Lekarze wykonali zabieg na razie u dwojga pacjentów. Wszystko trwało niespełna godzinę. Przez małe otwory w ciele chorego lekarze wprowadzili elektrody - najpierw do jednej, potem do drugiej nerki.
- Elektroda przygrzewa ścianę tętnicy nerkowej, po to, by doszło do trwałego uszkodzenia nerwów współczulnych, które przekazują impulsy z nerki do mózgu i z mózgu do ręki, co prowadzi do spadku ciśnienia tętniczego - tłumaczy skomplikowany zabieg szef Kliniki Kardiologii prof. Stefan Grajek. Elektrody w ciele pacjenta zostały podgrzane do 60 stopni Celsjusza, powyżej tej temperatury urządzenie automatycznie się wyłącza.
Poznań jest pierwszym w Wielkopolsce i trzecim ośrodkiem w Polsce, który wykorzystuje tę metodę.