Ciemną nocą na drodze krzyżowej
Profesor, który został napadnięty na Wydziale Chemii Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu został już wypuszczony ze szpitala do domu. Jego stan wymagał opatrzenia powierzchownych ran.
65-letniego profesora zaatakował 30-letni student III roku. Profesor był w gabinecie ze studentką. - Omawialiśmy jej pracę magisterską. Gdy wszedł mężczyzna z prośbą o rozmowę - poprosiłem go o wizytę za pół godziny. Grzecznie się zgodził ale wrócił za pięć minut z tasakiem i zaczął mnie atakować w głowę. Na szczęście ochroniłem się trochę rękami. Pomagała mi magistrantka, próbując go odciągnąć. Nie dała rady, wybiegła na korytarz i wezwała pomoc. Przybiegli inni koledzy, a napastnik się spłoszył i uciekł - powiedział poszkodowany profesor Lech Celewicz.
Sprawca wybiegł z budynku, pobiegli za nim dwaj pracownicy wydziału, złapali go na pętli autobusowej na osiedlu Sobieskiego. Obezwładnili go, wezwali policję i karetkę. Ranny wykładowca cały czas był przytomny. Profesor ma głównie rany głowy i tułowia. Innym pracownikom i studentom chemii nic się nie stało.
Studenta, który zaatakował profesora policja przewiozła do szpitala. Lekarze sprawdzają czy nie był pod wpływem narkotyków. "Jutro będziemy chcieli go przesłuchać" - mówi rzecznik wielkopolskiej policji Andrzej Borowiak.
Innym pracownikom i studentom nic się nie stało. Wydział pracował normalnie.
Maciej Kluczka/mk