"Byłoby to szalenie trudne w Poznaniu" - mówi wiceprezydent o pomyśle budowy metra
Według zarzutów, miał on być odsuwany od liturgii, publicznie strofowany i obmawiany podczas wizyt duszpasterskich. To miało doprowadzić do targnięcia się wikarego na życie w czerwcu ubiegłego roku. Oskarżony nie przyznaje się do winy i odmówił składania wyjaśnień.
Sędzia Tomasz Janiec odczytał wyjaśnienia księdza, składane na wcześniejszych etapach postępowania, w których kapłan nie zgodził się ze stawianymi zarzutami.
Relacje układały się dobrze
– mówił oskarżony. W śledztwie ksiądz odnosił się do poszczególnych punktów oskarżenia. Twierdził, że to, co było brane za odsuwanie od czynności liturgicznych, w istocie było reakcją na zbyt długie sprawowanie mszy przez wikarego.
Msza trwała godzinę piętnaście, dwadzieścia minut i kolidowało to z mszą na godzinę 9:00
– wyjaśniał proboszcz.
Według niego, tym, co mocno wstrząsnęło księdzem Robertem, było nieprzekazanie znaku pokoju podczas mszy.
Są trzy formy przekazania Znaku Pokoju. Ja nie przekazałem rąk i z zewnątrz mogło to być tak odebrane
– podkreślił proboszcz.
Innym razem proboszcz zwrócił wikaremu uwagę, by mówił ciszej w kościele.
Ludzie przychodzili i skarżyli się, że wikary za głośno prowadzi mszę.
Takich drobnych zdarzeń było wiele, mimo to, według oskarżonego, ksiądz wikariusz nie skarżył się na złe traktowanie. Wręcz przeciwnie – miał prosić zwierzchników o możliwość pozostania w parafii w Żerkowie.
Ksiądz wikary prawie trzy godziny rozmawiał z biskupem, by mógł jeszcze zostać na parafii i pisać pracę doktorską
– zaznaczył proboszcz.
Prokuratura twierdzi jednak, że oskarżony obmawiał wikarego także w czasie wizyt duszpasterskich, wyśmiewając jego tuszę i sposób odżywiania. Długotrwałe nękanie miało doprowadzić do targnięcia się młodego kapłana na życie.
Proces będzie kontynuowany w styczniu. Wtedy przesłuchani zostaną świadkowie. Oskarżonemu grozi nawet 15 lat więzienia.
CZYTAJ: Tragedia w Żerkowie. Proboszcz odpowie przed sądem za znęcanie nad wikariuszem