NA ANTENIE: Noc u Berniego
Studio nagrań Ogłoszenia BIP Cennik
SŁUCHAJ RADIA ON-LINE
 

Po słonecznej stronie życia - recenzja Ryszarda Glogera

Publikacja: 21.11.2025 g.13:01  Aktualizacja: 21.11.2025 g.11:12 Ryszard Gloger
Poznań
Pewnie nie tylko ja mam wrażenie, że amerykański wokalista i gitarzysta Marcus King jest obecny na scenie od wielu lat. Bierze się to stąd, że pierwszą płytę nagrał mając 18 lat. Było to stosunkowo niedawno w 2014 roku. Dynamiczną karierę i wyraźny rozwój artysty, odsłania 7 płyt Marcusa Kinga.
Marcus King "Darling Blue" - okładka płyty
Fot. okładka płyty

Spis treści:

    Ta najnowsza „Darling Blue” ukazała się z zaskoczenia. Kilka miesięcy temu gitarzysta wystąpił w Warszawie i jeszcze wtedy nie wiedzieliśmy, że ten artysta z Karoliny Południowej zaledwie po roku nagrał kolejną płytę solową. Ostatnie lata były dla tego ciągle młodego muzyka pełne konwulsji. Małżeństwo, alkoholizm, stany depresji, leczenie uzależnień. To potwierdzenie tezy, że najtrudniej jest zarządzać osobistym sukcesem i często rozwiązanie bywa dramatyczne. Marcus King też przyznaje, że miał wielkie szczęście, bo finał mógł być tragiczny.

    Na wznoszącej fali sukcesu artysta nagrał trzy płyty solowe: „El Dorado”, „Young Blood” i „Mood Swings”. Jak przyznaje wszystkie solowe projekty powstały pod wpływem producentów, którzy mówili mu: nie potrzebujesz zespołu, to ty jesteś najważniejszy. Wymienione płyty były bardzo dobre, lecz spowodowały, że młoda gwiazda estrady zachłysnęła się popularnością i straciła grunt pod nogami. Teraz patrząc już trzeźwo na swoje życie Marcus King zrozumiał, że bardzo mu brak stałego zespołu. Szczególna więź łączyła go zawsze z perkusistą Jackiem Ryanem. Ta nowa płyta jest przede wszystkim odbudową zespołu, powrotem do źródeł i głównych inspiracji do bluesa, country, bluegrass, a jeszcze bardziej do southern rocka.

    Już w pierwszym utworze „On And On” muzyk dokonuje rozliczenia z przeszłością, z życiem pod wpływem procentów, gdy był samolubny i oddalił się od wielu bliskich. W piosence Marcus King wręcz chełpi się swoją trzeźwością. W innym utworze „Die Alone” wyznaje wielkie przywiązanie do rodzinnych stron. Nigdy wcześniej jego muzyka nie była taka piosenkowa i radosna jak na płycie „Darling Blue”. Czasem przywołuje klimat barów południa Stanów Zjednoczonych, gdzie zwykle w niechlubny sposób kończył kolejne wieczory. Muzyka na płycie mocno wchodzi w klimat takich miejsc, dzięki charakterystycznym instrumentom. Są to przede wszystkim skrzypce, ale także bandżo, gitary akustyczne, czasem także fortepian.

    Jako kompozytor Marcus King zaskakuje lekkością tematów melodycznych. Piosenkę „Here Today” napisał wspólnie z gwiazda country Lainey Wilson. Z upływem czasu i kolejnych nagrań pojawiają się utwory bluesowe i z większą przestrzenią dla zaprezentowania partii solowych gitary. Jednak Marcus King robi to z umiarem i wyczuciem, dbając o zwięzłość i jakość dobieranych dźwięków. Niektóre utwory mają rozbudowaną aranżację z udziałem sekcji dętej i chórków. Brawurowo wykonany utwór „Honky Tonk Hall” znakomicie oddaje temperaturę grania w dużym składzie zespołu.

    Na podkreślenie zasługuje strona wokalna. Marcus King potrafi świetnie operować głosem, jest subtelny lub bardzo ekspresyjny. Znakomicie prezentuje się pod tym względem utwór „No Room For Blue”. Chyba po raz pierwszy Marcus King eksponuje także śpiew falsetem w nagraniu „Carolina Honey”. Nagrania są urozmaicone, atrakcyjność brzmienia bierze się z drobnych elementów ornamentyki i różnych barw instrumentów.

    Zestaw nowych utworów Markusa Kinga zadowoli najbardziej tych miłośników muzyki, którzy lubią kombinacje gatunków. Tu znajdą trochę country, trochę nurtu americana i mocny ślad bluesa. Bardzo dobra płyta, wypełniona szczerymi wypowiedziami dojrzałego artysty.

    https://radiopoznan.fm/n/ELM3TW