W zeszłym tygodniu doszło do rozłamu na Lewicy i pięciu posłów utworzyło koło parlamentarne PPS. Wśród osób, które miałyby podążyć za secesjonistami, wskazywana jest też poznańska posłanka. "To nadinterpretacja dziennikarzy" – mówi Radiu Poznań Katarzyna Kretkowska.
Dziennikarze bardzo lubią spekulować. Nazwiska to temat, który interesuje dziennikarzy i trochę nadinterpretują konsekwencje pewnych zdarzeń. Ja jestem w klubie Lewica i zawsze miałam, jeszcze w czasach tej pierwszej „Solidarności”, o której wspomniałam, poglądy prawdziwie lewicowe.
- Ale można je mieć także w kole PPS-u.
Jestem bardzo przywiązana do demokracji.
Katarzyna Kretkowska zapewnia, że pozostanie w klubie Lewicy, dopóki będzie miała przekonanie, że jest on wierny idei demokracji. "Będę obserwować, jak będzie się sytuacja rozwijała" – dodaje posłanka.
Z klubu odeszli między innymi Joanna Senyszyn i Andrzej Rozenek. Rozłam i utworzenie koła Polskiej Partii Socjalistycznej to efekt konfliktu Włodzimierza Czarzastego z politykami dawnego SLD. Rozłamowcy zarzucają przewodniczącemu Lewicy autorytaryzm, brak demokracji, a nawet seksizm.
Poniżej pełny zapis rozmowy:
Łukasz Kaźmierczak: To dla polityków czas przedświąteczny bardzo burzliwy. Było posiedzenie Sejmu, między innymi dotyczące budżetu, podczas którego posłowie części opozycji wymachiwali kartkami z napisem „PiS = drożyzna”. Czy Pani też korzystała z tych karteczek?
Katarzyna Kretkowska: Mówimy o tym - jako Lewica - o drożyźnie, od długiego czasu, protestujemy przeciwko ignorowaniu tej drożyzny przez klub rządzący, przez PiS, przez partię rządzącą.
Czy tak ignorowana jest ta drożyzna?
Zwracaliśmy uwagę na to, od początku gwałtownego wzrostu inflacji, że tą inflację trzeba dusić…
Lewica różnie podchodzi do inflacji. Część ekonomistów lewicowych mówi, że nie należy jej dusić, dlatego, że inflacja jest po części efektem wzrostu płac. Między innymi tak uważa Rafał Woś, który przekonuje, że dobrze, żeby wreszcie trochę inflacja podgoniła wobec tych wszystkich wskaźników.
Zupełnie się z tym nie zgadzam. Sądzę, że nie osiągnie Pan tego, co chciałby osiągnąć.
Niczego nie chcę osiągnąć.
Kiedy PPan o tym mówi, mówi Pan, że inflacja jest dobra, bo wzrosną płace.
Nigdy nie jest do końca dobra.
Ale wzrost płac jest dwudziestokrotnie niższy od wzrostu cen. Inflacja, którą tak naprawdę napędza działalność Narodowego Banku Polskiego, zupełnie świadomie, napędza z kolei ceny, im wyższe ceny tym wyższy jest podatek VAT. Rząd otrzymuje dochody z podatku VAT.
Ale Narodowy Bank Polski nie działa w Hiszpanii, albo w Holandii, gdzie inflacja jest równie duża. Inflacja szaleje w całej Unii Europejskiej, także w Niemczech, tam nie ma Narodowego Banku Polskiego.
Jest inflacja, ale nie w takim stopniu, w jakim to objawia się w Polsce.
To zależy.
Poza tym są różne narzędzia walki ze wzrostem cen na każdym rynku. Na każdym rynku, także na Polskim bardzo mocno to odczuwamy, inflację, a może bardziej sam wzrost cen, napędzają ceny energii.
Ale za to PiS już nie odpowiada.
Za to PiS odpowiada w bardzo dużym stopniu. Odpowiada za to, ile będziemy płacić za prąd, zwłaszcza w przyszłym roku. Rząd zaplanował dopuszczenie gwałtownego wzrostu cen energii, prądu elektrycznego 43 procent, mamy też wzrost cen gazu…
W Hiszpanii jest 170-procentowy wzrostu cen prądu.
Ale w Hiszpanii nie dusi się alternatywnych źródeł energii, takich jak OZE, jak fotowoltaika. W Polsce mieliśmy świetnie rozwijającą się branże fotowoltaiki. Ludzie instalowali fotowoltaikę na swoich dachach, uniezależniając się od wzrostu cen energii, bo produkowali sami sobie ten prąd i w tej chwili rząd przepchnął w Sejmie bardzo niekorzystną ustawę, która spowoduje, że od 1 kwietnia fotowoltaika nie będzie się opłacać.
Będzie się mniej opłacać. Ale czy to stwierdzenie „PiS = drożyzna” jest prawdziwe? Sprawdzam u ekonomistów i nie jest prawdziwe. Dlatego, że za to odpowiada wiele czynników, przede wszystkim zewnętrznych: pandemia, przerwanie łańcucha dostaw, każdy towar jest droższy, bo trudniej go wytworzyć. Była próba ucięcia handlu emisjami, między innymi na spotkaniu Rady Europejskiej, ale większość przywódców tego nie chce, bo uważają, że to jest doskonały straszak dla państw, które są nieco zapóźnione w kwestiach przechodzenia na alternatywne źródła energii. Tysiące jest powodów. My jesteśmy biednym państwem i mogę zaapelować nawet do Pani lewicowości. Wyobraża Pani sobie odebranie niektórym ludziom węgla, jako najtańszego źródła ciepła?
Mówi Pan o kilku rzeczach na raz. Więc uporządkujmy to bardzo krótko. Oczywiście jest inflacja na świecie, pandemia spowodowała określone kłopoty dla całego świata, wszystkich państwach, ale w krajach Unii Europejskiej, poza małymi wyjątkami, nie ma tak dużego wzrostu cen i obciążenia obywateli, jak w Polsce. To po pierwsze. Jeśli chodzi o handel prawami do emisji, mamy koniec ery węgla, ale rząd posiada narzędzia, aby regulować dla mieszkańców skutki wprowadzenia opłat za emisję.
I prezydent Duda podpisał obniżkę akcyzy na prąd i paliwo.
Obniżenie akcyzy za prąd będzie skutkować tym, że rodzina będzie płacić 30 złotych miesięcznie mniej za prąd, jeśli chodzi o paliwo, to będzie skutkować obniżeniem o 30 groszy, w najlepszym razie, za litr. Więc to nie jest zrekompensowanie gwałtownego wzrostu cen energii i cen paliw na stacjach benzynowych. Nigdzie nie ma takiego tłumienia alternatywnych źródeł energii, jak wspomniana fotowoltaika w Polsce. I to jest całkowicie w rękach rządu. Jest zupełnie niezrozumiałe, dlaczego Polakom odebrano możliwość instalowania fotowoltaiki i uniezależnienia się od wzrostu rynkowych cen prądu.
To jeden z elementów. Jeżeli byłbym obywatelem Holandii i miałbym mojemu rządowi powiedzieć: „rząd holenderski = drożyzna”, też miałbym ku temu takie same powody.
Nie ma takich powodów.
Zaprzestano w Holandii produkcji kwiatów pod szklarniami, dlatego, że ceny prądu wzrosły o 100 procent. A to jest kraj, który stoi fotowoltaiką.
Holandia stoi fotowoltaiką, Holendrzy i Holenderki nie odczuwają tak bardzo skutków ekonomicznych pandemii jak Polki i Polacy. W Holandii Pan nie zamówi kawy na mieście bez certyfikatu covidowego, więc trudno powiedzieć, że rząd holenderski nie walczy z pandemią. W tej chwili został tam wprowadzony do 14 stycznia całkowity lockdown, żeby stłumić rozprzestrzenianie wirusa i gospodarka mogła dalej się odbudowywać.
Moglibyśmy na ten temat podwyżek na rynku energetycznym bardzo długo mówić.
Pan wspominał o węglu. Na początku roku węgiel kosztował 750 złotych za tonę, w tej chwili kosztuje 1500 i temu winny jest absolutnie polski rząd.
Sytuacja międzynarodowa za to jest odpowiedzialna. Będę się przy tym upierał. Przejdźmy do kolejnego tematu. Jesteśmy w tygodniu przedświątecznym, część firm wysyłkowych bardzo ciężko pracuje, jest jedna spółka, Amazon, która szczególnie jest zasłużona w śrubowaniu norm pracowniczych. Szczerze mówiąc, martwię się o pracowników Amazona, w świetle różnych historii, jakie do nas docierają. Może to też powinien być przedmiot interwencji poselskiej posłów Lewicy?
Jest to przedmiot interwencji poselskiej posłów Lewicy. Przykład Amazonu działającego w Wielkopolsce, w Sadach pod Poznaniem, jest przykładem najciemniejszego oblicza neoliberalnego kapitalizmu. Trudno mi to nawet określić, ponieważ ja mam poglądy socjaldemokratyczne i zawsze je miałam. Tak jak rozmawialiśmy przed początkiem audycji, moje wejście na rynek pracy to był rok 1980 - jeszcze PRL - rok powstania „Solidarności”, do której należałam. I pewne rzeczy, mimo, że walczyliśmy o wolność, o to, żeby były prawdziwe regulacje pro pracownicze, 21 postulatów związkowych na bramie Stoczni Gdańskiej. Ale pewne rzeczy w tamtym czasie były niepojęte, jeśli chodzi o stosunki pracy i takie rzeczy, jakie mają miejsce w Amazonie, byłyby przedmiotem strajku zawodowego wtedy w Polsce, a dzisiaj - i nad tym ubolewam i mówię o tym od początku transformacji, że to, do czego dopuściliśmy w Polsce, nie wiem z jakiego powodu, jest to olbrzymie zaniedbanie, ale dopuściliśmy do tego, że są niecywilizowane warunki pracy, że związki zawodowe, w kraju, w którym związek zawodowy spowodował transformację ustrojową, w tej chwili te związki są słabe.
A z Amazona są usuwane osoby, które są liderami związku.
Jest to przedmiotem interwencji poselskiej. Pan Maciej Konieczny z klubu Lewicy, zajął się sprawą wyrzuconej dyscyplinarnie, niesłusznie, przewodniczącej związku zawodowego „Inicjatywa Pracownicza”, pani Malinowskiej, która jednocześnie była społecznym instruktorem pracy i która zwracała uwagę na problem występujący w Amazonie, i nie tylko tu pod Poznaniem, wyśrubowanych norm pracy.
Inspekcja pracy w Rzeszowie stwierdziła, że wydatek energetyczny na niektórych stanowiskach dwukrotnie przekracza normy.
Podobne były wyniki jeśli chodzi o Poznań. Inspekcja pracy stwierdzała, że wydatek energetyczny jest ponad przewidziane normy, ale niestety, prawo jest u nas takie, że to, co stwierdza Państwowa Inspekcja Pracy, jest jedynie zaleceniem i nie ma mocy obowiązującej.
Czy będzie interwencja poselska Lewicy? Wybieracie się państwo do Amazona w Sadach?
Posłowie Lewicy wspólnie ze związkami zawodowymi przygotowują zmianę ustawową, która będzie to regulować w inny sposób. Też jest oburzającą i niepojętą rzeczą, którą należy zmienić, co też jest przedmiotem naszej inicjatywy ustawodawczej, żeby takich przypadków jak pani Malinowskiej czy innych związkowców, bo był też przypadek innego pana, który został wyrzucony z pracy w Amazonie i przywrócony przez sąd, ale po kilku latach. I nie może być tak, że związkowiec wyrzucany z pracy, może się odwołać do sądu, ale potem czeka trzy lata.
Bo to jest śmierć na rynku pracy właściwie.
Dopóki sąd tego nie rozstrzygnie, nie powinien taki człowiek być wyrzucany z pracy.
Wszystkim pracownikom Amazona życzymy dobrych świąt. Chce jeszcze zapytać krótko o Lewicę. Odeszło pięcioro parlamentarzystów.
Tak, utworzyli klub PPS-u.
Połączyliście się z szumem i za chwileczkę doszło do rozłamu. Trochę dziwna sytuacja.
Ważne, że tych pięcioro parlamentarzystów nie odeszło z lewicy. Utworzyli klub PPS-u, bardzo zasłużonej partii i bardzo lewicowej.
Ale teraz tych klubów to już się robi dużo. Jest poza Sejmem Unia Pracy i tak dalej. Ale co z Panią? Pojawiły się nazwiska kolejnych osób, które mają opuścić partię, wśród nich jest też poseł Katarzyna Kretkowska.
Są takie sytuacje, kiedy dziennikarze, sam Pan jest dziennikarzem, więc doskonale Pan to zna, dziennikarze bardzo lubią spekulować. Nazwiska to temat, który interesuje dziennikarzy i trochę nadinterpretują konsekwencje pewnych zdarzeń. Ja jestem w klubie Lewica i zawsze miałam, jeszcze w czasach tej pierwszej „Solidarności” - o której wspomniałam - poglądy prawdziwie lewicowe.
Ale można je mieć także w kole PPS-u.
Jestem bardzo przywiązana do demokracji i procedur demokratycznych.
I nie wybiera się Pani nigdzie indziej?
Dopóki będę miała przekonanie, że w klubie parlamentarnym Lewica jest wierność demokracji…
A jest? Secesjoniści mówią, że są dyktatorskie praktyki, a szef jest autokratą, tyranem i seksistą nawet.
Pewne rzeczy, które miały miejsce w ostatnich miesiącach nie powinny mieć miejsca, i były powodem takich desperackich kroków naszych kolegów i koleżanek. Będę obserwować, jak będzie się sytuacja rozwijała.
Ile czasu sobie Pani daje?
Ja nie powiedziałam, że daję sobie czas, tylko, że mam nadzieję, że ta demokracja zwycięży i będziemy mogli się zająć naprawianiem państwa i nie samymi sobą.