Dyrektor Muzeum Narodowego w Poznaniu Tomasz Łęcki cieszy się z dużej frekwencji, której jednak się nie spodziewał. Wcześniej zakładał, że wystawa przyciągnie około 70 tysięcy osób.
70 tysięcy to i tak byłby rekord, nie licząc dawno temu organizowanej wystawy impresjonistów. Muzeum poznańskie maksima uzyskiwało na poziomie 50 tysięcy, więc 70 tysięcy było wysoką prognozą. To, że publiczność tak zareagowała, wymagało od nas szybkiej adaptacji, żeby tych ludzi przyjąć i żeby nie zawieść
- podkreśla Tomasz Łęcki.
W trakcie poznańskiej wystawy zorganizowano 350 wydarzeń - w tym 128 lekcji muzealnych. Kurator wystawy doktor Maria Gołąb podkreśla, że Chełmoński potrafił podjąć trudne i odważne decyzje zmieniając język malarski i tematykę swoich obrazów. - To zaznaczaliśmy na wystawie - mówi kurator.
Chełmoński taką odwagą wykazał się, gdy porzucił Paryż. Gdy wracając do Polski zmienił całkowicie tematykę swych obrazów, to zapewne wymagało odwagi. I takim właśnie człowiekiem i artystą się Chełmoński okazał. Tego można było na wystawie bardzo mocno doświadczyć.
Ostatniego dnia przed gmachem przy Alejach Marcinkowskiego ustawiały się długie kolejki. Obrazy Chełmońskiego zostaną teraz przewiezione do Krakowa, gdzie od sierpnia będą prezentowane w Muzeum Narodowym. Wcześniej dzieła można było oglądać w Warszawie.