Rzecznik stołecznej policji Maciej Karczyński wyjaśnia, że nie chodzi o represjonowanie uczestnika manifestacji, ale o respektowanie prawa. Według policji Filip Rdesiński "zagroził bezpieczeństwu uczestników manifestacji przez podpalenie kukły, co mogło doprowadzić do pożaru". Po zatrzymaniu w jego torbie znaleziono też race świetlne, dymne i petardy.
Oburzenie zatrzymaniem Filipa Rdesińskiego wyraziła Unia Polityki Relanej. W oświadczeniu politycy UPR napisali, że reakcja policji w tym przypadku "przypomina najgorsze praktyki czasów PRL, gdy osoby kolportujące ulotki były oskarżane o zaśmiecanie miasta". Rzecznik stołecznej policji zaznacza, że zatrzymanie Rdesińskiego nie ma nic wspólnego z wykonywanym przez niego zawodem.
W sobotę około dwóch tysięcy osób manifestowało przed ambasadą Federacji Rosyjskiej w Warszawie. Demonstranci domagali się wyjaśnienia przyczyn katastrofy smoleńskiej oraz mordu na polskich oficerach w Katyniu. Uczestnicy manifestacji spalili kukłę przedstawiającą premiera Rosji Władimira Putina.