Radni z osiedla Winogrady Północ na wniosek mieszkańców wysłali pismo do zastępcy prezydenta z prośbą o rozwiązanie problemu.
"W tym miejscu niedługo wybuchnie kolejna epidemia" - mówi przewodniczący zarządu osiedla Bartosz Werner.
Tam są setki tysięcy ton śmieci. Prosiliśmy prezydenta Poznania, by pojawił się na tym terenie. Są tam opony, resztki jedzenia, wózki - wszystko co znajdzie się w śmietnikach. Mieszkańcy znajdujących się obok domków jednorodzinnych przyznają też, że jest tam mnóstwo szczurów.
Teren należy do prywatnego właściciela.
Przebywa on prawdopodobnie w Stanach Zjednoczonych albo Kanadzie
- mówi przewodniczący zarządu osiedla, choć z naszych informacji wynika, że w sprawie własności tego gruntu toczy się postępowanie sądowe.
Mieszkańcy okolicznych osiedli skarżą się również na żebractwo, nagabywanie przed sklepami czy nienoszenie maseczek przez ludzi żyjących na koczowisku.
Zastępca prezydenta Poznania Jędrzej Solarski mówi, że problem koczowiska jest trudny do rozwiązania.
My zdajemy sobie sprawę, że takie koczowisko nie powinno mieć miejsca w XXI wieku, ale jest i trudno sobie wyobrazić, że nagle te osoby będzie eksmitować, bo tak naprawdę nie mamy gdzie. W związku z tym poczyniliśmy pewne starania na rzecz tych osób ze społeczności romskiej.
Miejscy urzędnicy pilnują, by dzieci z koczowiska chodziły do szkoły. W placówce przy Berwińskiego zapewniono im asystentki. Na terenie dawnych ogródków miasto opłaca dwie przenośne toalety oraz kontenery na odpady. Mieszkańcy koczowiska dostają także opał.
Zastępca prezydenta Poznania zapowiada rozmowy z radnymi osiedlowi, choć zaznacza, że rozwiązanie problemu, by zadowolić wszystkie strony, będzie trudne.
Ja w tym miejscu nieraz byłem, spotykałem się z tą społecznością, ona jest skłócona między sobą, ale działamy w ten sposób, by było to jak najmniej uciążliwe dla innych
- zapewnia Jędrzej Solarski.