NA ANTENIE: Noc u Berniego

Sandomierzanin w Poznaniu

Publikacja: 07.01.2019 g.13:31  Aktualizacja: 07.01.2019 g.13:37 Maciej Mazurek
Recenzja Macieja Mazurka
Czesław Latawiec sandomierzanin w Poznaniu - Materiały prasowe
/ Fot. Materiały prasowe

Sandomierzanin w Poznaniu

Każdy interesujący się kulturą i historią Poznania powinien przeczytać tę książkę. Choć nie tylko, bo nie jest ta książka klasycznym pamiętnikiem. Podobnie historycy idei, badający dzieje polskiej lewicowej inteligencji znajdą w niej wiele ciekawych wątków. Czytałem tę książkę z przyjemnością z jeszcze jednego powodu. Tym powodem jest piękna polszczyzna trafiająca w sedno rzeczy, plastycznie opisująca świat, czyli przede wszystkim ludzi, którzy przeminęli. Tę polszczyznę czytelnik znajdzie w autobiografii Czesława Latawca pt „Sandomierzanin w Poznaniu. Uniwersytet i życie literackie, szkolnictwo 1929-1945”. Dr Czesław Latawiec był historykiem literatury i filozofii. Przed wojną był nauczycielem języka polskiego w liceum Marii Magdaleny, popularnie nazywanym „Marynką”. Przed II wojną światową i po wojnie ogłaszał drukiem rozprawy interpretacyjne poświęcone romantyzmowi, Młodej Polsce, i dwudziestoleciu międzywojennemu. Brał aktywny udział w życiu literackim jako prezes Koła Polonistów, podczas studiów na Uniwersytecie Poznańskim a także później. Napisanie Sandomierzanina w Poznaniu, poprzedziła autobiografia wspomnieniowa pt. „Sandomierz – moja młodość”. Wydaje się, że te dwie książki ze względu na kunszt słowa są czym więcej niż zwykłymi memuarami. Można je czytać jako jedną powieść edukacyjną, w której autor pokazuje jak kolejne życiowe doświadczenia, bodźce formułują jego biografię. Czytając te książkę pomyślałem, że punktem odniesienia dla niej jest być może „Życie Lucjana Leuven”. Żałuje, że nie mogę zadać autorowi pytania, czy czytał tę genialną powieść autobiograficzną Stendhala.

Tematyka pedagogiczna wspomnień pozwala porównać zachowania młodzieży z tamtej epoki z naszą. Pozwala to na nabranie większego dystansu do współczesności, tym którzy perorują na upadek obyczajów, na zdziczenie młodzieży. Ta skłonność do zdziczenia wydaje się być uniwersalna. Mimo deklarowanego racjonalizmu, pewną surowość systemu edukacyjnego Czesław Latawiec uważał za oczywistą. Nie ma też Latawiec skłonności do nadmiernego psychologizowania, posługuje się zdrowym rozsądkiem, co jest chyba cechą wynikającą z chłopskiego pochodzenia. Za tym zdrowym rozsądkiem szło poczucie humoru i zdolność wychwytywania paradoksów jakie niesie życie ale także empatia, czyli zdolność przenikania, jeśli można użyć takiego określenia wnętrza uczniów, czyli niewidzialnego psychiczno-duchowego świata. Ciekawe są spostrzeżenie dotyczące Wielkopolan na początku pobytu Latawca w Poznaniu. Postrzegał ich jako surowych, zamkniętych w sobie osobników bez artystycznego polotu. Przyjechał do Poznania śladem starszego brata, który studiował leśnictwo. Ze swoją artystyczną naturą i deklarowanym wolnomyślicielstwem, wydawało by się, nie mógł się czuć dobrze z zatęchłym endeckim mieście jakim był Poznań w dwudziestoleciu międzywojennym. Tymczasem Poznań mimo wszystko go zaakceptował, pozwalając na formowanie licealnej młodzieży, co znaczyło, że z tym Poznaniem nie było aż tak źle. Szkolnictwo sanacyjne starało się być aideologiczne czyli przede wszystkim propaństwowe. Oczywiście, nie było by to możliwe, wykonywanie zawodu nauczyciela gdyby Czesław Latawiec nie był dużą osobowością. Ta różnorodność postaw, i mimo wszytko jakiś rodzaj tolerancji, tworzyły twórcze napięcie, możliwe dzięki wspólnej płaszczyźnie, na której odnajdywali się wszyscy, wyjąwszy ówczesnych komunistów, że naczelnym dobrem jest niepodległość i suwerenność Polski.

Czesław Latawiec: „Sandomierzanin w Poznaniu. Uniwersytet, życie literackie, szkolnictwo 1923-1945”. Wydawnictwo Naukowe UAM, Poznań 2018


Maciej Mazurek
https://radiopoznan.fm/n/XiYQdK
KOMENTARZE 0

SERWIS INFORMACYJNY


GODZINY: 14:00 16:00 17:00 19:00 23:00

@TWITTER