Po przybyciu na miejsce pierwszego zastępu otrzymano informację od świadka, że na prywatnej posesji w samochód ciężarowy uderzył piorun. W wyniku uderzenia pioruna spaleniu uległa instalacja elektryczna oraz wybuchły opony w tylnej części naczepy. Nie było osób poszkodowanych
- mówi rzecznik kaliskiej straży pożarnej Szymon Zieliński.
Strażacy odłączyli akumulatory w ciężarówce. Sprawdzili naczepę i kabinę, czy piorun nie doprowadził do pożaru. Straty właściciel oszacował na około 20 tysięcy złotych.
Przez samochód przepłynął prąd kilkaset tysięcy razy mocniejszy, niż ten w domowych gniazdkach - dlatego opony nie wytrzymały. "Prąd zawsze szuka zamknięcia obwodu" - tłumaczy profesor Adam Buczek z Politechniki Poznańskiej.
W tym przypadku mamy obwód chmury burzowe - ziemia. Prąd musiał sobie "znaleźć" dalej zamkniętą drogę. Po tej naczepie, jak się domyślam najchętniej po metalowym użebrowaniu, później na drodze do ziemi natrafił na izolator - na oponę. Każdy izolator ma swoją wytrzymałość napięciową. Dla opony ta energia była zbyt duża. Przepływ prądu na siłę przez izolator powoduje jego degradację, jego zniszczenie
- mówi Adam Buczek.
Profesor Buczek przyznaje, że gdyby w środku samochodu znajdował się człowiek i zbytnio zbliżyłby się do okien, piorun mógłby go zabić.
Średnio natężenie prądu w takim wyładowaniu potrafi sięgać setek tysięcy amperów. W naszej przeciętnej instalacji elektrycznej mamy bezpieczniki 16- czy 32-amperowe
- dodaje. Podobne różnice można zaobserwować w napięciu prądu.
Przeliczając prąd z wyładowania na pieniądze, za energię 30 tysięcy kilowatogodzin musielibyśmy zapłacić blisko 17 tysięcy złotych
- tłumaczy naukowiec.