NA ANTENIE: HOLDING ON/GREGORY PORTER, RULES
Studio nagrań Ogłoszenia BIP Cennik
SŁUCHAJ RADIA ON-LINE
 

Libicki kontra Korwin Mikke

Publikacja: 11.09.2012 g.15:34  Aktualizacja: 11.09.2012 g.22:38
Poznań
Filip Libicki oczekuje od Janusza Korwin Mikke oświadczenia "chylę czoła przed heroicznym wysiłkiem niepełnosprawnych sportowców". Jeśli nie, senator PO pozwie lidera UPR za obraźliwe słowa na korytarzu telewizji TVN24.
libicki mikke
/ Fot.

Spis treści:

    Kilka dni temu były lider UPR opisał swój stosunek do niepełnosprawnych zawodników, co zdaniem niektórych było obraźliwe i nie na miejscu. Korwin Mikke w jednej ze stacji telewizyjnych miał obrazić poruszającego się na wózku senatora Libickiego. Teraz twierdzi, że przez pomyłkę. "Głupia sprawa wyszła i przepraszam na sto sposobów. Obiecałem, że będę prowadził przez tydzień jego wózek - jeśli nie będzie kogo innego do pchania" - mówi Korwin Mikke. 

    Filip Libicki zapowiedział, że czeka na przeprosiny. Postawił jednak warunek: w oświadczeniu Korwina Mikke mają pojawić się słowa "chylę czoła przed heroicznym wysiłkiem niepełnosprawnych sportowców". "Jeśli tego nie zrobi - mecenas Giertych skieruje sprawę do sądu, jeśli bym wygrał to całość odszkodowania przekażę na medalistów Igrzysk Paraolimpijskich" - mówi senator Libicki. 

    https://radiopoznan.fm/n/
    KOMENTARZE 38
    igo. 09.10.2012 godz. 16:09
    Jałowe bębnienie Rychu jak nic! Niby dlaczego mam chylić czoła przed heroicznym wysiłkiem niepełnosprawnych sportowców !? Co Ty masz na ten temat do powiedzenia?
    Rychu 08.10.2012 godz. 09:42
    Nie nazwałbym tego igo jałowym bębnieniem, gdyż jak pewnie zauważyłeś z dyskusji ze mną wycofały się dziesiątki osób i tak zastanawiam się.
    Czy moje argumenty przekonały ich i zawstydzeni swoją wiarą w prechistoryczne bajki oddali się refleksjom
    i wstydzą się do tego przyznać lub też wobec moich argumentów, głupio im powielać i przytaczać watykańskie "mondrości".
    Możliwe też, że zwyciężyło w nich katollickie, BEZPODSTAWNE poczucie wyższości nad inaczej myślącymi
    i wyniośle zamilkli w myśl "mondrej" katollickiej zasady, że z "gupotom nie bendem dyskutować", a będącej wyrazem żałosnej, dziecięcej bezradności i braku kontrargumentów.
    igo. 01.10.2012 godz. 07:43
    Nie o to chodzi by chować się za brak czasu i Tobie nie odpowiadać Rychu. Biega o to, że z jałowego bębnienia po klawiaturze niczego dla kogokolwiek nie przybywa.
    Rychu 28.09.2012 godz. 09:11
    Jakie to polskie, jakie prawicowe, jakie radyjne, jakie pisowskie.
    Gdy nie można znaleźć kontrargumentów, mówi się, że "z gupotom nie polemizuje się", lub że rozmówca jest nienormalny i gada gupoty, a "normalni", czyli słuchający ksiendza i wierzący w ksiendzowe opowieści, gupotami nie zajmują się.
    igo. 26.09.2012 godz. 09:44
    Nie bardzo ma kto Tobie odpowiadać Rychu, ponieważ ludzie normalni głupotami nie bardzo chcą się zajmować.
    Rychu 25.09.2012 godz. 22:48
    Za 1,5 godziny ten temat zejdzie z planszy, a Pan milczysz, Panie Jacku.
    A tak dobrze żarło.
    I tak marnie zdechło.
    Ot, szkoda.
    cz'ytacz 23.09.2012 godz. 17:56
    Wolę hasło i tytuł ''Politycy bliżej ...? ...Oczywiście Wyborców ... .Bo to co widać i słychać jest na miarę możliwości
    i percepcji panujących polityków,tzn bliżej DNA.Ja nawet nie pochyliłbym się nad jakimiś żałosnymi wypowiedziami lub tekstami ,po to by zbijać kapitał polityczny;.gdyż w takiej wersji wychodzi, że tacy politycy jak ich zwolennicy.
    Ogólnie ujmując przez to ostatnie dwudziestolecie (a i przez kolejną pięciolatkę nie ulegnie to zmianie) że bankruci polityczni mieli i będą mieć uznanie i poklask ... .Do czego to prowadzi?.Do ogólnego zadłużenia i bankructwa na skalę wyborców..Gdyż brakuje tak bardzo potrzebnej dojżałości.
    Tego się nie uzyskuje np oglądając
    zmartwychwstałych bohaterów w telewizyjnych filmach i grach komputerowych,ani nie uzyskuje przez oglądanie
    mydlanych seriali .To uzyskuje się poprzez własane przemyślenia oraz własne typowanie tych którzy będą reprezentować nasze interesy,oczywiście przed wrzuceniem kartki wyborczej ... .
    Rychu 23.09.2012 godz. 17:23
    Drogi Jacku... Cieszę się i dziękuję Tobie, że udzieliłeś mi tak zacnej, szczegółowej i wielce pouczającej odpowiedzi.
    Jesteś jednym z niewielu wyznawców religii koncelebracyjno-peregrynacyjnej, który wczytał się w mój wpis i punkt po punkcie, skomentował tematy w nim zawarte.
    Większość, niestety, robi uniki i gdy ja pytam np. dlaczego kościół koncelebracyjny stawia katollikom "świętą rodzinę", jako wzór do naśladowania wiedząc i głosząc, że Józio małżeństwa z Marią nie konsumował (czyli nie bzykał), a jednocześnie udziela rozwodów kopścielnych, gdy "matrymonium non consumata" jest.
    Większość Obrońców Wiary na tym Forum pisze mi wtedy, że np. w Afryce murzynków biją.
    No cóż.
    Jak takie oczywiste pytanie zatyka pytanego, to oszołomiony kadzidłem umysł podpowiada uniki. Trzeba to uznać.
    W bredzenie matki o bocianie też wierzyłem, ale mi to szybko przeszło.
    Cieszę się, że obok mnie nie ma żadnego Podglądacza, zwanego też Aniołem z dodatkową fuchą Stróża.
    Byłby bardzo zgorszony widząc, co ja z babami po nocach wyprawiałem.
    Cieszę się też, że Twój Anioł Stróż nie bawi się w bzykanie, bo nocami byłbyś w dość niekomfortowej sytuacji.
    Chyba, że jak większość katollików trójkąty lubisz.
    Wszak wiara w JEDNEGO Pana Bozię, ale w TRZECH osobach, jest najlepszym przykładem trójkątów umiłowania.
    Uczciwości i wierności Marysi (to zdrobnienie od Maria) osobiście nie podważam, bo archeologiem nie jestem (moja najstarsza baba -partnerka miała 34 przy moich 58miu.) tylko przytoczyłem to, co wyczytałem i na National Geographic Channel zobaczyłem.
    Ba! Dodam jeszcze, że na NGChannel był także - dla wielu niewątpliwie bluźnierczy - cykl programów o Jezusie właśnie i w nich to, wielu badaczy - malej wiary najpewniej - twierdziło, że ojcem Jezusa był jakiś legionista rzymski (podawali jego imię, ale zapomniałem), a Józka (popularna wersja imienia Józef) po prostu w małżeństwo wkręcono.

    Ewangelie, jak pewnie Wiesz, pisane były wiele, wiele lat po śmierci Jezusa, więc chłopaki pisali co im pasowało, zwłaszcza, że religia Jezusowa zaczęła się dość prężnie rozwijać.
    Wszystkim wielkim przywódcom tego świata, w tym zwłaszcza religijnym, hagiografowie (to nie jest słowo obraźliwe) pisali tak cudowne, wzorcowe i przykładnie "świente" życiorysy, że dla ludzi trzeźwo myślących nie do uwierzenia.
    Przykładów nie podam, bo mogłyby urazić czyjeś uczucia religijne.
    Ale tak sobie myślę, co to nasze pisanie o imponderabiliach religii watykańskiej ma wspólnego
    z niepełnosprawnością.
    Bo jeśli już, to chyba z umysłową.
    Tylko czyją?
    Jacek 23.09.2012 godz. 15:34
    Rychu:)! :)
    - Biblię można czytać na różne sposoby. Ze zrozumieniem, lub bez zrozumienia. Ty, widać czytałeś ze zrozumieniem, dlatego dochodzisz dfo naukowych odkryc płodnosci ptaków. Z tym akurat bym gotów z Tobą niep[olemizować, bo jak mawiała mi moja mamusia( świeć Panie nad jej duszą), przyniósł mnie bocian, zostawił w szpitalu i pojechała mnie odebrać. A komu jak komu, mamusi to ja wierzyłem.
    Wracając do Biblii i Ewangelii, to ja jako człek ciemny i zmanipulowany wierzę w słowo zawarte w nich napisane i w naukowy sposób do tego nie podchodzę.
    Ponadto, przemiły Rychu, uważam że mam swojego Anioła Stróża, który raczej w bzykanie się nie bawi i bzykaniem nie zajmuje.
    Każdy ma swojego patrona. Rozumiem, że może być Ci ciut żal, że takowego Aniołka nie masz, bo chcieć go nie chcesz i odpędzasz w swoich myślach naukowych rozważan.
    Nasuwa mi się takie przypuszczenie, że Twoim patronem ( bo tak pisałeś o bzykaniu) jest Stróż dyrektor, ewentualnie Stróż listonosz, lub jakiś inny Stróż i dlatego podważasz uczciwość i wierność małżeńską Maryii matki Jezusa i Jóżefa z rodu Dawidowego z pokolenia Judy. Poglądy i zaufanie Szanowny Ruchu są efektem doświadczeń, przeżyć, doznań. Więc tak jak wierzyłem mojej Mamusi, Ojcu, tak ufam w to co przekazywał nam Jezus w swoich przakazach.
    Pozdrawiam .
    Rychu 23.09.2012 godz. 14:08
    Myślę Panie Tapek, że po biczowaniu i późniejszym ukrzyżowaniu, na pewno.
    Tapek 22.09.2012 godz. 13:04
    Czy pan panie Rychu sugeruje ze Jezus byl niepelnosprawny???
    Rychu 22.09.2012 godz. 09:02
    igo,Jacku... Biblię czytałem w 82gim lub 83cim, więc sporo mi ze łba wyleciało.
    Ale wiem, że w czasach abrachamowych i wcześniejszych, kiedy to pan Jachwe był w dość bliskim kontakcie ze stworzonymi przez siebie ludźmi, jego współpracownicy zwani Aniołami, namiętnie bzykali i zapładniali kobiety ziemskie. Rodziły się wtedy bachory dość duże i rosły, tworząc rasę olbrzymów.
    W którejś Ewangeli było, że Duch Św. pod postacią gołębicy usiadł na oknie i zwiastowanie oraz przy okazji zapłodnienie poczynił.
    Ponieważ ptakom między nogi nie zaglądam nazwałem to zwierzę po prostu gołąbkiem.

    W późniejszych czasach rolę aniołów zwiastujących poczęcie przejęli służący zamężnych dam, listonosze, dostawcy, kierownicy zmian, dyrektorzy itp.
    Niewiele spośród milionów kobiet, w ten cudowny sposób zapłodnionych, miało śmiałość wciskać mężom Aniołów
    czy zwalać winę na samego Stwórcę.
    Poza tym, wielu badaczy (niezbyt religijnych) wskazuje, że Maryja miała potem jeszcze inne dzieci.
    Poczęte chyba w sposób normalny.
    Badania nie wskazują, aby następne dzieci Marysi były niepełnosprawne.
    Jacek 21.09.2012 godz. 22:38
    do Rycha.

    Jezus nie był nieślubnym dzieckiem.

    "Mąż jej Józef, który był człowiekiem prawym i niechciał jej narazić na zniesławienie, zamierzał oddalić ją potajemnie......
    - oto Anioł Pański ukazał mu się we śnie i rzekł. "Józefie, synu Dawida nie bój się wziąść do siebie Maryi swej małżonki, albowiem z Ducha Świętego jest to, co się w niej poczęło. Porodzi syna, któremu nadasz imię Jezus.On bowiem zbawi swój lud od jego grzechów "

    z Ewangelii Mateusza.
    igo. 21.09.2012 godz. 14:24
    "....W szóstym miesiącu posłał Bóg anioła Gabriela do miasta w Galilei, zwanego Nazaret, do Dziewicy poślubionej mężowi, imieniem Józef, z rodu Dawida; a Dziewicy było na imię Maryja. Anioł wszedł do Niej i rzekł: "Bądź pozdrowiona, pełna łaski, Pan z Tobą, błogosławiona jesteś między niewiastami".
    Ona zmieszała się na te słowa i rozważała, co miałoby znaczyć to pozdrowienie. Lecz anioł rzekł do Niej: "Nie bój się, Maryjo, znalazłaś bowiem łaskę u Boga. Oto poczniesz i porodzisz Syna, któremu nadasz imię Jezus. Będzie On wielki i będzie nazwany Synem Najwyższego, a Pan Bóg da Mu tron Jego praojca, Dawida. Będzie panował nad domem Jakuba na wieki, a Jego panowaniu nie będzie końca". Na to Maryja rzekła do anioła: "Jakże się to stanie, skoro nie znam męża?" Anioł Jej odpowiedział: "Duch Święty zstąpi na Ciebie i moc Najwyższego osłoni Cię. Dlatego też Święte, które się narodzi, będzie nazwane Synem Bożym. A oto również krewna Twoja, Elżbieta, poczęła w swej starości syna i jest już w szóstym miesiącu ta, która uchodzi za niepłodną. Dla Boga bowiem nie ma nic niemożliwego". Na to rzekła Maryja: "Oto Ja służebnica Pańska, niech Mi się stanie według twego słowa!" Wtedy odszedł od Niej anioł..." ( Łk 1,26-38 )

    Tak jest w Biblii Rychu o zwiastowaniu NMP. Jak więc widzisz nie ma w Niej niczego takiego co w swoim wpisie wymieniasz np
    zapładniającego gołąbka .

    Rychu 21.09.2012 godz. 09:04
    A wracając jednak do niepełnosprawnych Panie Olo, igo, mix, dźon.
    Czy to nie CUD prawdziwy, że;
    w kraju, który Sam Stwórca otacza SZCZEGÓLNĄ miłością,
    w kraju, którego królową jest matka jego nieślubnego syna,
    w kraju, w którym każda dziedzina cywilnego i świeckiego życia - poczynając od Ministerstwa Niesprawiedliwości, poprzez brak zbiorników retencyjnych, a na babciach handlujących pietruszką i pęłnosprawnych sportowcach kończąc - jest niepełnosprawna (a właściwie niesprawna), jedyną sprawną dziedziną życia jest SPRAWNOŚĆ
    i USPORTOWIENIE NIEPEŁNOSPRAWNYCH ???
    BARDZO SPRAWNIE zaś rozwija się rynek pielgrzymkowy jak i rozbudowa imperium instytucji, która obficie płacących, do Nieba (tego watykańskiego) zaprowadzi.
    No, ale to nie są cywilne i świeckie dziedziny życia.
    OLO 20.09.2012 godz. 19:49
    Afera Taśmowa w Pile

    Prokurator Kiepski
    Czwartek, 20 Wrzesień 2012 13:14

    W rolach głównych: Robert Kiełek, ksywa Robert Kiepski - prokurator Prokuratury Rejonowej w Wołominie, oskarżyciel w poznańskim procesie o korupcję eks-senatora spod Piły, Henryka Stokłosy. Marian Janowiak - były doradca finansowy Stokłosy, uwikłany w jego procesy, główny świadek oskarżenia w sprawie o łapówki. Krystyna Lemanowicz - działaczka Stowarzyszenia Ekologicznego Przyjaciół Ziemi Nadnoteckiej bez reszty oddana sprawie wsadzenia senatora do paki. W roli - jak zawsze - drugorzędnej: Janusz Lemanowicz, mąż swojej żony.




    „Za pierwszym razem czułam do siebie obrzydzenie”

    Teoretycznie nie powinni mieć ze sobą nic wspólnego. Każdemu zależało na udupieniu Stokłosy, ale każdemu z osobna. Na jakimś etapie jednak połączyli swe siły. Liczyli, że Stokłosa bardziej się przez to zbliży do kratek. Niestety, powstała dość nieprzyjemna sytuacja, bo sprawa niespodziewanie się rypła…

    Oto są dowody na to, jak prokurator Kiełek instruuje ekolożkę (Krystynę) – wiceszefową stowarzyszenia, które od lat procesuje się ze Stokłosą – jakie ma zadawać na rozprawach pytania, co jej mąż (Janusz) ma pisać w składanych do sądu wnioskach, jak mają urabiać świadków itp. Napuszcza Krystynę Lemanowicz na głównego świadka oskarżenia, Mariana Janowiaka, by wysondowała w czym jeszcze może się przydać. Krystyna Lemanowicz koresponduje z prokuratorem (z zachowaniem zasad konspiracji), spotyka się ze świadkami (w tym z Janowiakiem) oraz ich nagrywa.

    - Za pierwszym razem czułam do siebie obrzydzenie – zwierzyła się prokuratorowi w przypływie szczerości. Obrzydzenie szybko przechodzi, bo pani Krysia zaczyna nagrywać nawet rozmowy z Kiełkiem. Kiełek być może też nagrywa ją, ale na pewno Krystyna wspólnie z mężem uwieczniła wizytę u siebie świadka Janowiaka, po czym płytkę z nagraniem wysłała Kiełkowi, oczywiście w pełnej konspiracji (w przesyłce adresowanej na prokuraturę wołomińską używa fałszywych personaliów meldując o tym Kiełkowi mailem. Kiełek – przypomnijmy: prokurator – nie widzi w tym nic złego, odpowiada Pani Krysi, że przesyłka z filmem dotarła).

    Krótko mówiąc – powstaje jedno wielkie audio-video made in „Leman Pictures” (mąż Krystyny, opluwając w internecie wszystko, co związane ze Stokłosą, podpisuje się m.in. "Leman"). W tym momencie nikogo nie zdziwi informacja, że po drodze nagrania wyskoczyły z wewnętrznego obiegu. I zrobił się smród. Większy niż ten, który roztaczała padlina z senatorskiego zakładu w Śmiłowie.




    „Z Rejcheltem i łysym nie wygrasz”

    Wsłuchując się w nagrania rozmów telefonicznych między prokuratorem a ekolożką, a także wczytując w ich e-maile, nie można oprzeć się wrażeniu, iż nieźle się skumplowali. 11 kwietnia br. Robert Kiełek dzieli się swoimi rozterkami w związku z sytuacją polityczną w kraju. Mówi, że 21 kwietnia zamierza wybrać się na manifestację w obronie wolnych mediów, w tym Telewizji TRWAM.

    Lemanowicz i Kiełek zachwycają się jeszcze jakimś programem na Rydzykowym kanale, po czym przechodzą na sprawy sądowe. Pada trochę niegodnych prokuratora epitetów. Stokłosę nazywa chamem, poznański wymiar sprawiedliwości - republiką kolesiów. Następnie wyraża się o procesie: - Ja rozmawiałem w tej sprawie z dwoma kolegami i oni powiedzieli jedno: Ty z Reicheltem [obrońca Stokłosy] nie wygrasz. Z łysym [sędzia Sygrela] to najlepsi kumple. Jeżdżą razem na polowania i w Alpy. Podejrzewam, że kasa od Stokłosy poszła na to niemała, taka że nam się tyle nie śniło. Ale nie teraz, pewnie wcześniej to załatwili…

    Wcześniej wydaje Krystynie Lemanowicz polecenie, by zapytała pisemnie sąd, kto składał się na kaucję dla Stokłosy.




    „Dzwonię z upoważnienia pana Roberta Kiełka”

    Z materiałów można się dowiedzieć, że prokurator nie był zadowolony z zeznań głównego świadka oskarżenia, byłego finansowego doradcy Stokłosy, Mariana J. Do akcji wkroczyła Krystyna Lemanowicz. 24 kwietnia br. dzwoni do Janowiaka: - Wiem, że pan mnie nie zna, ale ja pana bardzo dobrze znam. I wiele o panu słyszałam. Dzwonię jakby z upoważnienia pana Roberta Kiełka i swoim własnym.

    Z rozmowy wynika, że nie do końca ufa Janowiakowi, podobnie zresztą jak Kiełek: - Będziemy normalnie rozmawiać? Ma pan na podsłuchu?

    - Ja tego nie wiem – odpowiada Janowiak. - Ja przez telefon nie rozmawiam w ogóle, wie pani, mam przykre doświadczenia.

    Ona: - Ja to wszystko wiem, bo też mam przykre doświadczenia (...). W końcu przechodzi do sedna: - No właśnie chciałam taką prośbę od pana Roberta. Czy pan się czuje na tyle dobrze, by pojechać na jakieś spotkanie z nim?

    Rozmówca ma obiekcje, ale ekolożka nie odpuszcza: - A moglibyśmy się spotkać we dwójkę gdzieś?

    On: - A nie widzę przeszkód żadnych.

    Tego samego dnia Lemanowicz nagrywa się Kiełkowi na sekretarkę informując o wykonaniu zadania.




    „Janowiak wpieprzy albo podpieprzy"

    29 maja Lemanowicz dzwoni do Kiełka. Chwali się, że w tygodniu ma spotkanie z Janowiakiem. Ale prokurator pozostaje czujny: - Jeżeli on panią, że tak powiem, wpieprzy albo podpieprzy? (…) Innymi słowy wszystko to mogłoby doprowadzić do skompromitowania pani. On panią nagra, a potem wykorzysta (...). Broń Boże nie mówić o jakichkolwiek kontaktach czy rozmowach ze mną.

    Ona przytomnie (choć po niewczasie): - A Broń Boże, to ja o tym wiem.

    Dalej rozmawiają m.in. o tym, co dotychczas zeznawał Janowiak, prokurator instruuje ekolożkę, jaką strategię ma przyjąć. Później łamiąc ogólnie przyjęte zasady i opowiada jej o toczącym się w Poznaniu procesie, o zmianie stanowiska biegłych.

    Krystyna łamiąc drugie przykazanie reaguje z przejęciem: - O Boże naprawdę? Po przytaknięciu: - O Chryste Panie, no nie no to, to... Za chwilę: - O Jezu, a potem jeszcze: - Boże kochany.

    Kiełek opowiada jeszcze, że go kuje w wątrobie. Jest godz. 22:30: - Moja żona to ostatnio powiedziała, że gdyby nie wy, to bym się wyczerpał psychicznie.

    Lemanowicz na to: - Jesteśmy i się nawzajem wspieramy, to jest bardzo ważne. Pan jest uczciwy, ja też.




    „Gościu, nie pierdol”

    Dwa dni później Krystyna Lemanowicz dzwoni do prokuratora, gratulując mu występu w TVN. Chwali jego mailową ksywę – Robert Kiepski. On jest jednak przybity, bo napisali o nim w „Tygodniku Nowym”, czyli gazecie Stokłosy: - Pracowałem do wieczora. Jak przeczytałem tę gazetę, to wie pani co, aż spać nie mogłem.

    Ona: - O Jezu.

    On: - Ja jestem taki czuły na punkcie mojej uczciwości (...). Gdybym ja był takim mendą za jakiego on mnie uważa, to Janowiak w swoich wyjaśnieniach (...) nie złożyłby sprzecznych relacji.

    Ona: - Na pewno.

    On: - Ja właśnie bym mu powiedział: gościu nie pierdol, boś mówił tak i tak (...) Ja nie puściłbym go od siebie. Wypunktowałem go (...) To świadczy o mojej uczciwości o rzetelnym obiektywnym podejściu, a ten cham [najpewniej chodzi o Stokłosę] twierdzi, że ja sobie coś kombinuję i uzgadniam.

    Ona: - To są świnie (...). Proszę się trzymać, jesteśmy z panem.

    1 czerwca br. prokurator Kiełek vel Robert Kiepski pisze do Lemanowiczowej e-maila: - Przesyłam pani to i owo. Proszę wiadomość po odebraniu zutylizować. Nie zutylizowała. W załączniku e-maila jest protokół rozprawy głównej z 27 kwietnia. Zeznania biegłego.




    „Czuję, że jest jakiś smród”

    Przyjaźń kwitnie, choć czasem wkrada się niepewność. 11 czerwca br. Kiepski pisze do Lemanowicza e-maila z tematem: „przesyłam link do zeznań Jankowiaka”. Tekst maila: - Witam pani Krysiu, czy coś wysyłałyście? Mam wezwanie do okręgu i jakieś takie tajemnicze wszystko. Mają mi zadawać pytania szefowie. Czuję, że jest jakiś smród. Nie wiem o co chodzi. Czy coś pani wysłała jeśli tak to co? Albo czy ktoś się z panią kontaktował? Czy pani telefon ma na siebie w abonamencie czy nie? Mogli coś sobie sprawdzić i nie wiem jak mogę się zachować. Czy MJ był u pani, co pierniczył?


    Napięcie wzrasta. 14 czerwca Lemanowicz mailuje do Kiepskiego: - (...) W najnowszym tygodniku super relacja z procesu poznańskiego „przełom w procesie Henryka Stokłosy” Już nawet sędziowie czują nosem, że to oskarżenie Henia śmierdzi wielką manipulacją. Dzisiaj wieczorem opracujemy plan (...).



    Nazajutrz dzwoni Kiełek. Doradza Krystynie Lemanowicz, jak mąż powinien napisać wniosek do sądu. To pismo miał później wykorzystać w sprawie głównej: - Jestem ustawiony 21 czwartek. Pani sędzia ma akta mi przytrzymać, bo cały dzień będę je oglądał. (...) Obejrzę, co pani mąż tam złoży i ewentualnie skopiuję jego pismo i jakiś tam wniosek dowodowy stworzę. Jeśli nie potraktują waszego wniosku poważnie, to ja to powielę w swoim.

    I jeszcze instrukcja – mailowa – w sprawie Janowiaka z 17 czerwca: - Pani Krysiu nie jest wskazane, aby obniżać wiarygodność świadka MJ swoimi ocenami. Tzn. nie można w piśmie przyznawać się, że oceniacie jego wiarygodność nisko (...) Proponuję wątek z EZ [świadek w sprawie o korupcję] opisać dosadnie, że dano jej czas na to, aby prawdopodobnie HS dotarł do niej i aby zmieniła swoje zeznania na korzystne dla niego.




    ,,G. był informatorem CBŚ"

    W sprawach przeciw Stokłosie wątków jest wiele. Kiełek nie wie o wszystkim, ale Lemanowicz na bieżąco uzupełnia jego wiedzę. On potrafi się odwdzięczyć.

    W mailach z 6 lipca Kiepski wyjawia np. służbową tajemnicę.

    Lemanowicz: - Nie wiem, na jaką okoliczność został powołany G. [nazwisko znane redakcji]. Mam tego faceta nagranego. Mówił do kamery, jak to Stokłosa swoimi ściekami zatruł mu ryby w stawie. Kiedy został powołany na świadka w sprawie przeciwko Stokłosie o zatrucie jeziora - zmienił zeznania (...)

    Robert Kiepski (prokurator- sic!): - G. był informatorem CBŚ udokumentowanym w aktach sprawy.

    E-mail z 16 lipca br. Kiepski informuje że idzie na urlop i dodaje: - Dzwonił do mnie MJ, ale boję się odebrać. Jeśli mogę w czymś pomóc, to proszę o kontakt dyskretny, aby on nie czaił naszych kontaktów.



    „Pan mi tak na sercu leży”

    Krystyna (ekolożka) i Marian (świadek) umówili się na spotkanie u niej w domu, w Pile, 9 sierpnia. Postanowiła, że nagra go tak, jak kiedyś Kącki (dziennikarz „Wyborczej”) Begerową. Ustawiła kamerę w dziurze grzbietu segregatora i czeka. Janowiak przychodzi, siada w przeznaczonym dla niego fotelu, gawędzą sobie około dwie godziny (trzy dni temu nagranie trafiło na YouTube).

    Krystyna przełamuje lody obietnicą, że przygotuje Janowiakowi i prześle nazwiska osób, które zeznawały przeciwko niemu:- Panie Marianie, w czym ja bym mogła panu pomóc? Ja nie wiem czemu pan mi tak leży na sercu. Trzeci raz się spotykamy. Przypuszczam, że ma pan do mnie zaufanie.

    On: - Jak bym nie miał, to bym tu nie był.

    Ona nawiązuje do Kiełka.

    On: - Ja się umawiałem z Kiełkiem dwa razy. A on był taki bezczelny (...)

    Lemanowicz: - (...) Mam zaufanie do Kiełka, bo uważam, że to uczciwy prokurator (wie, że to się w segregatorze nagrywa).

    On: - Myśmy się umówili, ja zeznaję mu jak było, a oni potem mi umorzą sprawy. Ale nie umorzyli (...).

    Janowiak opowiada dalej, że Kiełek mu tłumaczył, iż nie mógł inaczej, bo dostał polecenie z góry. Mówi też, że Stokłosę przed aresztowaniem ostrzegł Kaczmarek (były prokurator krajowy i minister).

    Po spotkaniu Krystyna Lemanowicz dzwoni do Kiełka i relacjonuje przebieg rozmowy: - Mam całe nagranie z nim.

    On: - I co on tam łgał?

    Ona: - Chcę to panu przysłać, żeby sobie pan zobaczył.

    On: - A pani mi powie: on chce się ze mną spotkać?

    Ona: - Tak.

    On: - No dobra, to ja odbiorę telefon.




    ,,Reguła siedmiu złotych pytań"

    Kują żelazo póki gorące. 10 sierpnia br. Krystyna Lemanowicz kontaktuje się z Marianem Janowiakiem z informacją, że może już dzwonić do prokuratora. Nazajutrz mailuje do Kiepskiego. Pisze, że wyśle mu nagranie z Janowiakiem (umówili się już, że na płycie, na adres Prokuratury w Wołominie z adnotacją „do rąk własnych”) i prosi o pomoc w sformułowaniu pytań, które chce zadać świadkom podczas procesu SEPZN przeciw Stokłosom.

    12 sierpnia Kiepski udziela instrukcji w sprawie, o którą prosiła, wysyła mailem gotowe pytania: - Pani Krysiu, Pani pytania też są na miejscu. Najważniejsze jest, aby Pani operowała regułą 7 złotych pytań, tj: co, gdzie, kiedy, jak, po co, na co, w jakim celu? – kończy kompetentną radą.

    23 sierpnia br. telefon Lemanowicz do świadka Janowiaka. Ekolożka pyta, czy otrzymał przesyłkę (sprawozdanie z rozprawy) i kiedy jedzie do Warszawy. Mówi, że chce się z nim spotkać po jego powrocie.

    29 sierpnia Janowiak melduje: - Jutro jadę.

    Ona: - Jutro pan jedzie do Warszawy jednak?

    On: - Tak, jestem umówiony.

    30 sierpnia dzwoni Lemanowicz do Kiełka. Wypytuje go o przebieg spotkania ze świadkiem. Prokurator bez oporów je relacjonuje: - No, niestety, on niby wie o co chodzi, tak to czuję. Ale on myśli, że to samo się za niego zrobi. No prawda się nie obroni sama, trzeba pisać wnioski zawiadomienia, informacje (...).

    Lemanowicz: - No właśnie to są te takie momenty istotne, które wymagają jakiegoś pomyślunku. On w podsumowaniu: - Jestem zadowolony.





    Następnie prokurator instruuje ekolożkę, że trzeba spotkać się z innym świadkiem w sprawie przeciw Stokłosie i nagrać go.



    *

    1 września br. na skrzynkę Lemanowiczów trafił e-mail od Roberta Kiepskiego: - Witam, pani Krysiu. Pan Nowak kręci mi dyscyplinarkę za spotkanie z MJ we czwartek. Zbiera od ludzi notatki na te okoliczności. Teraz pani wyobrazi sobie, gdyby się dowiedział o naszych kontaktach...



    P.S.

    „Pan Nowak” to zapewne Paweł Nowak – zastępca Prokuratora Okręgowego Warszawa Praga. I z pewnością dowiedział się o kontaktach prokuratora, bo sprawa w miniony wtorek (18 września) trafiła do Prokuratury Okręgowej Warszawa Praga. Jak poinformowała rzecznik tej prokuratury Renata Mazur, jeszcze tego samego dnia sprawę przekazano do Prokuratury Apelacyjnej w Warszawie.


    za faktami pilskimi
    Dociekliwy 20.09.2012 godz. 14:37
    Nie zaglądaj tu http://www.youtube.com/watch?v=LlrQ4WGulXo&feature=related
    Rychu 19.09.2012 godz. 20:12
    Witaj Niko. Cieszę się, że znowu masz przepustkę. Ty też ciesz się z przepustki, ale też i nie przesadzaj z tym korzystaniem z wolności i nie pisz kłamstw. Nigdy nie pisałem, że jestem synem esesmanna!
    Czy wogóle jakiegoś Niemca.
    Wyluzuj i jeśli pan doktor nakazał Tobie brać lekarstwa, to nie lekceważ tego i lekartwa przyjmuj.
    Życie masz tylko jedno. Po co spędzić je w zakładzie zamkniętym. Pozdro.
    Niko 19.09.2012 godz. 13:39
    Libicki gada co rusz to inaczej .

    Uwaga Rychu ( na tym forum ) to wychowanek bylego esesmana niemca -sam Rychu tak pisal na forum .wiec poglady wychowanka esesmana nie maja znaczenia . wstyd , wstyd i tyle.
    Rychu 19.09.2012 godz. 09:41
    Katollickie pojmowanie igo, to pojmowanie Kalego (patrz wpisy mixa i moje odpowiedzi).
    Słowem Bozia karmiony byłem całe dzieciństwo i podejrzewam, ze tak dzieje się w milionach polskich domów.
    Takim zdrobnieniem, najpewniej miliony rodziców namawiają swoje dzieci do klepania wierszyków zwanych też paciorkami. Jeżeli Polacy jak i cały katollicki świat stworzyli setki matek boskich (w Polsce jest ich ponad trzysta), to jaki problem stworzyć Pana Bozię. Niemcy np. nie stosują zdrobnienia typu Gottchen.
    Tam jest tylko Gott. Choć Karel Gott też jest tam niezwykle popularny.
    A jeśli idzie o gołąbka? Przyleciał do Miriam? Przyleciał. Pogadał? Pogadał. Zaszła? Zaszła.
    Czy to nie jest cudowne zapłodnienie?
    Znałem takiego Arturka, mądrego inaczej i bardzo, baaaardzo religijnego, który w tę metodę zapładniania uwierzył
    i wielokrotnie próbował, rozmową, swoje dziewczyny zapładniać. Powiedziałem mu, że jest to może i możliwe,
    ale są dużo przyjemniejsze sposoby. Po wielu latach wreszcie to pojął.
    igo. 18.09.2012 godz. 18:17
    Nie ma Rychu pojmowania czegokolwiek w typowo katolicki sposób. Katolicy podobnie jak wyznawcy innych religii czy niewierzący nie posługują się żadną wymyśloną przez siebie doktryną czy zasadą mającą im ułatwić cokolwiek w obcowani z innymi, tym bardziej zasadą zakładającą oszustwo. Amway nie jest na to żadnym przykładem a kłamcy i złodzieje to już całkowicie inna sprawa. Zdażają się w każdej kulturze, we wszystkich państwach świata. W katolicyźmie nie istnieje żaden zapładniający gołąbek czy pan Bozia, czy ktokolwiek o kim/ o czym piszesz mając na myśli katolicka wiarę, Pismo Święte, tradycję chrześcijańską itd itp.
    Rychu 18.09.2012 godz. 09:17
    Nie wczytałeś się dżonie dokładnie w w post mixa (ten w którym mu zaimponowałem) i w następne i jego i moje.
    A może przeczytałeś i nie pojąłeś o co chodzi lub pojąłeś w typowo katollicki sposób (czyli Kalego), dlatego wyjechałeś z tymi natręctwami. Ale rozumiem to i wybaczam.
    A jeśli idzie o ambergoldziarzy. Uczciwy, to nie znaczy naiwny czy głupi.
    Pamiętasz sprawy Amwey(zapomniałem jak się to pisało), Herba Life czy inne piramidy lub piramidki sprzed lat?

    Jako parszywy ateista nie dałem się wkręcić, natomiast cała moja klęcząca rodzina i dziesiątki klęczących znajomych handlowało "cudownymi" chemikaliami Amweya aż miło.
    Pełni ekstazy i prawie religijnego uniesienia, elegancko zawsze ubrani, wkręcałi naiwnych i szukali kolejnych przez kilka lat. Moi bardzo bogaci choć niestety co niedziela klękający znajomi wstydzą się teraz tego jak cholera.
    Bo widzisz dżonie.
    Jak już ktoś uwierzy w cudownie zapładniającego gołąbka czy jednego Pana Bozię, ale za to w trzech osobach (co dla mnie nijak kupy się nie trzyma. Bo albo jest jeden Bozia, albo jest trzech Boziów), to dużo łatwiej mu potem uwierzyć, że obsrane majtki można dokładnie wyprać w proszku Amwey, ALE DOPIERO po WTAJEMNICZENIU i rozmowie z rozprowadzjącym.
    W inne cudownie wzbogacające piramidki również.
    dżon 17.09.2012 godz. 21:55
    Ryhu - jak tu nie napisać, że masz natręctwa ? Po prostu masz - i basta. Ale sie trzymaj. I uważaj, bo ambergoldziarze z PO na uczciwie zarabiających - a Bóg mi świadkiem, że za takiego Ciebie mam - szykują następne niespodzianki. Pozdro. Yo.
    Rychu 15.09.2012 godz. 10:02
    Drogi mixie... Mam nadzieję, że w dalszej części wczorajszego dnia, jak minionej nocy, zdążyłes już trochę ochłonąć i pianę z ust oblizać.
    Cynicznie bowiem, a może i bezczelnie, wściekłym i oburzonym najprawdopodobniej będąc, zarzucasz mi,
    że w temacie o inwalidach i sprawach z nimi związanych, piszę o nikczemnościach kopścioła i jego parszywej przeszłości.
    Zauważ jednak, że to TY, 13go. o godz.13.11, pierwszy poruszyłeś temat boziowo – kopścielny i moje rzekome fobie, z tym tematem związane.
    Wyczułem, że ten temat boziowy i moje fobie interesują Cię, więc poczułem się uprawniony do tego,
    aby Ci odpowiedzieć i jakoś to skomentować.
    Ale Ty, jak i wielu innych, zastosowałeś znowu, typową dla religii katollickiej, taktykę i prawo Kalego.
    Jak Kali coś pisać, to "Polacy nic się nie stało". Jak coś napisać Ubu, to wrzask pod niebiosa, obraza wielka
    i Ubu jest gupi.
    Z tym ateizmem masz rację. Konfuncjoniści, Buddyści czy Shintoiści np. są ateistami, a mimo to głęboko wierzącymi ludźmi.
    Ja także jestem wierzącym człowiekiem. Tylko cuś w istnienie Bozi uwierzyć nie mogę.
    Wycofując się z dyskusji ze mną, będziesz chyba 50tą osobą tego Forum, która to uczyniła.
    Dużo łatwiej jest bowiem napisać, że "Rychu jest gupi i z jego gupotom nie bendem polemizować".
    Zaś dużo trudniej przytoczyć jest kontrargumenty i zarzuty, czy też przytaczane przez Rycha fakty obalić.
    No cóż.
    Strach przed piekłem, w dzieciństwie wpojony, w dorosłym życiu często u wielu ludzi odbija się czkawką i odbiera zdolność do samodzielnego i odważnego myślenia.
    Zabija też odwagę i chęć do dyskusji w tematach mogących na "grzech śmiertelny" ( ha, ha, ha,) narazić.
    Tia. Siła kopścielnych dogmatów i bajek jest jeszcze ogromna i w wielu owieczkach głęboko zakorzeniona.
    Ale drogi mixie... Jak już pisałem dżonowi.
    Zakochany dureń, zazwyczaj ostatni dowiaduje się, że ma rogi, podczas gdy cała wioska trąbi o tym od dawna. Ba! Nie chce często nawet w to uwierzyć.
    mix 14.09.2012 godz. 12:52
    Rychu, my tu o inwalidach i sprawach z nimi związanych, a Ty musisz ładować w Kościół i wypominać mu wszystkie te urojone grzechy, o których "uczeni radzieccy" i publicyści z "Faktów i mitów" już dawno i wielokrotnie pisali. Myślałem, że u Ciebie idzie ku lepszemu, ale widać, że była to tylko chwilowa poprawa. Więcej z Tobą polemizować nie będę, bo: "Polemika z głupota niepotrzebnie ją dowartościowuje" (Stefan Kisielewski). Teraz możesz sobie popluć do woli, a może i uda Ci się mnie i innych "katoli" obrzygać. A co do Twojej niewiary, to na sam koniec tylko jedna myśl: "Ateista to ktoś, kto wierzy w to, że Boga nie ma". Więc też jesteś wierzący! Tylko "inaczej". Koniec!
    Rychu 14.09.2012 godz. 09:51
    mix... Dzięki za uznanie.
    Mnie zaś zadziwił i ucieszył fakt, że przedstawicielowi i wyznawcy religii koncelebracyjno-peregrynacyjnej,
    taki parszywiec-ateista, jak ja, potrafi czasem zaimponować.
    Znaczy, idzie ku lepszemu.
    Zauważ, także na trzeźwo, że nigdy w moich postach nie obwiniałem żadnego Pana Bozi.
    Tego watykańskiego także.
    Zwłaszcza, że w istnienie ich nie wierzę.
    Jeśli się czepiałem, to jego personelu naziemnego (nie posiadającego zresztą listów uwierzytelniających),
    a szczególnie zaś kontyngentu stacjonującego w Polsce i rządzącego nią.
    Fobii antykatolickich raczej nie mam, tylko oczy SZEROKO OTWARTE i widzę (oraz wyczytowywuję) i opisuję to, czego Ty, upojony i oszołomiony wizją katolickiego nieba oraz narkotyczną wonią kadzidła, po prostu nie dostrzegasz.
    Mianowicie. CIEMNĄ, ubabraną w brudne - często kryminalne - interesy, utopioną we łzach tysięcy dzieci - ofiar zboczonych chłopców w sutannach – STRONĘ INSTYTUCJI, która ma naiwnych do nieba prowadzić.
    Oczywiście za odpowiednią opłatą.
    O przerażającej i zbrodniczej historii instytucji tejże lepiej pomilczeć. W końcu to było dawno.
    A te fobie jeśli nawet istnieją, to niewątpliwie znikną, jeśli ta zbawcza instytucja, przejdzie na utrzymanie ludzi
    w nią wierzących.
    Tak jak dziesiątki innych religii, stacjonujących w Polsce.
    Te 5 do 10ciu miliardów rocznie, jakie kosztuje utrzymanie watykańskiego kontyngentu w Polsce, przydadzą się na leki, na głodujące i niedożywione polskie dzieci (ok. 2 mln), poprawę dróg i tysiące innych potrzeb. Pozdro.

    p.s. Uśmiechnij się, bo idzie ku lepszemu.
    Liczba ludzi, pragnących nieba - zwłaszcza tego katopliciego - dramatycznie na całym świecie spada.
    W Polsce także.
    mix 13.09.2012 godz. 13:11
    Rychu, zaimponowałeś mi! Mimo swojej antykatolickich fobii (misji, pracy... - niepotrzebne skreślić), potrafisz myśleć trzeźwo i nie we wszystkim (choć prawie) szukasz winy Pana Boga, papieża, ks. biskupa czy proboszcza... Tak to już jest, że na logikę wywodów Korwina-Mikkego - owszem, często bezlitosną i do bólu prawdziwą - jedyną bronią "salonu" jest histeria i obłuda.
    Rychu 13.09.2012 godz. 10:34
    Jakieś 5 czy 6 dni temu był w studio Superstacji J.K.Mikke. Jakkolwiek nie przepadam za nim i jego gospodarczymi wizjami, to tego wieczora byłem nim zachwycony.
    Rozmowa tyczyła nierównego traktowania i dyskryminacji niepełnosprawnych zwanych też sprawnymi inaczej.
    Pan Mikke walnął tekst, że jeśli chcemy traktowć wszystkich równo, to zorganizujmy olimpiadę dla przeciętnie sprawnych, czy też mistrzostwa szachowe lub w brydża dla debili.

    Biorący udział w dyskusji, obrzydliwy, odrażający, patriotycznie nadęty i obrażony na cały świat babsztyl,
    takie antyaborcyjne skrzyżowanie szympansa z samicą hipopotama (szefowa jakiejś fundacji im. kogoś poległego pod Smoleńskiem), o mało nie pękł z powodu świętego oburzenia.
    Redaktor prowadzący, mimo, że jest to dość postępowa, trzeźwa i luzacka stacja, też dostał czkawki.
    Korwin się śmiał, babsko, pełne najwyższego świętego oburzenia, miotało pioruny.
    A ja się pytam, o co chodzi. Debil to przecież człowiek sprawny inaczej umysłowo.
    Proszę sobie wyobrazić (panie Libicki np.), ile heroicznego wysiłku musiałby włożyć, taki sprawny inaczej,
    aby zrobić roszadę czy tzw. szewca (mat w trzech ruchach).
    O wylicytowaniu szlemika, w "bez atu" np., nie wspominając.
    igo. 12.09.2012 godz. 11:52
    Mój sąsiad też był inwalidą. Inwalidztwa nabawił się przy okazji kradzieży anteny. Zachwiał się przy próbie wyrwania masztu anteny z komina i z dachu spadł. Dachu kamienicy. Potem był już tylko wózek i pomoc sąsiadów od której nikt się nie uchylał. O antenie zapomniano.
    zdziwiony 12.09.2012 godz. 10:33
    Przed wejściem do nowej przychodni na ul. Druskiennickiej jest parking dla niepełnosprawnych - i bardzo dobrze. Parking dla "reszty" jest z boku przychodni, dalej od wejścia/wyjścia - to zrozumiałe. Sęk w tym, że miejsc dla niepełnosprawnych jest więcej! Często jest tak, że parking przed przychodnią jest pusty, a na tym z boku brakuje miejsc! Albo komuś całkiem zabrakło wyobraźni i wiedzy o proporcjach w społeczeństwie, albo jest to zgodny z przepisami przejaw dyskryminacji "pełnosprawnych" (też nie zawsze - o wiek, choroba, samopoczucie...). Tego, że skutkuje to niezasłużoną (ale zrozumiałą) niechęcią do niepełnosprawnych dodawać nie trzeba.
    Dociekliwy 12.09.2012 godz. 08:50
    Poprawność polityczna - kiedyś, dawno temu (możnaby napisać "za moich czasów") w komunikacji miejskiej na fotelach znajdujących się najbliżej wejścia/wyjścia (tak były oznakowane drzwi do pojazdów - to dla młodzieży) były przykręcone mosięne tabliczki z napisem MIEJSCE DLA INWALIDY. Przyszedł czas, że słowo inwalida, tak i wiele innych, normalnie używanych słów zaczęło kłuć w oczy "mędrców" politycznych. I zaczęła się gimnastyka słowami. Efekty mamy dzisiaj. Inwaldzi zniknęli razem z mosiężnymi tabliczkami. Bo mosiądz jest w cenie. A inwalidów zamieniono na niepełnosprawnych. Czy jest coś uwłaczjącego w słowie inwalida? Bo jeśli tak to w słowie niepełnosprawny również.
    MIx 12.09.2012 godz. 08:42
    Rozumiem, że p. Libicki - gdyby za pieniądze podatników były transmisje z paraolimpiady - z wielkimi emocjami oglądałby zmagania sportowców niepełnosprawnych (tfu, sprawnych inaczej). Tym ludziom należy się wielkie uznanie i - jeśli tego chcą - współczucie, ale robienie z paraolimpiady wydarzenia, którym trzeba / wypada się pasjonować, to już paranoja i hipokryzja. Korwin-Mikke w ostry (często zbyt ostry) sposób mówi to, co jest logiczne, prawdziwe i normalne, ale nie zawsze "politycznie poprawne" - i za to obrywa. Wkrótce dojdzie do tego, że w meczach piłkarskich niektórzy będą się domagali parytetów, np. w każdej drużynie jeden niewidomy, dwóch na wózku itd.
    igo. 12.09.2012 godz. 08:16
    Nie mówiąc już o straszeniu Korwina Mikke Giertychem !!...Ale to chyba żart jakiś był...
    igo. 12.09.2012 godz. 08:12
    No i kto przy temacie niepełnosprawnych rozgrywa swoje prywatne sprawy? - jak zauważyła/ zauważył "myśl". Bo jeżeli chodzi tutaj o własny rozgłos za pomocą niepełnosprawnych no to już gorzej. A z tego co widać, to Korwin Mikke specjalnie o zajmowanie się jego osobą przez media nie zabiega.
    Ren 12.09.2012 godz. 00:36
    Korwin jest założycielem fundacji na rzecz niepełnosprawnych. Obłuda salonu i wszechoobecna poprawność polityczna odebrała niektórym podstawowową chęc myślenia.Wszystkich o innych poglądach nazwijmy faszystami.Prawda jakie to proste?
    myśl 11.09.2012 godz. 22:36
    Pan Filip przekręca śrubę - gra polityka w toku - gra toczy się no nie Panie Filipie bo inaczej się nie da - współczuje Panu - Pozdrawiam Serdecznie PARAOLIMPIADĘ - Sportowców :) nie polityków ............................
    Szymon 11.09.2012 godz. 20:49
    W lipcu 2009 Filip Libicki zakupił kamienicę "wraz z lokatorami" przy ulicy Wierzbowej 2. Miesiąc później lokatorzy dostali wypowiedzenia umów najmu. Czy ktoś orientuje się jak potoczyły się sprawy i losy mieszkańców rewitalizowanej kamienicy?
    igo. 11.09.2012 godz. 18:57
    No i masz "babo placek"! Kto niepełnosprawnych traktuje tutaj partnersko a kto jako ludzi gorszych!?
    Czy Pan Korwin Mikke, który wali do nich "prosto z mostu" jak do równych sobie, np. coś w rodzaju; "..no przecież .. jeśli nie masz ręki to alpinistą i tak nie zostaniesz .." czy przeciwnicy Pana Korwina Mikke w tym sporze, którzy uważają że niepełnosprawni to takie trochę "święte krowy" są, którym zawsze i we wszystkim należy się szacun i wsparcie z tytułu kalectwa.