, dbają o siebie. I tak jednak czujemy się dyskryminowani przez resztę społeczeństwa” – mówi pensjonariusz z ośrodka na Michałowie:
Jeden z rozmówców naszego reportera Jacka Butlewskiego ponad dwa lata mieszkał w ośrodku dla bezdomnych. Teraz wynajmuje pokój, ma pracę, od pięciu lat nie pije.
Gra w sztuce, pt. ‘Powrót Wikingów’, w której wystąpią także bezdomni z ośrodka na poznańskim Michałowie. Spektakl opowiada o rozmaitych problemach bezdomnych. Jak mówi były już bezdomny: czasem niewiele trzeba, by wyjść w życiu na prostą. Tym impulsem po wieloletnim piciu był jeden seans filmowy…
I jeszcze głos - apel jednego z poznańskich bezdomnych…
Na bezdomnych najczęściej patrzymy z dużą niechęcią... Poznaniacy ostatnio protestowali przeciwko utworzeniu w sąsiedztwie ich mieszakań ogrzewalni - przytuliska dla bezdomnych.
Z Gdańska przeniosła się na ulice Poznania pewna kobieta, która twierdzi, że zdecydowała się na tę "przeprowadzkę" po dwóch eksmisjach (tę drugą przeprowadzono z lokalu socjalnego).
Pani Elżbieta przez miesiące koczowała w pobliżu jednej z ruchliwych poznańskich ulic. Prawie nikt jej nie zauważał. Zrobiło się o niej głośno, kiedy zaczęły się niskie temperatury. Ludzie zaczęli przynosić jej jedzenie. Z kobietą w wigilię Świąt Bożego Narodzenia rozmawiał Jacek Butlewski:
Czy w takich sytuacjach - gdy bezdomny odrzuca pomoc - miasto (państwo) powinno na siłę pomóc, widząc, że człowiek może zamarznąć?
Człowiek ma prawo wyboru – mówi Lidia Leońska rzeczniczka Miejskiego Ośrodka Pomocy Rodzinie w Poznaniu. Takich przypadków, jak kobiety z Gdańska koczującej na poznańskieh ulicy, którzy nie chcą iść do ośrodka, a wolą nocować gdzieś na własną rękę, nawet ryzykując życiem – jest więcej…