Zadłużenie obecnie wynosi miliard i 85 milionów złotych. Jest niższe niż w ostatnich latach. Nie można jednak wykluczyć, że miasto będzie musiało zaciągać kolejne kredyty.
W marcu dramatycznie spadły wpływy z biletów komunikacji miejskiej. Zmalały także wpływy z podatku PIT, który jest odprowadzany od pensji mieszkańców.
Za luty do budżetu wpłynęły 84 miliony złotych (wzrost w porównaniu do 2019 roku o 9,4 miliona złotych), ale za marzec miasto dostało 49 milionów złotych (spadek w porównaniu do 2019 roku o 8,8 miliona złotych). Skarbnik Poznania Barbara Sajnaj mówi o dwóch powodach tego spadku.
Po pierwsze urzędy skarbowe w tym roku zaczęły dosyć późno rozliczać i oddawać podatnikom nadpłaty, co nie ukrywam, że też może mieć wpływ na wykonanie za marzec, ale również podejrzewam jednak, że są pierwsze skutki koronawirusa, mniejsze wypłaty, może mniejsze nagrody i premie, w sposób jednoznaczny mogły wpłynąć na obniżenie wpływów z tego źródła.
Porównując cały pierwszy kwartał tego i ubiegłego roku wpływy z PIT-u do kasy Poznania są mniejsze o 605 tysięcy złotych. Dochody z biletów komunikacji miejskiej w ubiegłym roku od stycznia do połowy kwietnia wyniosły 60 milionów złotych. W tym roku za ten okres kwota wynosi 47 milionów złotych, ale w styczniu i lutym jeszcze nie było epidemii, dlatego spadki zaczęły się od marca.
"Cały czas analizujemy sytuację finansową miasta" - mówi skarbnik Poznania i podkreśla, że urząd nie chce ciąć inwestycji.
Bardzo nam zależy na tym, aby utrzymać front inwestycyjny, bo gwarantuje to, że lokalna gospodarka będzie się rozwijała.
O zaciągnięciu kredytu na 700 milionów złotych radni będą decydować na najbliższej sesji 28 kwietnia. Posiedzenie odbędzie się w sposób zdalny. Większość radnych ma obradować w domach i głosować przez internet.