Wypowiedź wolsztyńskiego radnego zawierała też kilka mocnych wulgaryzmów. Maciej Wojciechowski myślał, że mikrofony są już wyłączone i że obrady nie są już nagrywane. - Poziom adrenaliny podnosi się w czasie sesji, a na koniec jest już najwyższy. Po zakończeniu sesji chciałem podnieść koleżankę na duchu. Przyznaję, że przesadziłem, ale niech to świadczy o mojej rycerskości w obronie koleżanki - tłumaczy radny.
Radny Maciej Wojciechowski bronił przewodniczącej wolsztyńskiej rady przed - jak twierdzi - atakami radnego opozycji Antoniego Janika. Ten zapewnia, że radnego Wojciechowskiego się nie boi i że współczuje mu tak ubogiego słownika.