"Litar" nie przyznaje się do winy. Wczoraj po raz pierwszy przedstawił swoją wersję wydarzeń. Podczas przesłuchania w sądzie najpierw mówił o swoich zasługach na stanowisku prezesa Stowarzyszenia "Wiara Lecha". O działalności organizacji kibiców mówił tak długo, że aż sąd upomniał go, by odniósł się do stawianych zarzutów. relacjonując wydarzenia w czasie meczu Krzysztof M. mówił, że jako szef Stowarzyszenia "Wiara Lecha" pilnował porządku na trybunie najbardziej zagorzałych kibiców.
Do pokrzywdzonego podszedł, bo zobaczył, że doszło do zamieszania. Oskarżony twierdzi, że pokrzywdzony podczas meczu był pijany i zachowywał się agresywnie. Zaprzecza, by uderzył go głową w twarz i opluł. Jednym z dowodów w sprawie jest nagranie ze stadionowego monitoringu. "Od początku byłem świadomy, że całe zajście nagrywają kamery, dlatego po kolejnej próbie uspokojenia kibica, czekałem na interwencję ochrony" - mówił Litar. Po zdarzeniu znalazł świadków, którzy - jak utrzymuje - potwierdzą jego wersję zdarzenia. Sąd uchylił wczoraj dziś zakaz wejścia na stadion nałożony przez prokuratora na "Litara" podczas śledztwa.