Przypomina to trochę akcję ratowania ludzi. Najpierw trzeba zadbać o swoje bezpieczeństwo i założyć rękawiczki.
Zraniony pies może ugryźć nawet swojego właściciela. Dlatego należy założyć pętlę z bandaża na jego pysk.
Oddech sprawdzamy tak jak u ludzi, przykładamy ucho do pyska i nasłuchujemy
– opisuje ratownik weterynaryjny, Tomasz Korbas.
Wzdłuż uda idą dwie kości udowe, od wewnętrznej strony pomiędzy nimi idzie tętnica udowa. Przykładamy rękę w kształt litery „U” wokół łapy. Palcami wyczuwamy tempo, jednocześnie nasłuchujemy i obserwujemy klatkę piersiową
- wyjaśnia Korbas.
Jeśli przez 10 sekund nie zobaczymy dwóch oddechów, zdejmujemy pętlę i wyciągamy język psa na zewnątrz. Po udrożnieniu dróg oddechowych można zacząć reanimację.
Wykonujemy dwa wdechy ratownicze. Nie przez pysk, czyli usta, jak u ludzi, tylko przez nos. Robimy taką rurkę ze swojej dłoni, żeby nie dotykać swoimi ustami nosa naszego zwierzaka i wykonujemy dwa wdechy jednocześnie obserwując klatę piersiową. Następnie, za łokciem tylnej łapy przykładamy bok dłoni, zaginamy palce i na wyprostowanej ręce robimy 30 uciśnięć klatki piersiowej na jedną trzecią głębokości. Oczywiście psa czy kota reanimujemy nie na plecach jak człowieka, tylko na boku
- mówi ratownik weterynaryjny.
Wdechy i uciśnięcia należy powtarzać do momentu przywrócenia krążenia psa lub dotarcia do weterynarza.
Poznań nie posiada rozbudowanego systemu pogotowia weterynaryjnego. Taki działa chociażby w Gorzowie Wielkopolskim i okolicach. Ambulans jest dostępny 24 godziny na dobę. Poznaniacy muszą natomiast szukać otwartej kliniki weterynaryjnej.