- Około godz. 9 locha przyszła na śniadanie z trzema warchlakami. Została przez nas uśpiona przy pomocy broni Palmera, a warchlaki zostały bezpiecznie złapane dzięki sieci do łapania zwierzyny - wyjaśnia.
Robert Pękala z Wydziału Zarządzania Kryzysowego Urzędu Miasta Poznania powiedział też Radiu Merkury, że dziki zostały przetransportowane do szkółki leśnej w miejscowości Goraj. Już do końca życia będą dokarmiane przez ludzi. Bez pomocy mogłyby nie przeżyć.
Sprawa lochy z osiedla Kosmonautów pokazała, że nie wiadomo, kto w Poznaniu powinien reagować na pojawiające się w mieście dzikie zwierzęta. Wydział Zarządzania Kryzysowego zapewnia, że nie będzie już podobnych wątpliwości. Powołano w tym celu zespół złożony z przedstawiciela Wydziału Zarządzania Kryzysowego, dyrektora Wydziału Rolnictwa Urzędu Miasta i powiatowego lekarza weterynarii.
- My dopracujemy procedurę, która obowiązuje i być może jest niedoskonała. Powiatowy lekarz weterynarii zamierza kupić broń Palmera i w takich sytuacjach my będziemy mogli z niej korzystać. Jeżeli takie zwierzę pojawi się na terenie zabudowanym, to jedynym sposobem jest uśpić je i wywieźć - dodaje.
Myśliwi obiecali także pomoc w wyprowadzeniu dzików, które żyją w pobliżu ulicy Rubież. Pożywieniem będą wabić je w głąb lasu. Wszystkie służby apelują przy okazji do mieszkańców Poznania, aby w żadnym przypadku nie dokarmiali dzikich zwierząt. Łatwy dostęp do pożywienia pozbawia je naturalnych instynktów i lęku przed człowiekiem.