Publicysta, historyk i polityk na początku lat 70. XX wieku, był sekretarzem Słonimskiego.
To był wspaniały człowiek - ciepły, serdeczny, ale taki jednocześnie potrafił być jadowity. Miał świetne pióro, niebywałe poczucie humoru. Pamiętam, kiedyś przyszedłem na kacu do kawiarni, bo tam się spotykali często, mówię: "Panie Antoni, taki upał, czas umierać". On mówi: "Ma pan rację, panie niech pan tego nie odkłada do jutra". Zapadła mi jego poczucie tożsamości polskiego inteligenta, zapadła mi sylwetka człowieka, który był autorytetem moralnym, słynął z odwagi, ale i z rozsądku. On o sobie zawsze mówił, że ja się wychylam, ale za burdę nie wyskoczę.
Spotkanie odbyło się w ramach czwartku literackiego w Pałacu Działyńskich. A cała rozmowa w niedzielnym Spisie Treści.