NA ANTENIE: TA SAMA CHWILA/BAJM
Studio nagrań Ogłoszenia BIP Cennik
SŁUCHAJ RADIA ON-LINE
 

Na granicy z Białorusią nie ma wojny. Jest kryzys humanitarny - uważa F. Sterczewski

Publikacja: 14.12.2021 g.11:09  Aktualizacja: 14.12.2021 g.11:36
Poznań
Poseł KO był gościem porannej rozmowy Radia Poznań.
franciszek sterczewski  - Leszek Szymański - PAP
Fot. Leszek Szymański (PAP)

Spis treści:

    Parlamentarzysta twierdzi, że skoro nie ma konfliktu zbrojnego, to nie można mówić o wojnie. Ocenia, że mówienie o zorganizowanych przez reżim Łukaszenki masowych próbach przerzutu migrantów z Bliskiego Wschodu przez polską granicę, jako o wojnie hybrydowej, to rządowa propaganda.

    "To nie jest wojna. Nie ma co robić z igły widły" - mówi poseł Franciszek Sterczewski.

    Jest sytuacja wykorzystywania niewinnych osób w celu politycznego wywierania presji. Oczywiście mamy konflikt, ale to nie jest wojna, proszę Pana. To jest instrumentalne wykorzystywanie niewinnych osób. Oczywiście Łukaszenka tę sytuację zaognia i oczywiście jest tego inspiratorem. To nie ulega wątpliwości, ale nie ma co robić z igły widły. Nasz rząd próbuje nam wmówić, że to jest wojna, tymczasem to jest po prostu kryzys humanitarny

    - uważa poseł KO. 

    Poseł Sterczewski, mówił też w "Kluczowym Temacie" o swojej inicjatywie, parlamentarnym zespole do spraw dworca PKP w Poznaniu, który zrzesza wszystkich poznańskich posłów. Oczekiwaniami zespołu jest otrzymanie konkretnych informacji o datach i decyzjach, dotyczących powrotu funkcji pasażerskich i kas do budynku starego dworca.

    To komunikacyjne serce regionu i miasta

    - powiedział Franciszek Sterczewski.

    Całość rozmowy w audycji Kluczowy Temat poniżej: 

    Piotr Barełkowski: Jest Pan inicjatorem specjalnego zespołu parlamentarnego, który ma się zajmować poznańskim dworcem. Chwała Panu za to. Zanim jednak przejdę do tematu głównego, chciałbym jednak zapytać o inną kwestię. W międzyczasie nie zagłosował Pan za uchwałą potępiającą stan wojenny i gloryfikującą ofiary stanu wojennego. Dlaczego Pan nie poparł tej uchwały rocznicowej, związanej ze stanem wojennym?

    Franciszek Sterczewski: Po pierwsze, oddałem głos, co zawsze staram się robić. Mam frekwencję w głosowaniach na poziomie niemal 99 proc., więc staram się zawsze wyrażać...

    Gratuluję.

    Swoje opinie i głosować zgodnie z głosem własnego serca, jak i oczekiwaniami swoich wyborców. W tym przypadku wstrzymałem się od głosu, ponieważ miałem wątpliwości, co do treści tej uchwały. Z jednej strony ofiarom i represjonowanym w wyniku stanu wojennego, którego 40. rocznicę wczoraj obchodziliśmy, w związku z czym miałem zaszczyt złożyć kwiaty oddając im cześć pod pomnikiem Poznańskiego Czerwca, razem z poznańską Solidarnością i innymi organizacjami, upamiętniającymi te wydarzenia i ich bohaterów, więc absolutnie oddaje im cześć. Z drugiej strony, jeżeli chodzi o treść tej uchwały, to nie podobało mi się, że wykreślonych z niej zostało wielu bohaterów tych wydarzeń z Lechem Wałęsą na czele. W związku z tym uważam, że ta uchwała nie była pełna, nie oddawała czci tym, którzy na nią zasługiwali.

    Jak to zostali wykreśleni? Na czym polegało to wykreślenie?

    Na tym, że nie byli wspomniani. Była ogólnie wspomniana Solidarność, a z drugiej stronie mieliśmy wymienionych innych bohaterów, między innymi Jan Paweł II, który był oczywiście też ważny w tym czasie, ale jeśli wymieniamy wszystkich z nazwiska, to uważam, że powinniśmy wymienić wszystkich, a nie tylko takich, których nasza władza chce wspierać. Uważam, że wszystkim należy się równy szacunek.

    Nie sposób tu użyć określenia „wykreślony”, być może został Lech Wałęsa pominięty w związku z tym, jakie budzi kontrowersje. Może to jest ta sprawa, że ostatnie informacje historyków na temat Lecha Wałęsy i to, co on mówi, trochę nie licuje z godnością przywódcy Solidarności. Może to był powód?

    Oczywiście, że to jest postać, o której możemy dyskutować i dzielić włos na czworo, ale nie da się ukryć, że jak wiele osób w tamtym czasie, był internowany i represjonowany i zachował się w tamtym czasie bohatersko. Trzeba pamiętać o tym, że tamta władza, łamiąc ówczesną konstytucję, wprowadziła stan wojenny po to, żeby złamać ruch społeczny i doprowadzić w latach '80 do kompletnej zapaści nasze państwo. Uważam, że to jest meritum, tego mi w tej uchwale zabrakło.

    Oceniłbym Pana wypowiedź, jako merytoryczną, choć jest to wypowiedź purysty w tej materii. Ciekawe, czy podobne stanowisko Pan poweźmie w związku z tym, co się dzieje na granicy, bo jest Pan już w tej chwili symbolem w polskiej, powiedziałbym popkulturze, takiego młodzieńczego, a niektórzy uważają, że niedojrzałego protestu, który miał na celu zwrócenie uwagi na los migrantów zarobkowych, biorących udział w wojnie hybrydowej na polsko-białoruskiej granicy.

    (śmiech posła Sterczewskiego)

    No, przepraszam, ale staram się jakoś oddać to, co się dzieje. Może to Pana śmieszy, ale jako ikona popkultury, jak by Pan tutaj swoje stanowisko określił? Dlaczego Pan tak dzielnie biegał z tą torbą?

    Po pierwsze, nie mówimy tutaj o żadnej wojnie hybrydowej. Widzimy tutaj konflikt polityczny i wykorzystanie ludzi w sposób instrumentalny.

    Pana zdaniem nie ma wojny hybrydowej?

    Nie proszę Pana. Jest sytuacja wykorzystywania niewinnych osób w celu politycznego wywierania presji. Oczywiście mamy konflikt, ale to nie jest wojna, proszę Pana. To jest instrumentalne wykorzystywanie niewinnych osób. Oczywiście Łukaszenka tę sytuację zaognia i oczywiście jest tego inspiratorem. To nie ulega wątpliwości, ale nie ma co robić z igły widły. Nasz rząd próbuje nam wmówić, że to jest wojna, tymczasem to jest po prostu kryzys humanitarny. Tam jest masa ludzi, którym działa się… i na szczęście już ci ludzie stamtąd znikają. Nie dzięki broni, ale dzięki pracy dyplomatycznej, więc to jest konflikt polityczny, a nie militarny.

    Po co robi to Łukaszenka, a właściwie Putin? Wiadomo, że są w komunikacji.

    Odpowiadając po kolei na pytania...

    Proszę konkretnie, bo Pan mówi, że to nie jest wojna, a ja staram się ustalić fakty i powiedzieć, że po jednej stronie jest agresor, a po drugiej stronie są obrońcy.

    Nie, proszę Pana.

    Imigranci zarobkowi, powiedzmy to wprost, bo w tych krajach, z których oni uciekają, nie ma wojny, są po prostu żywymi tarczami.

    Dokładnie.

    To jest okrutne, ja się z Panem zgadzam, tylko że wojna jest okrutna i my musimy się bronić.

    Ale to nie jest wojna.

    Przepraszam, że zabieram jakieś mocne stanowisko, ale jakoś muszę się odnieść do Pana głosu.

    Oczywiście, tylko ci ludzie są wykorzystywani przez Łukaszenkę po to, żeby wywierać presję na UE. Oczywiście, że tak...

    Tu się zgadzamy.

    Ale nie możemy mówić o obronie granic przed jakimiś najeźdźcami. Obrzydliwa jest ta propaganda mediów prorządowych, która pokazuje tych ludzi, jako jakichś intruzów. Ci ludzie zostali zmuszeni przez służby Łukaszenki do takiego zachowania i tu się z Panem nie zgodzę. Tam oczywiście mieliśmy wiele osób, które były migrantami ekonomicznymi, ale mieliśmy również uchodźców i z Afganistanu, z Syrii i wielu miejsc objętych konfliktem. Ale powracając teraz do PRLu, czy Polski lat '80 z Polski również internowani, czy opozycjoniści szukali schronienia, szukali statusu uchodźców w innych państwach i również go znajdowali.

    Pozwolę sobie zwrócić uwagę, że sytuacja była diametralnie różna. Nie można porównywać wojny hybrydowej, gdzie, jeśli ci migranci w dużej skali przejdą, to osiągnie swój cel agresor i pójdzie dalej, a tu nasi opozycjoniści w ramach emigracji uciekali z kraju, w którym panowała wewnętrzna wojna. To była inna sytuacja, to jest zero-jedynkowo nieporównywalne.

    Nie, proszę Pana. To jest bardzo podobna sytuacja. Tu mamy dwie rzeczy. Z jednej strony mamy pytanie, co zrobić z osobami, które już trafiły na granicę i ja nie mówię, żeby ich wszystkich wpuścić, tylko wszystkich trzeba potraktować zgodnie z prawem, rozpatrzyć wnioski o azyl. Kto zasługuje na status uchodźcy, to bardzo proszę, a kto jest w kategoriach osób, o których Pan mówi – migrant ekonomiczny, to deportacja, samolot i wraca do kraju jego pochodzenia i wówczas osoby są potraktowane zgodnie z prawem.

    Rozmawialiśmy nie raz na ten temat z posłankami Lewicy na ten temat, między innymi Panią Ueberhan, że gdyby spełnić Pana postulat, biorąc pod uwagę polskie i europejskie procedury azylowe, to zwyczajnie Rosja by wygrała to zwarcie.

    Nie prawda.

    Ta wojna zostałaby przez nas po prostu przegrana.

    To nie jest wojna. Ustalmy to. To po pierwsze, więc proszę nie powtarzać propagandy Łukaszenki. Widzi Pan, że to się dzieje.

    Propaganda Łukaszenki jest taka, że to są biedni uchodźcy. To jest propaganda Łukaszenki, bardzo Pana przepraszam, ale to Pan ją powiela.

    Nie, nie.

    Ja opisuję realną sytuację naporu na polską granicę.

    Powtarza Pan propagandę Łukaszenki, więc proszę mnie tutaj nie ściemniać...

    Zaraz, zaraz... Łukaszenka uważa, że to jest wojna? Nie. Łukaszenka próbuje nas przekonać, że to są biedni uchodźcy, że Polska jest potworna, nie przyjmując ich.

    Ludzie tam są różni. Ja ich spotkałem, byłem na granicy.

    Ale Panie pośle, czy Łukaszenka uważa, że to jest wojna?

    Ale proszę Pana, proszę zadzwonić do Łukaszenki i zrobić z nim wywiad.

    Pan ucieka od pytania.

    Ale tu nie jest ważna definicja.

    No jak to nie? Ona jest kluczowa.

    Ważne jest to, że ludziom dzieje się krzywda.

    Wie Pan, jak jest wojna, to jest inna sytuacja, jak nie ma wojny. To jest, zdaje się, łatwe do zrozumienia.

    Wojna to jest sytuacja, kiedy mamy konflikt militarny, w którym mamy wymianę ognia i tak dalej... A tu nie mamy tej sytuacji. Mamy konflikt polityczny.

    Wiek XX przyniósł nam nowe zjawiska w geopolityce, nowe wydarzenia, a wojna hybrydowa jest czymś takim.

    Wojnę hybrydową mamy na Ukrainie.

    Zresztą wojna hybrydowa była znana od zawsze, tylko została obecnie nazwana i to jest wojna hybrydowa. Tutaj nikt nie ma wątpliwości, chyba poza Panem.

    Nie, nie. Proszę nie powtarzać propagandy rządowej.

    Rządowej... Bo teraz rządową...

    To jest to samo. To jest ta sama narracja. Tu chodzi o to, że gdyby to był konflikt militarny, gdyby to była wojna, tak jak Pan twierdzi, to tę sytuację moglibyśmy zakończyć wymiana ognia lub wymianą sił. Do tego tu nie doszło. Żeby rozwiązać tę sytuację, potrzebna jest dyplomacja. Co, mimo że Pan wzdycha, nie wykonała strona rządowa, lecz dopiero Angela Merkel, którą o interwencję prosił również przewodniczący Donald Tusk, który pisał w tej sprawie do wszystkich przywódców UE i dopiero dyplomacja deeskalowała tę sytuację. To nie jest wojna, tylko konflikt polityczny. Proszę to rozróżnić.

    Musimy przechodzić do kolejnego tematu, bo kończy nam się czas. Panie pośle, ważna inicjatywa, dotycząca Poznania – zespół parlamentarny. Co możemy jeszcze zmienić na tym etapie?

    Zespół parlamentarny to jest moja inicjatywa, do której zaprosiłem wszystkich posłów z Poznania, bo uważam, że dworzec Poznań Główny PKP, to jest nasz wspólny interes, żeby to miejsce było jak najbardziej funkcjonalne, logiczne i wygodne dla wszystkich pasażerów i pasażerek z Wielkopolski. To jest serce komunikacyjne naszego miasta i regionu. Uważam, że jest w tej chwili w stanie przedzawałowym. W przyszłym roku będziemy obchodzić 10. urodziny tzw. „chlebaka”. Uważam, że to jest czas najwyższy, żebyśmy poznali jakieś konkrety w tej sprawie. Kiedy wróci funkcja pasażerska i kasy do starego budynku dworca? Kiedy zobaczymy, jak wygląda porozumienie miasta z PKP? Czekamy na kalendarz zdarzeń, czekamy na konkrety. Chcemy zobaczyć, jak i na jakich zasadach będzie rozpisany konkurs architektoniczny. Oczekujemy decyzji, dat i jakiejś perspektywy w jakiej możemy się spodziewać zmian w tym zakresie.

    I za to Panu chwała. Niestety musimy już kończyć. Może Panu i Pana zespołowi uda się naprostować grzechy prezydenta Grobelnego.

    W tym momencie piłka jest po stronie PKP.

    https://radiopoznan.fm/n/ZFWYXK