Dobry rok w turystyce. Co dalej?
Poznański sąd wydał postanowienie w trwającej od wielu miesięcy głośnej sprawie. Kobieta wywiozła dzieci do Polski i nie wróciła już z nimi do Belgii. Bez jej obecności wszczęto procedurę z Konwencji Haskiej - mówiącej o cywilnych aspektach uprowadzenia dziecka.
Matki dzieci nie było dziś w sądzie, podobnie jak ojca. Nasz reporter rozmawiał z nią w poniedziałek. Według niej dzieci powinny zostać w Polsce, bo mają polskie obywatelstwo i nie chcą wracać do Belgii. Jak mówiła, polski sąd nie powinien w ogóle zajmować się tą sprawą. - W tej całej historii zupełnie zniknęły prawa dziecka. Została tylko przepychanka między Polską a Belgią, gdzie z góry było wiadomo, że Belgia ma wygrać - powiedziała.
Z postanowienia sądu zadowolona była pełnomocnik Belga. - Wyrok respektuje Konwencję Haską. Przede wszystkim chodzi o to, że rodzic, który bezprawnie uprowadził dziecko do swojego kraju, musi doprowadzić dziecko do kraju, z którego je uprowadzono. Dopiero potem sąd rozstrzygnie sprawę z którym z rodziców dziecko będzie przebywać - skomentowała.
Matka musi do 2 stycznia zawieźć dzieci do ojca.
Proces i cała historia pani Anny była zdaniem Stowarzyszenia Wolne Społeczeństwo przykładem nierównego traktowania polskich rodziców w przypadkach mieszanych małżeństw i dzieci transgranicznych. Według stowarzyszenia podobnych przypadków jest więcej. Do łamania praw polskich rodziców ma dochodzić nie tylko w Belgii, ale też w Niemczech, na Wyspach Brytyjskich czy w krajach skandynawskich.
Jacek Butlewski/as/szym