NA ANTENIE: HIGHWAY ROBBERY/DE'WAYNE, LENNY KRAVITZ
Studio nagrań Ogłoszenia BIP Cennik
SŁUCHAJ RADIA ON-LINE
 

Czy będzie przełom w sprawie śmierci dziennikarki?

Publikacja: 29.09.2021 g.11:31  Aktualizacja: 29.09.2021 g.15:13 Łukasz Kaźmierczak
Poznań
Czy będzie przełom w sprawie śmierci Anny Karbowniczak? O śledztwie prokuratorskim i opinii biegłych opowiadała na naszej antenie dziennikarka "Głosu Wielkopolskiego" Justyna Piasecka.
anna karbowniczak  - wielkopolska policja
Fot. wielkopolska policja

Spis treści:

    Z ustaleń prokuratury wynika, że dziennikarka "Głosu" wyjeżdżała z ulicy podporządkowanej i została potrącona przez busa. Zmarła na miejscu. Kierowca nie udzielił jej pomocy i zbiegł z miejsca wypadku, po czym próbował z innymi osobami zacierać ślady.

    "Ustalenia biegłego, powołanego przez prokuraturę, całkowicie obala inny biegły" - mówi Justyna Piasecka.

    Na naszą prośbę biegły sądowy z wieloletnim doświadczeniem Jerzy Hyżorek sporządził własną opinię i ekspertyzę na podstawie tych samych materiałów, do których dostęp miał powołany przez prokuraturę biegły Adam Pachołek. Mamy ustalenia biegłego Hyżorka, który stwierdził, że do potrącenia doszło na pasie właściwym dla Ani

    - mówi Justyna Piasecka.

    Prokuratura uznała na podstawie opinii biegłego, że to Anna Karbowniczak była winna. Zarzuty postawiono tylko trzem osobom, kierowcy i pasażerom busa, za nieudzielenie pomocy. Anna Karbowniczak zajmowała się sprawami kryminalnymi. Przed śmiercią otrzymywała anonimy i pogróżki. W chwili zatrzymania kierowca busa był pod wpływem amfetaminy.

    Poniżej cała rozmowa w audycji Kluczowy Temat:

    Łukasz Kaźmierczak: Nic nie jest pewne, nic nie jest jasne, przynajmniej jeżeli chodzi o oficjalne śledztwo w tej sprawie. Wy zaczęliście prowadzić własne śledztwo, jeżeli chodzi o waszą redakcyjną koleżankę. Ustalmy fakty. Anna Karbowniczak 3 września wychodzi na trening rowerowy. Co się dzieje dalej?

    Justyna Piasecka: Dochodzi do wypadku w miejscowości Brzekiniec. Anna Karbowniczak wyjeżdża z drogi podporządkowanej na główną. Wiemy, że doszło do wypadku. Z tego, co wiemy, co działo się po nim, to to, że kierowca ucieka i jaki jest skutek.

    Kierowca był wcześniej karany.

    Tak. Możliwe jest też, że w chwili wypadku był pod wpływem amfetaminy, ale tego nie udało się ustalić. Na pewno był pod jej wpływem dzień później, ale badania krwi nie pozwoliły ustalić, czy był pod wpływem amfetaminy w chwili wypadku.

    To jest to, co policja ustaliła na miejscu i zatrzymała dzień później kierowcę, a także te osoby, które mu towarzyszyły, a przynajmniej częściowo. Prokuratura wszczęła śledztwo.

    Początkowo zarzuty zostały postawione pięciu osobom, a ostatecznie z aktu oskarżenia wynika, że zarzuty mają trzy osoby, które jechały tym busem, czyli kierowca i dwóch pasażerów. Są to zarzuty wyłącznie nieudzielenia pomocy. Trzeba wspomnieć, że po wypadku jego uczestnicy oraz inne osoby próbowały zatrzeć ślady tego wypadku i usunąć uszkodzenia.

    Nie jest to okoliczność łagodząca.

    Nie jest. To zwróciło naszą uwagę, tym bardziej że prokuratura wycofała się z tych zarzutów i są tylko zarzuty nieudzielenia pomocy.

    I nie ma zarzutu spowodowania wypadku ze skutkiem śmiertelnym.

    Należy podkreślić, że prokuratura przyjęła tę wersję, że to Ania spowodowała wypadek i ona jest temu winna.

    Dlatego się właśnie spotykamy, bo to nas wszystkich tak bardzo bulwersuje, że dziennikarka Anna Karbowniczak stała się ofiarą tego wypadku, została jednocześnie obwiniona, że to ona wymusiła pierwszeństwo. W takich sprawach zawsze posługujemy się jakimiś dowodami, poszlakami, opiniami. Co sprawiło, że prokuratura uznała, że to Anna Karbowniczak jest winna temu, że zginęła?

    Prokuratura bazowała na opinii biegłego z rekonstrukcji, która miała odpowiedzieć na pytanie, jak doszło do tego wypadku i jakie były jego okoliczności. W tej opinii jest dużo rzeczy niejasny, niewyjaśnionych, niewiadomych. Biegły opierał się na domysłach tak naprawdę.

    On chyba sam zaznacza, że pewnych rzeczy nie był w stanie ustalić.

    Dokładnie. Mamy w jego opinii jasno wskazane, że nie da się określić prędkości, z jaką poruszał się bus.

    To jest chyba fundamentalne w tej sprawie.

    Tak, jest fundamentalne. Później, jak się dowiadywaliśmy, nie da się tego ustalić ze względu na różne ślady, w tym ślady hamowania, które zostały niby zabezpieczone, znajdują się w aktach sprawy, są zdjęcia jakichś śladów hamowania, ale nie wiemy, czy to są ślady hamowania tego busa.

    To nie da się tego sprawdzić?

    Da się, tylko mamy problem taki, że policja niezwymiarowała tych śladów, nie zmierzyła ich odpowiednio.

    Policja popełniła błąd podczas zabezpieczenia tych śladów, jeżeli chodzi o miejsce zdarzenia?

    Można to tak uznać. Ale mamy ślady hamowania, które należą być może nie do tego busa. Tym bardziej należy zwrócić uwagę, że osoby, które jechały tym busem stwierdziły, że żadnego hamowania nie było. Biegły, powołany przez prokuraturę, oparł się na twierdzeniu tych uczestników, kierowcy i pasażerów, że prędkość, z którą się poruszali, była niewielka, bo ok. 50-60 km/h.

    Czyli dał wiarę na słowo tym, którzy brali udział w tym wypadku.

    On tak przyjął. To było jego założenie i na tego podstawie dalej bazował i wykazywał swoją opinię.

    Czy na tej podstawie, też domysłów, nie mając prędkości, da się stwierdzić, że to Anna Karbowniczak spowodowała ten wypadek?

    To już pytanie do biegłego. On też wskazał, że nie potrafi dokładnie określić, w którym miejscu na skrzyżowaniu doszło do wypadku. Wskazał, że Ania miała wyjechać wprost pod nadjeżdżający samochód. Przyjął jakieś założenia i wyliczenia, że tak było. Opinię biegłego Adama Pachołka całkowicie obalił inny biegły.

    Redakcja Głosu Wielkopolskiego zajęła się tą sprawą. Co tak naprawdę stało się, oprócz tego, o czym Pani mówi, co wam nie pasuje, że stwierdziliście, że musicie przeprowadzić własne śledztwo?

    Dużo niejasnych i niepokojących informacji. Jeżeli prokuratura wycofuje większość zarzutów, w tym te o zacieraniu śladów wypadku. Tak naprawdę kierowca ucieka, nikt nie udziela pomocy, następnego dnia mamy sytuację zacierania śladów oraz kwestię amfetaminy.

    Tego, że dzień później był pod wpływem.

    Tak, był pod wpływem amfetaminy. Okazuje się później, że mają też bogatą kartę karną. To nie są osoby, które nie miały problemów z prawem. Stwierdziliśmy, że chcemy wyjaśnić i zbadać na nowo, przyjrzeć się okolicznościom i faktom.

    Zacytuję fragment oświadczenia, które redakcja głosu wydała w tej sprawie. „Działania prokuratury w świetle zgromadzonej przez nas wiedzy na ten temat, uważamy za niedopuszczalne, urągające poczuciu sprawiedliwości i niemające uzasadnienia w faktach znanych, opisywanych przez naszych dziennikarzy i kolegów z innych redakcji”. To brzmi jak votum separatum wobec działań organów ścigania i wymiaru sprawiedliwości.

    Tak. Po tym apelu, w którym zadeklarowaliśmy powołanie zespołu śledczego, sprawą postanowiła zająć się Prokuratura Krajowa, żeby to przeanalizować.

    Apelowaliście też o to, żeby objęła to jakimś nadzorem.

    Tak. Deklaracja padła. Minęły dwa miesiące i nie wiemy, czy prokuratura...

    To będziecie pewnie cisnęli i nie odpuścicie.

    Tak, cały czas to robimy i czekamy na odpowiedź prokuratury. Wracając do naszych ustaleń, bo chyba to jest najważniejsze w tej sprawie. Na naszą prośbę biegły sądowy z wieloletnim doświadczeniem Jerzy Hyżorek sporządził własną opinię i ekspertyzę na podstawie tych samych materiałów, do których dostęp miał powołany przez prokuraturę biegły Adam Pachołek.

    To są dwie, kompletnie różne opinie, dwie różne prawdy, dwie tak skrajnie zaprzeczające sobie, że właściwie aż niemożliwe, żeby dwóch ludzi, którzy się tym zawodowo zajmują, mogło podjąć tak odmienne wnioski w tej sprawie.

    Bardzo nas to zdziwiło, jak to możliwe. Mamy z jednej i drugiej strony fachowca i skąd taka rozbieżność.

    On stwierdza, że byłby w stanie oszacować, może nie tyle dokładną prędkość, co stwierdził, że na pewno nie było to 50 km/h.

    Oszacował. Mamy w tej opinii prędkość uderzenia samochodu w Anię, która została oszacowana na 96 km/h.

    No to nie jest 50 km/h.

    To nie jest 50 km/h. Możliwe, że ta prędkość była jeszcze większa, jeżeli wziąć pod uwagę te ślady hamowania. Tam dopuszczalna była prędkość 90 km/h i zastanawiające jest to, skoro kierowca, czy pasażer zeznali, że jechali z prędkością 50-60km/h, to jakie mieliby ku temu powody?

    Poza obszarem zabudowanym. Przeprowadzaliście na miejscu eksperyment. Gdyby to było te deklarowane 50km/h, to wygląda na to, że Anna Karbowniczak by żyła.

    Tak. Samochód zdążyłby wyhamować, gdyby jechał z tą prędkością.

    Jestem laikiem, ale naoglądałem się tylu filmów, że byłbym w stanie stwierdzić, że w takiej sytuacji robi się eksperyment, próbuje się symulować to żeby w miarę odtworzyć. To są przecież naturalne zasady działania w czasie prowadzenia dochodzenia, czy śledztwa.

    Oczywiście, tylko nie mamy wszystkich dowodów w tej sprawie, bo bazujemy na wielu domysłach.

    Tym bardziej eksperyment. Macie dowód, którego nie ujęto. To jest zbite prawe lusterko, które jest być może najważniejszym dowodem. Jak przeczytałem to, to otworzyły mi się oczy, bo to pokazuje tę sprawę w innym świetle.

    Mamy ustalenia biegłego Hyżorka, który stwierdził, że do potrącenia doszło na pasie właściwym dla Ani. Zacznijmy od tego, że kiedy Ania dojechała z drogi podporządkowanej do tego skrzyżowania, to z odległości co najmniej 62 metrów widziała nadjeżdżający samochód. Uznała, że zdąży przejechać, skręcić w lewo i wjechać na swój właściwy pas. Jak ustalił biegły Hyżorek, tak właśnie było i ona zdążyła tam wjechać. Pojawia się sytuacja niewyjaśniona, być może to kwestia motywu kierowcy, dlaczego kierowca, jadąc swoim pasem ruchu, zjeżdża nagle na przeciwległy pas i uderza w Anię.

    Ona już się znajdowała na tym pasie, na którym w ogóle nie powinno go być, bo to pas do jazdy z przeciwnego kierunku. To lusterko świadczy o tym, że nim zahaczył, bo jak inaczej, skoro ona była na lewym pasie.

    Dokładnie. Tu są te ustalenia całkowicie...

    Nie ma po tym śladu w oficjalnych aktach sprawy. Jeszcze jedna rzecz, która budzi duże wątpliwości. Anna Karbowniczak zajmowała się tym, czym Pani się zajmuje, czyli sprawami kryminalnymi, trudnymi niekiedy sprawami dotyczącymi działań policji, prokuratury. Ostatnia rzecz, to makabryczna zbrodnia śmierci dwuletniego Marcela z Chodzieży. Anna Karbowniczak otrzymywała anonimy z pogróżkami i groźbami. Ostatni otrzymała chyba dzień przed śmiercią. Wiążecie to jakoś ze sobą?

    Ostatni anonim nie był na dzień przed śmiercią, ale kilka dni przed. Dzień przed śmiercią Ania zgłosiła prokuraturze fakt tych pogróżek.

    To może też jest symboliczne?

    Jest dużo, za dużo zbiegów okoliczności w tej sprawie. Były tak naprawdę trzy anonimy. Prokuratura znalazła, ustaliła i oskarżyła autora jednego z tych anonimów. Jeden z anonimów zawierał groźby związane ze sprawą Marcelka.

    Sprawa oskarżenia twórcy tego anonimu jest rozwojowa?

    Wobec dwóch anonimów mamy umorzenia spraw z powodu niewykrycia sprawcy. Wśród nich jest osoba, która groziła Ani śmiercią.

    To było realne, czy takie hejterstwo dla hejterstwa?

    Myślę, że mogło to być realne i skoro zostało to zgłoszone i nie były to pierwsze tego typu anonimy, to sprawa musiała być poważna.

    Jest Pani skłonna uwierzyć w to, że Anna Karbowniczak zginęła dlatego, że zajmowała się taką sprawą. Ktoś celowo to zrobił, czy to zbyt daleko idące wnioskowanie?

    Ciężko to jednoznacznie stwierdzić. Z tyłu głowy gdzieś się pojawia myśl, że można to połączyć, ale czy tak jest faktycznie?

    W tym momencie wiemy tyle. Być może sprawą ponownie zajmie się prokuratura. Pewnie będzie wniosek rodziny pokrzywdzonej poprzez pełnomocnika. A wy stawiacie na razie wołowymi literami pytanie: „Czy dojdzie do przełomu w sprawie śmierci Anny Karbowniczak?”. My też to pytanie zadajemy i będziemy śledzić tę sprawę.

    https://radiopoznan.fm/n/dynSR5
    KOMENTARZE 0