Będą pieniądze na Muzeum Enigmy
Powodem są częste polowania, które odbywają się w pobliskich lasach. - Pociski świszczą nad głowami, czujemy się jak na wojnie - skarżą się ludzie. Chcą, by myśliwi polowali trochę dalej od ich zabudowań. Poprosili wójta o interwencję. Ten skontaktował się z Państwową Strażą Łowiecką, która twierdzi, że wszystko jest zgodne z prawem.
Drożyska Małe to osada położona w gminie Zakrzewo na północy Wielkopolski. Kilkanaście domów otoczonych lasem. Jest pięknie, ale trudno powiedzieć, że jest spokojnie. - Słychać strzały, wychodzimy z domu z duszą na ramieniu - wyjaśnia Irena Janczewska, sołtys wioski. I nie chodzi tylko o hałas. Latem została postrzelona mieszkanka wsi. Sprawę bada policja i prokuratura.
Polowaniami na wniosek mieszkańców zajął się też Henryk Dobrosielski - wójt Zakrzewa. - Okazuje się, że wszystko jest zgodne z prawem - mówi.
Myśliwi prawa nie łamią. Potwierdza to Robert Wojciechowski, komendant wojewódzki Państwowej Straży Łowieckiej w Poznaniu. - Nie można strzelać będąc bliżej niż 100 metrów od zabudowań, nie można też strzelać w stronę zabudowań - wyjaśnia. Jednak trzeba pamiętać, że pocisk z broni myśliwskiej może przelecieć nawet dwa kilometry. (ze sztucera nawet 5 km - przyp. red.) PSŁ obiecuje częste kontrole w lasach w okolicach Drożysk.
Kinga Grabowska/jc/int