Poznański półmaraton rozgrywany jest na tej samej trasie co październikowy maraton, z tą różnicą, że uczestnicy mają do pokonania tylko jedną pętlę. Zawodnicy biegną głównymi ulicami miasta, a finiszują nad Jeziorem Maltańskim.
Dennis Mwanzia Musau pokonał trasę w 1:03.14. Za zwycięstwo otrzymał nagrodę pięć tysięcy złotych, podobnie jak jego zwyciężczyni wśród kobiet - Eunice Cheyech Kales. Kenijka uzyskała czas 1:12.54. Piąta na mecie była zawodniczka poznańskiej Olimpii Agnieszka Janasiak.
Także najlepszy z Polaków - Marcin Sajek z klubu MLUKS Mokasyn Płoty Gryfice - zajął piąte miejsce. Jak przyznał na mecie - z kenijską koalicją nie miał większych szans. "Nie jestem biegaczem zawodowym i dla mnie było niemożliwe ścigać się z zawodnikami z Kenii. Ja jestem naukowcem, zajmuję się biologią molekularną i biochemią. Staram się jednak trenować na tyle profesjonalnie, na ile mogę. Szkoda, że organizator nie zadbał o zawodników z krajowej czołówki, dlatego też udało mi się być najszybszym z Polaków" - przyznał na mecie Sajek.
Dyrektor półmaratonu Janusz Rajewski żałował, że nie udało się pobić rekordu trasy należącego do Kenijczyka Cosmasa Kyevy (1:02.32), ustanowionego przed rokiem. Dla nas najważniejsza jest frekwencja na biegu, w porównaniu do poprzedniej edycji nastąpił bardzo duży przyrost, bo o ponad tysiąc zawodników. Jak tak dalej będziemy się rozwijać, mamy szansę stać się największym półmaratonem w Polsce" - podsumował dyrektor imprezy Janusz Rajewski.
Impreza nie zdezorganizowała ruchu kołowego w mieśce, ale niektórzy kierowcy narzekali na złe oznakowanie objazdów.