Centrum Nauki w Lesznie
Pieniądze są potrzebne na ratowanie czteroletniej suczki, bestialsko potraktowanej przez właściciela. Wałęsała się w okolicach Kramska. Na łapie miała zaciśnięty sznurek od snopowiązałki. Prawdopodobnie ktoś przywiązał ją do drzewa i zostawił. Mogła być na uwięzi nawet tydzień.
- Udało się jej uwolnić, ale łapa jest w fatalnym stanie. Sznurek polipropylenowy był tak głęboko pod skórą, że spowodował martwicę. Baliśmy się, że łapy nie uda się uratować. Bardzo długo będzie trwało leczenie i będzie można powiedzieć, że chodzi o własnych siłach - mówi Marek Nietopiel ze schroniska.
Potrzebne są opatrunki hydrożelowe, a to duży koszt. Schronisko nie ma na nie pieniędzy. Schronisku ledwo wystarcza na karmę dla zwierząt i szczepienia. Jeśli nie uda się wyleczyć suczki, to straci łapę, a wtedy nikt nie będzie chciał jej adoptować - mówią pracownicy schroniska. Właściciela psa szuka policja.
Iwona Krzyżak/mk/int