Anna Frankiewicz, żona właściciela gorzelni przyznaje, że przez kilka dni pracownicy firmy wylewali na działkę za głównym budynkiem, wodę która była używana do płukania stacji uzdatniania. Główny technolog zakładu dodaje, że ciecz zawierała domieszkę żelaza.
Oboje zapewniają, że przepisy złamane nie zostały i środowisko w żaden sposób nie ucierpiało. Mieszkańcy okolicznych domów, którzy chcą pozostać anonimowi wiedzą jednak swoje. Mówią o trudnym do opisania smrodzie, który docierał do ich mieszkań. Mimo upałów, ludzie musieli spać przy zamkniętych oknach.
Słychać też pytania o to, czy rzeczywiście to co trafiło do ziemi było bezpieczne. Władze Grodziska wiedzą o sprawie. Zawiadomiły już Wojewódzką Inspekcję Ochrony Środowiska. Wyniki mają być znane w połowie sierpnia.