Blues znów połączy Wielkopolskę
W sobotnie południe znowu pojedzie Blues Express. Muzyczny pociąg ruszy z dworca PKP w Poznaniu. Wcześniej na peronie zagra bluesowa kapela i tak będzie również w Chodzieży, Pile, Krajence i Złotowie.
W sobotnie południe znowu pojedzie Blues Express. Muzyczny pociąg ruszy z dworca PKP w Poznaniu. Wcześniej na peronie zagra bluesowa kapela i tak będzie również w Chodzieży, Pile, Krajence i Złotowie.
Nie wiadomo, czy to układ gwiazd wpłynął na tę sytuację czy może szczególne przepływy energii spowodowały, że w Poznaniu można poczuć silną aurę dla bluesa. Już w przeszłości tak było kilka razy, lecz zjawisko miało znacznie mniejszy zasięg.
Kiedy śpiewa piosenkę „No Hard Feelings” jego szorstki, kuszący głos, można pomylić ze śpiewem Roda Stewarta. Ta sama melancholia płynąca w sennym balladowym rytmie z płaczliwą gitarą w tle, jaką znamy z płyt Roda. A jednak to ktoś inny, ważny dla brytyjskiego rocka wokalista Ian Hunter. Wręcz nieprawdopodobne, że jest w nim tak dużo energii, żeby pisać piosenki, nagrywać płyty i walczyć o poczesne miejsce na rynku. Ian Hunter skończył niedawno 84 lata. Aż nie chce się wierzyć, że zaczynał od udziału w konkursie talentów w tym samym czasie, gdy Elvis Presley nagrywał pierwsze przebojowe single.
Dla miłośników bluesa nazwa zespołu Savoy Brown znaczyła wiele przez blisko 60 lat. Muzycy pochodzący z dzielnicy Londynu nazywającej się Battersea, zawsze imponowali dużą częstotliwością koncertów i nie mniejszą kreatywnością w tworzeniu ogromnego repertuaru, dostępnego na kilkudziesięciu albumach.
Po tytule płyty „Dwie pierwsze strony Frankensteina” („First Two Pages Of Frankenstein”), można się spodziewać najgorszego. Może nas czekać jakieś inwazyjne straszenie w stylu death –metalu, czyli dużo jazgotu w sumie o niczym. Ale może się nam również trafić dawka muzyki tak smutnej i dołującej, że już nic nas nie uchroni przed kompletną depresją. Tymczasem jest też trzecie wyjście, by posłuchać czym prędzej płyty o tak intrygującym tytule. Warunki do podjęcia tego kroku nie mają znaczenia. Naprawdę nie jest ważne czy muzyka zabrzmi przy pełnym słońcu czy w pustym pokoju w kompletnej ciemności.
Roger Dean jest integralną częścią przedsięwzięcia artystycznego znanego pod nazwą Yes. Chociaż jego nazwiska nie znajdzie się w składzie legendarnej grupy rockowej, to od wielu lat Roger Dean kreuje wizualny obraz dla muzyki angielskiego zespołu.