Sceptycy twierdzą, że "przecież spadło tylko kilka centymetrów śniegu". Dlaczego doszło do paraliżu kraju, chociaż były wcześniejsze ostrzeżenia o zagrożeniu? Dlaczego tak długo trwa usuwanie szkód? Czy służby znów dały się zaskoczyć, czy też warunki pogodowe były naprawdę wyjątkowe? A przecież to dopiero początek zimy...
Orkan Ksawery wprawdzie już za nami, naprawa szkód potrwa miesiącami. Żywioł uszkodził budynki, utrudniał jazdę po drogach i zerwał przewody z prądem.
Od piątku telefon w Wojewódzkim Centrum Powiadamiania Ratunkowego dzwonił prawie 10 tysięcy razy. Na drogach najgorzej sytuacja wyglądała w okolicach Wągrowca.
Paulina Mitręga z biura wojewody mówi, że samochody stały tam w zaspach nawet 20 godzin. Autokar ze szkolną wycieczką z Chodzieży utknął na drodze wojewódzkiej nr 241 - dzieci i opiekunów trzeba było ewakuować, znaleźli schronienie w bursie szkolnej nr 1 w Wągrowcu.
Strażacy wyjeżdżali na sygnał do blisko półtora tysiąca interwencji. Ponad 180 dotyczyło uszkodzeń budynków - dachów, opierzeń, a nawet elementów konstrukcyjnych. Oprócz tego pomagali na drogach. W wyniku wypadków - a także pożaru - rannych zostało w sumie 7 osób.