Supermarket z dojazdem - samowolką
Prokuratura ustaliła, że podczas pokazu najszybszych samochodów świata, oskarżony jechał za szybko. Stracił panowanie nad samochodem i wjechał w barierki i widzów. 20 osób zostało rannych.
Norweg początkowo nie przyznawał się do winy. Podczas drugiego przesłuchania w prokuraturze potwierdził jednak, że stracił panowanie nad samochodem. Chciał dobrowolnie poddać się karze. Złożył wniosek o wymierzenie mu kary jednego roku i czterech miesięcy więzienia w zawieszeniu na trzy lata. Zaproponował też, że zapłaci grzywnę i tak zwane nawiązki na rzecz pokrzywdzonych.
Nie zgodziła się na to dziś część poszkodowanych. Karę zaproponowaną przez prokuraturę i uzgodnioną z oskarżonym - uznali za zbyt łagodną. Dziś Morten N. nie umiał wytłumaczyć, dlaczego wjechał w widzów. - Jeżdżę na torach od wielu lat. Nigdy wcześniej nie miałem wypadku. Dlaczego w Poznaniu do niego doszło. Myślę, że złożyło się na to wiele rzeczy, że straciłem panowanie. Samochód się obrócił, ale to się zdarza. Popełniłem błąd i stąd wypadek - powiedział.
Morten N. - z zawodu ekonomista - po wypadku w Poznaniu stracił pracę. Sprawa stała się głośna nie tylko w Polsce. - Wszyscy w Norwegii myślą teraz, że jestem bardzo bogaty, ale to nieprawda. Samochód, którym jeździłem w Poznaniu bardzo mi się podobał.To była okazja. Wiedziałem, że to samochód inny niż wszystkie - wyjaśnia.
Morten N. mówił też, że w ulicznych pokazach nie weźmie już udziału. Oskarżony jeszcze przed dzisiejszym posiedzeniem porozumiał się z połową poszkodowanych i wypłacił im około 50 tysięcy złotych. Taką samą kwotę miał przekazać reszcie, ale się na to nie zgodzili. Uznali, że rok i cztery miesiące w zawieszeniu to za mało. Jak mówi jeden z poszkodowanych - skutki wypadku odczuwa do dziś.
Proces Norwega powinien ruszyć za kilka miesięcy. Morten N. jest na wolności. Wpłacił 100 tysięcy euro kaucji. Przyznaje się do winy i żałuje tego, co się stało.
Prokuratura sprawdzała też, czy zawinili organizatorzy pokazu, ale postępowanie w tej sprawie umorzyła.
