Klasyczna odbudowa byłaby zbyt kosztowna, a obiekt nie jest na tyle atrakcyjny wizualnie, by uzasadniać pełną rekonstrukcję. Nawet te ograniczone plany uratowania resztek murów mogą się nie powieść — mówi burmistrz Obornik Tomasz Szrama.
Martwimy się, że po usunięciu gruzu z wnętrza klasztorku zawalą się ściany. Okazało się również, że w środku wyrosło drzewo. Na usunięcie drzewa musieliśmy uzyskać zgody wielu organów. Prawdopodobnie jesteśmy jedynym miejscem w Polsce, gdzie należało usunąć dojrzałe, duże drzewo z wnętrza budynku
- dodaje Tomasz Szrama.
Obornicki „klasztorek” to jeden z najstarszych klasztorów franciszkańskich na ziemiach polskich, fundowany prawdopodobnie już w połowie XIII wieku z inicjatywy księcia Bolesława Pobożnego. Pierwotne zabudowania były drewniane. To, co widzimy dzisiaj — murowane skrzydło — dobudowano dopiero w 1768 roku. Zakon funkcjonował przez wieki — aż do kasaty w 1820 roku. Po niej klasztor został przekazany gminie protestanckiej i pełnił funkcję kaplicy luterańskiej.
W 1970 roku skrzydło klasztoru wpisano do rejestru zabytków. W 1993 roku pożar zniszczył dach i więźbę — od tego czasu obiekt popada w coraz głębszą ruinę. Postanowiono więc zachować to, co pozostało, jako „trwałą ruinę”. Budynek zostanie zabezpieczony, a teren uporządkowany. W planach są imprezy plenerowe, wydarzenia kulturalne i koncerty.