NA ANTENIE: Królewski wieczór

Niepotrzebny powrót, David Gilmour, Live at Pompeii (2017)

Publikacja: 14.03.2019 g.14:05  Aktualizacja: 14.03.2019 g.14:10 Jakub Kozłowski
David Gilmour powrócił do Pompejów.
David Gilmour - David Gilmour, okładka
Fot. (David Gilmour, okładka)

Wiele lat minęło od czasu, kiedy w roku 1971 zespół Pink Floyd zagrał koncert dla starożytnych duchów zasypanych w popiele. Wówczas publiczność nie mogła współuczestniczyć w wydarzeniu, które dzięki tym właśnie okolicznościom nabrało niemal transcendentnego charakteru. 

Obecnie wokalista i gitarzysta zespołu mógł zaprezentować swoje umiejętności  trzem tysiącom uczestników spotkania. Przywołać prawdziwą magię oddanym fanom, oczekującym na występ, który przejdzie do historii muzyki popularnej a oni będą mogli powiedzieć: „byliśmy tam”. Tylko, że niestety podczas odsłuchiwania zarejestrowanego na albumie występu nie mogłem pozbyć się wrażenia, że zdecydowana większość magii odczuwalnej podczas występu płynęła właśnie z samego otoczenia i entuzjazmu publiczności, spodziewającej się niejako a priori czegoś nadzwyczajnego. 

David Gilmour nie jest już w stanie odtworzyć wrażeń, które towarzyszyły występom Pink Floyd. Z jednej strony dzieje się tak ze względu na bardzo ograniczone już warunki wokalne gwiazdy a z drugiej ze względu na nijakość samego materiału, który zawarł na swojej ostatniej płycie „Rattle That Lock”. Oczywiście solowa płyta Gilmoura i tak wydaje się olbrzymim wręcz skokiem jakościowym w porównaniu do fatalnej „The Endless River” Pink Floyd. Tamten album był marketingowym chwytem nastawionym na szybki zysk kosztem oddanych fanów legendy. Solowy album Gilmoura to z kolei dzieło o wiele bardziej przemyślane i, do pewnego stopnia, uczciwe. Są to jednak utwory rzemieślnicze, doskonałe technicznie, świetnie wyprodukowane, ale pozbawione tego trudnego do określenia elementu, który decyduje o pojawieniu się gęsiej skórki u słuchacza. 

Każdy utwór to wprawne cięcie chirurga, wykonującego setny raz tą samą operację. Chirurga cenionego i pewnego swoich umiejętności, który wie jednak, że nie zrewolucjonizuje już swojego fachu. Niestety na żywo nie udało się Gilmourowi nadać utworom pokroju „Faces of Stone” czy „In Any Tongue” nowego charakteru. Nie powiodła się próba wypełnienia ich emocjami. Co gorsza, również utwory z o wiele bardziej udanych dokonań Gilmoura, jak „What Do You Want From Me”, „High Hopes” z „Division Bell” czy „On An Island” zabrzmiały wymuszenie, sztucznie a uczucia te wzmacnia jeszcze wymęczony, o bardzo ograniczonej już skali, głos Davida. Odniosłem wrażenie, że gdyby nie obowiązkowe, wspomagające go chórki wielu utworów na żywo po prostu nie potrafiłby już zaśpiewać.

Oczywiście, wiek robi swoje i jest to jak najbardziej naturalna kolej rzeczy – Ian Gillan też nie zaśpiewa już „Child in Time”, ale jednak w przypadku Davida Gilmoura utworów, których nie daje rady odpowiednio wysoko zaintonować jest znacznie więcej. Co, niestety, nie przeszkadza mu próbować. Wiele kompozycji z dawnych lat działalności Pink Floyd nadal potrafi zachwycić, ale w dużej mierze ze względu na samą jakość utworów niż wykonanie. O ile album Alana Parsonsa „Live in Colombia”  spotkał się z dosyć powszechną krytyką ze strony dziennikarzy to wydaje mi się wielokrotnie bardziej udany, jako widowisko – była w nim i szczera radość i zabawa – tak muzyków jak i publiczności. 

Cały koncert przesłuchałem raczej z recenzenckiego obowiązku niż ze szczerą chęcią. David Gilmour sprawia już niestety wrażenie zapatrzonej w siebie legendy, która samą swoją obecnością powinna doprowadzać widzów do ekstazy. Podczas trasy „Rattle That Lock” da się zresztą zaobserwować pewien wzór – występy w Circus Maximus w Rzymie, koncert w Pompejach, wielokrotne występy w Royal Albert Hall, antycznym amfiteatrze w Orange czy Arena of Nîmes pokazują, że to wyjątkowość miejsca ma świadczyć o wspaniałości występu a nie odwrotnie. Szkoda, ale „Live at Pompeii” to rzecz jedynie dla zatwardziałych i bezkrytycznych miłośników Davida Gilmoura.

Jakub Kozłowski
https://radiopoznan.fm/n/8woUtf
KOMENTARZE 12
pl 16.03.2019 godz. 06:20
Jezu , ile w was tolerancji dla innego człowieka, odmiennego zdania. Brawo tak trzymać. A może jakieś zajecia z prawa do własnego zdania . Tragedia.
Biało-czarna tęcza 15.03.2019 godz. 14:23
Dżakob, what do you want from him?
Jakub Kozioł -owski 15.03.2019 godz. 11:20
Bardzo mi przykro, że moje poPISowe bohomazy nie spotkały się z entuzjazmem... Będę teraz musiał na jakiś marż niepodległosci isc albo poskarżyc się Prezesowi!
Pit 15.03.2019 godz. 07:49
Dla mnie stek bzdur. Byłem na koncercie w IMAX, będąc pod wrażeniem kupiłem Blu-ray, i często wracam do tematu. Wspaniały koncert
Czarny 15.03.2019 godz. 07:12
Rozumiem kazdy ma prawo wyrazac swoje zdanie. Bylem na dwoch koncertach Gilmoura i oba byly wspaniale pod kazdym wgledem rowniez wokalnym, a że gość ma juz swoje lata to naturale, że pewne utwory nie zabrzmia jak paredziesiat lat temu i nie rozumiem w ogole o czym tu pisac. Proponowalbym autorowi wybrac sie na chociaż jeden z tych koncertow poczuc ta magie jaka na nich panuje również magię glosu Davida a dopiero później pisac recenzje i bluzgac po jednym z najwybitniejszych muzykow tego swiata. Swoja droga ciekawe dlaczego Gilmour po latach przerwy potrafi zapelnic wspomniane Royal Albert Hall kilka dni z rzedu i wszyscy rozpływaja się z zachwytu skoro wg autora jest tak źle. Sam miałem ta przyjemność być na jednym z tych koncertów i widzieć radość i zachwyt ludzi wychodzących po koncercie i jest to dla mnie o wiele bardziej wymowne niż ta pseudo recenzja autora, który pisze o wydarzeniu w ktorym nie uczestniczył i jak sam napisał przesłprzesłuchał z recenzenckiego obowiazku niż z przyjemności... drogi panie to nie ten rodzaj muzyki, żeby oceniać ją po przesłuchaniu z obowiazku. Pozdrawiam
KOC 15.03.2019 godz. 05:58
Koledzy tak wiec albo dobrze piszemy o artyście ( Jezu przecież to Gilmour z PF na kolana i płacz radosny) albo wcale. Recenzja zakłada czasami zestaw negatywnych ocen. Pisanie kim jest autor bo Gilmour jest wielki przypomina zabawe w piaskownicy 4-latków.
Kaczyński 14.03.2019 godz. 20:10
Pamiętliwy, kiepsko z twoją pamięcią, to nie ten buc
tomasz 14.03.2019 godz. 19:13
Strasznie głupi artykuł.
Ostatnia trasa Davida stoi na nad wyraz wysokim poziomie.
Twoje słowa świadczą o braku gustu muzycznego i wyczucia
olo 14.03.2019 godz. 18:46
David Gilmour wiem kim jest, a kim jest Jakub Kozłowski? Może wyda jakąś płytę i pokaże wszystkim jak to się robi...
pajac 14.03.2019 godz. 18:08
"Puch" zamiast wzbijać się na wyżyny intelektualnej recenzji "Smieszna recenzja" napisz coś z sensem .Ale to trzeba cos posłuchać,przeczytac,przemysleć. To już chyba za daleko od twoich możliwości.
Punch 14.03.2019 godz. 17:49
Śmieszna recenzja
pamiętliwy 14.03.2019 godz. 17:27
Czy to nie jest ten buc, który na jakimś koncercie narzygał na Polskę z powodu "kon-sty-tut-ki"?

SERWIS INFORMACYJNY


GODZINY: 16:00 17:00 18:00 19:00 20:00

@TWITTER