W poniedziałek niektórzy zostali odesłani z kwitkiem, urzędnicy nie zdążyli ich dopisać. Dziś ludzi jest jeszcze więcej, ale wydział otworzył dodatkowe stanowiska. Na dworze ciepło, więc ci, którzy pobrali numerek, wyszli na zewnątrz. Przed budynkiem palili papierosy, czytali gazety i dyskutowali o tym, na kogo postawić krzyżyk w niedzielnych wyborach.
Każdy z oczekujących miał mniej więcej 300 osób przed sobą. To oznaczało około półtorej godziny czekania. - Otworzyliśmy 13 stanowisk specjalnie do tego zadania. Nawet jedno awaryjne, z którego rzadko korzystamy - mówi Paweł Marciniak z Urzędu Miasta Poznania. I dodaje, że to pierwsze wybory cieszące się tak dużym zainteresowaniem.
Dla chcących głosować w niedzielę w innym miejscu, niż miejsce zameldowania, jest jeszcze jedno rozwiązanie. Z urzędu gminy, gdzie mieszkają, do piątku mogą pobrać zaświadczenie o prawie do głosowania.