NA ANTENIE: Klasyka muzyczna
Studio nagrań Ogłoszenia BIP Cennik
SŁUCHAJ RADIA ON-LINE
 

Śladami wielkiego ojca - recenzja Ryszarda Glogera

Publikacja: 14.11.2025 g.13:01  Aktualizacja: 14.11.2025 g.09:23 Ryszard Gloger
Poznań
Zawsze wzbudzało mój szacunek, przekazywanie tradycji z pokolenia na pokolenie. Bywa z tym różnie, co łatwo zaobserwować na przykład w kręgu muzyki. Oczywiście czasem jest to niemożliwe z podstawowego powodu, gdy potomek nie ma talentu lub nie wykazuje zupełnie zainteresowania tą sferą aktywności w życiu. Jednak blues zna niezliczone przypadki, kiedy muzyka jest przekazywana niemal z DNA. Rodziny muzyków bluesa, były zwykle bardzo liczne i rachunek prawdopodobieństwa podpowiadał, że któreś z dzieci przejmie muzyczne skłonności. Stąd po wielkich bluesmanach takich jak Elmore James czy John Lee Hooker na scenie pojawiały się znowu te znane i popularne nazwiska, już z dodatkiem „Junior”. Bywało, jak w przypadku Lonnie’go Brooksa, że jego dwóch synów Ronnie Baker Brooks i Wayne Brooks, poszło w ślady ojca z bardzo dobrym rezultatem.
Mud Morganfield „Deep Mud” - okładka płyty
Fot. okładka płyty

Spis treści:

    Mud Morganfield podąża szlakiem ojca Muddy’ego Watersa od debiutanckiej płyty „Fall Waters Fall” z 2008 roku. Artysta zaczynał zwyczajnie, od śpiewania bluesów z repertuaru taty. Mało tego, zawsze nawiązywał do stylu Muddy’ego Watersa i często współpracował z muzykami grającymi wcześniej z jego ojcem. Ścieżka Muda Morganfielda, z biograficznymi odniesieniami, znalazła wyraz na płytach „Son Of The Seventh Son”, „For Pops” i „They Call Me Mud”. Z upływem czasu zmieniały się proporcje i na płytach Morganfielda zaczęły dominować jego własne kompozycje.

    Z 14 utworów na tegorocznej płycie z tytułem „Deep Mud”, aż 12 jest autorstwa wokalisty. Dwie „Strange Woman” oraz „Country Boy” stworzył Muddy Waters. W przeszłości bluesman próbował wplatać utwory rhythm and bluesowe lub soulowe oraz utrzymane w nowocześniejszej konwencji z wykorzystaniem rytmiki funk. Tym razem od pierwszego utworu „Bring Me My Whiskey” słuchacz wchodzi głęboko w klimat bluesa chicagowskiego, którego fundamenty w latach 50-tych ubiegłego wieku stworzyli Muddy Walters, Howlin’ Wolf, Willie Dixon i inni. Niski baryton Muda Morganfielda, jego śpiew i sposób prowadzenia frazy łudząco przypominają wokal ojca.

    Płyta jest hołdem dla zmarłej niedawno matki Mildred McGhee. Nie jest to jednak łzawy album bluesowy, lecz zbiór utworów w klasycznej stylistyce bluesa chicagowskiego. Muzyka żyje partiami solowymi harmonijki ustnej, fortepianu i gitary. Zupełnie jakby grali Little Walter na harmonijce, Otis Spann na fortepianie, a na gitarze Jimmy Rogers. Utwór „Strike Like Lightning, wręcz odwzorowuje zagrywki z kawałków Muddy’ego Watersa, poczynając od gitarowego intro. Na płycie „Deep Mud” czuć klimat i brzmienie wytwórni Chess Records, o co zadbał producent Studebaker John, który zagrał w większości utworów na harmonijce.

    Utwory dotykają życia, miłości, straconej miłości, niepowodzeń i prostych sposobów ukojenia bólu. (nagranie „Bring Me My Whiskey”). Mud Morganfield śpiewa o sobie w najbardziej szczery i emocjonalny sposób. Zbiór utworów jest na tyle bogaty i zróżnicowany, że ukazuje rozmaite barwy bluesa i znaczący wkład wielu instrumentalistów z gitarzystami Rick’em Kreherem i Mike’m Wheeler’em na czele. Warte wyróżnienia są także stylowe partie pianisty Sumito Ariyo Ariyoshi. W połowie płyty do typowego składu bluesowej grupy, dochodzi sekcja dęta, żeński chórek i organy. Pojawia się nawet solo wykonane na trąbce. Muzyka nabiera bardziej współczesnych akcentów. Przykładem tego jest nagranie „Cosigner Man”. Znakomita płyta, głęboko zanurzona w bluesowej tradycji.

    https://radiopoznan.fm/n/aO61KH