Przedstawiciele nieformalnej grupy „Strona Czynna” wskazują na negatywne opinie Zarządu Zieleni Miejskiej i ostrzegają, że zniszczenia będą regenerować się przez wiele miesięcy. Jej lider Jakub Orlik przekonywał w Popołudniowej Rozmowie, że miasto nie powinno zgadzać się na dewastację tak cennego terenu przez udostępnianie go na organizację imprezy.
Regeneracja samej trawy to będzie pół roku. Z mojego punktu widzenia nie warto poświęcać tego czasu dla zysku. Może z punktu widzenia kogoś kto prowadzi hotel tak, ale ja tak nie uważam. Pytanie, jak to będzie wyglądało za 10 lat, jak co roku będziemy mieli taką imprezę
- podkreślił.
Organizatorzy Bittersweer odpierają te zarzuty. Zapewniają, że posiadają opinię Regionalnej Dyrekcji Ochrony Środowiska, z której wynika, że impreza nie zagraża chronionym gatunkom. Rzecznik Festiwalu nie przyjął zaproszenie do udziału w debacie na antenie.
Wczoraj członkowie „Strony Czynnej” zorganizowali protest utrudniający przygotowanie festiwalu. W manifestacji wzięło udział 8 osób, a pikieta zakończyła się szarpaniną z przedstawicielami sponsora. Jedna z uczestniczek trafiła do szpitala. Aktywista przyznał, że w najnliższych dniach nie planują podobnych akcji.
CZYTAJ: