Maciej Mazurek: Na rok 2015 historycy będą patrzeć jako moment końca komunizmu. W jakim stopniu obecna reforma wymiaru sprawiedliwości wpisuje się w proces zamykania tego rozdziału?
Bronisław Wildstein: Raczej jako moment dokończenia rewolucji solidarnościowej. III RP była wprawdzie systemem postkomunistycznym o specyficznej formie ustrojowej, ale to nie był totalitaryzm. Np. rola wymiaru sprawiedliwości w III RP niczym nie przypominała tej w PRL-u. W systemie komunistycznym wymiar sprawiedliwości w ogóle nie funkcjonował. W całości był podporządkowany totalitarnej władzy, a w III RP uzyskał niesłychane możliwości, przywileje i stał się "nadwładzą". Za czasów PRL-u sędziów nie wybierano ze względu na ich zalety osobiste i szczególną rolę w budowie państwa prawa, bo takiego w PRL-u nie było. Byli to generalnie ludzie podporządkowani władzy komunistycznej, związani z nią. Zdarzały się oczywiście wyjątki, ale generalnie sądownictwo pozostawało jednym z instrumentów działania totalitarnej władzy. Pewien bunt sędziów obserwowaliśmy w czasach pierwszej Solidarności. Został on jednak szybko spacyfikowany, a ci sędziowie zostali usunięci z zawodu w czasie stanu wojennego. W wymiarze osobowym przenieśliśmy w całości skład sędziowski z czasów PRL-u i na pewno nie posiadał on cech, którymi powinny się charakteryzować kadry demokratycznego państwa prawa. Ci sędziowie po 1989 roku uzyskali ogromne uprawnienia, dostali w ręce wymiar sprawiedliwości, który stał się ich własnością. "Nadwładza" mogła blokować funkcjonowanie władzy wybieralnej, jak mówiłem, stało się tak w latach 2005-2007. Teraz należy przywrócić właściwe proporcje funkcjonowania wymiaru sprawiedliwości.
System budowany przez PiS jest podobny do tych, które funkcjonują od dawna w dojrzałych zachodnich demokracjach. A tymczasem Unia Europejska atakuje te działania w imię obrony wolności.
I robi to z ogromną dozą hipokryzji. Obrona wolności nie ma tu nic do rzeczy. Państwa dominujące w Unii Europejskiej - Francja i zwłaszcza Niemcy, traktowały państwa tak zwanej nowej Europy, między innymi Polskę, jako w dużej mierze sobie podległe, rzec można - wasalne. Przyzwyczajono się stosować różne miary. Podczas ostatnich wyborów prezydenckich we Francji pytano szefa komisji europejskiej Junckera o notoryczne łamanie unijnych norm budżetowych przez to państwo. Wyborcze zapowiedzi Macrona wiązały się z ryzykiem zwiększenia zadłużenia, a Juncker odpowiedział: „Francja to jest Francja”. Francji wolno więc więcej. Kiedy inne kraje łamały zakaz nadmiernego deficytu, były przywoływane do porządku, karane. Kiedy zrobiły to Francja i Niemcy - Komisja Europejska nabrała wody w usta. Nie ma żadnej równości, są państwa o różnej sile, o czym otwarcie mówi się w odniesieniu do państw tak zwanej nowej Europy, traktowanych w sposób neokolonialny. Zachód czerpał spore zyski z otwarcia rynków, Polska została zepchnięta do roli podwykonawcy podporządkowanego woli silniejszych i nadal w tej roli miała funkcjonować i nie podejmować np. konkurencji z korporacjami pochodzącymi z europejskich mocarstw. Reguły te miały dotyczyć także Węgier i innych krajów. Obok wymiaru ekonomicznego widzieć trzeba także ideologiczno-polityczny. Unia Europejska stała się wehikułem lewicowo-liberalnej ideologii, która spowodowała homogenizację elit politycznych Europy, a w efekcie – zatarcie różnic między prawicą a lewicą. Natomiast teraz w Polce - i nie tylko - pojawili się autentyczni konserwatyści, zupełnie inaczej traktujący materię polityczno-społeczną, chcący przywrócenia podmiotowej roli państw.
Spowodowało to uruchomienie wszystkich możliwych pól konfliktu z unijnym establishmentem?
Tak i na dodatek mamy establishment polski, oligarchię polską, która z jednej strony wykorzystuje Polskę do realizacji swoich interesów, a z drugiej strony przyjęła postawę podległą wobec głównych central Unii Europejskiej, zarówno na poziomie ekonomicznym, jak i głębszym, kulturowym. Dominowało przekonanie, że polska transformacja ma być wyłącznie imitacją rozwiązań Zachodu, a polskość to jakieś obciążenie. Establishment unijny miał w nas nie tyle partnera, co gorliwego wykonawcę swojej woli w Europie Wschodniej. Tusk jest przykładem idealnym takiej właśnie postawy. To się teraz zasadniczo zmieniło. Zwolennicy tezy „aby było, jak było”, czyli zwolennicy III RP, idą na skargę do Unii. Proszą o interwencje. I Unia się do tego przychyla. To, co mówią główni funkcjonariusze unijni np. z komisji Europejskiej, co mówi, Verhofstadt, Timmermans czy Juncker, to powtarzane dokładnie tezy przygotowane przez dominujące ośrodki III RP, przez polityków, przez środowiska prawnicze i nie tylko. Wymienieni politycy nie zajmują się tym, co naprawdę dzieje się w Polsce, wydaje się im, że są w stanie przywrócić status quo ante, a ich krótkowzroczność jest uderzająca. Po Brexicie i narastającym proteście europejskich narodów oni w ogóle nie rozpoznają procesów trwających w Europie - także w Polsce.
Ostatnia część rozmowy zostanie opublikowana w piątek.