NA ANTENIE: EROTYK ZIMOWY/JUCHO
Studio nagrań Ogłoszenia BIP Cennik
SŁUCHAJ RADIA ON-LINE
 

W sanktuarium dźwięków - recenzja Ryszarda Glogera

Publikacja: 01.08.2025 g.13:01  Aktualizacja: 01.08.2025 g.09:36 Ryszard Gloger
Poznań
Były takie czasy gdy do herosów muzyki elektronicznej zaliczano Vangelisa, Jeana Michela Jarre’a, Klausa Schulze’a i Kitaro. To wtedy nowe instrumenty klawiszowe, wniosły nieznane wcześniej brzmienia i pozwoliły otworzyć dla muzyki nieograniczone przestrzenie.
Mogwai „The Bad Fire” - okładka płyty
Fot. okładka płyty

Spis treści:

    Nie czas i miejsce, żeby opisywać jak bardzo elektronika wpłynęła na rozwój świata dźwięków i emocji. Efekty są wspaniałe, lecz także fatalne. Archive, Orbit, Moby, Massive Attack, Bayer Full, Akcent, Milano. Już samo wymienienie jednym tchem nazw wykonawców, jest prowokacją. Dlatego mimo potrzeby zatopienia się w elektroniczną otchłań dźwięków, oddzielam plewy od ziarna, segreguję i dawkuję sobie ten rodzaj muzyki.

    Z zespołem Mogwai zaprzyjaźniłem się 30 lat temu, co najlepiej świadczy o kreatywności tej szkockiej formacji. Trio pod wodzą Stuarta Braithwaite’a było klasycznym przykładem muzyki post-rockowej. W zespole były gitary, a jednocześnie ton nadawały nowe instrumenty dźwięków generowanych. Ceniłem też to wyraźne przesunięcie punktu ciężkości na stronę instrumentalną oraz świadome uciekanie muzyków ze ścieżki produkowania piosenek. Gdyby z biegiem lat okazało się, że muzyka Mogwai staje się powtarzalna i jałowa, skończyłoby się na pozostawieniu w zbiorach tylko tych najlepszych płyt „Rock Action”, „Rave Tapes”, „The Hawk Is Howling”, „Every Country's Sun”.

    Z okazji jubileuszu goście z Glasgow, przygotowali 11-ty album zatytułowany „The Bad Fire”. Blisko godzinny seans muzyczny rozpoczyna się minimalistycznie w elektronicznej aurze przypominającej nagrania Klausa Schulze’a. Potem po utworze „God Get You Back” pojawia się większa rytmizacja, a obraz dźwiękowy coraz bardziej gęstnieje. Słuchacz zostaje wciągnięty w to narastanie, pulsowanie i skoki napięcia muzyki. W pewnym momencie wkraczają gitary, wyłaniają się motywy melodyczne. Nagranie „Fanzine Made Of Flesh” to kilka minut w duchu Indie-rocka i pierwszy kawałek z wokalem. Falowanie muzyki przekształca się w zmasowaną energię.

    Mogwai jak niewiele współczesnych zespołów potrafi przykuć uwagę odbiorcy, poddając go emocjonalnym zabiegom. Utwór „Pale Vegan Hip Pain” wprowadza uspokojenie i harmonię. Partia gitary przejęta przez instrument klawiszowy, wspaniale nawiązuje do klasyki elektroniki. Kolejny długi utwór „If You Find This World Bad” zamienia bukolikowy nastrój w smutny i mroczny. Czas jednak płynie błyskawicznie, znowu wracają spiętrzenia o jeszcze większej ekspresji instrumentalnej. Jest na płycie kilka gitarowych partii solowych, gitary brzmią za każdym razem trochę inaczej.

    Płyta jest bogata w barwy, skrajne emocje, elegancja i wdzięk zderzają się z agresją i brutalnością. Takie płyty pozostają w odtwarzaczu dłużej, a potem na półce nie maja szans się zakurzyć.

    https://radiopoznan.fm/n/neKnp3