Jak skrócić kolejki do lekarzy?
O ile ze spadku liczby śmiertelnych ofiar wypadków w Wielkopolsce możemy się cieszyć, bo w ubiegłym roku w porównaniu z 2012 - liczba ta spadła o 10 procent - o tyle rannych było więcej. Wzrosła też minimalnie liczba wypadków. Cieszy natomiast informacja, że mimo zwiększenia kontroli trzeźwości o sto tysięcy, liczba pijanych za kierownicą nieco spadła i wyniosła 19440 osób. Takie są dane statystyczne.
Przy okazji zimowych warunków wracamy do dyskusji o złych przyzwyczajeniach polskich kierowców. Robert Werle z Automobilklubu Wielkopolskiego podkreśla, że 10 km na godzinę znaczy naprawdę dużo - dlatego należy jechać w mieście maksymalnie 50 km/h a nie 60 - jak było kiedyś. Skoro wiadomo, że to daje efekt, to może zamiast 50/h - wprowadzić w mieście ograniczenie do 40, może 30 km/h?
W ubiegłym roku poznańska drogówka wypowiedziała wojnę pieszym, którzy przechodzili na czerwonym świetle. Akcja ta dała chyba niewielkie rezultaty, bo zaledwie o 5 procent zmniejszyła się liczba wypadków z udziałem pieszych. Józef Klimczewski, naczelnik poznańskiej drogówki, zaprzecza, że taka akcja była, ale zwraca uwagę, że piesi są niechronionymi uczestnikami ruchu ale także sprawcami wypadków.
Kierowcy w Poznaniu należą do tych, którzy najwolniej w Polsce ruszają ze świateł. A jak to wygląda z hamowaniem? Też nie jest dobrze - ocenia Tomasz Płaczek, instruktor jazdy Automobilklubu Wielkopolskiego. Wicewojewoda wielkopolski Przemysław Pacia apelował ostatnio o zwolnienie do 50. Sam wsiadł do samochodu na Torze Poznań i wjechał w przeszkodę zbudowaną z kartonów z prędkością 60 km/h. Widać było, że po tym manewrze adrenalina w żyłach wicewojewody buzowała.
W Skandynawii rocznie ginie na drogach mniej niż stu pieszych - choć w Norwegii np. mogą oni przechodzić na czerwonym świetle, jeśli nie jedzie żaden pojazd. Dlaczego więc u nas pieszych ginie dużo więcej mimo, że policja ściga pieszych przechodzących na czerwonym świetle?
Złe przyzwyczajenia kierowców - nie tak łatwo zmienić. Choćby zatrzymywanie się przed przejściami i wolniejsza jazda w ścisłym centrum. Niedostosowanie prędkości jazdy do panujących warunków, a nawet do przepisów, to problem głównie tych, którzy właśnie prawo jazdy odebrali. - Piesi są zupełnie bezbronni - przypomina Robert Werle, Automobilklub Wielkopolski.
Wielu kierowców zapomina też, że zmieniają się techniki jazdy. Przesiadając się z Trabanta do samochodu z ABS-em trzeba nauczyć się inaczej hamować.
Czy wystarczy wprowadzić ograniczenie o 10 km/godz. by zmniejszyć wypadkowość na polskich drogach? Jakie są inne sposoby podniesienia bezpieczeństwa?