Dotąd w większości przypadków najniższa cena była decydującym kryterium. Wybierani w przetargach byli ci oferenci, którzy "chcieli najmniej". Chyba każdy z nas mógłby wymienić przynajmniej jeden przetarg, w którym decydowała cena, a który skończył się dla inwestora, inwestycji czy podwykonawców - bardzo źle. Jeśli mamy do czynienia z wydawaniem środków publicznych - musi być ogłoszony przetarg. Być może procedury związane z przetargami będą teraz sprawniejsze. Sejm przegłosował zmiany w prawie dotyczącym zamówień publicznych.
Wprowadzono m.in. możliwość wykluczenia wykonawcy, który zaniża cenę usługi czy inwestycji. Czy urzędnicy będą sprawniej przygotowywać i rozstrzygać przetargi i czy wierzą Państwo w to, że uda się tak przygotować warunki przetargu, żeby nie cena decydowała a jakość i pewność, że zwycięzca wywiąże się z kontraktu?
Wprowadzono m.in możliwość wykluczenia wykonawcy, "który w okresie trzech lat przed wszczęciem postępowania, w sposób zawiniony poważnie naruszył obowiązki zawodowe, w szczególności gdy wykonawca w wyniku zamierzonego działania lub rażącego niedbalstwa nie wykonał lub nienależycie wykonał zamówienie, co zamawiający jest w stanie wykazać za pomocą dowolnych środków - pod warunkiem jednak, że zamawiający przewidział taką przesłankę wykluczenia w ogłoszeniu o zamówieniu lub w specyfikacji istotnych warunków zamówienia". Zmiany idą też w kierunku ograniczenia ceny jako decydującego kryterium wyboru zwycięzcy przetargu.
Ciekawy jest zapis ustawy mówiący o tym, że jeżeli cena oferty jest rażąco niska w stosunku do zamówienia i budzi wątpliwości co do możliwości wykonania zamówienia (jest niższa o 30 procent od wartości zamówienia lub od średniej cen pozostałych ofert) zamawiający może interweniować - prosić wykonawcę o dodatkowe wyjaśniania.
Zmiany oznaczają większą odpowiedzialność zamawiających, czyli w przypadku zamówień publicznych - urzędników. Muszą bardzo precyzyjnie przygotować specyfikacje przetargowe, muszą też rzetelnie przeanalizować złożone oferty - muszą mieć wiedzę i doświadczenie. Czy zasiadający w komisjach urzędnicy sprostają tym nowym wymaganiom?
Może zamiast przetargów powinny być negocjacje biznesowe pomiędzy najważniejszymi graczami z danej dziedziny? Może w miejsce urzędniczych procedur powinniśmy dać więcej swobody rekinom finansowym i wtedy mielibyśmy pewność, że biznesmen, który ma doświadczenie, poprowadzi daną inwestycję w pożądanym kierunku? A może jednak powinny być przetargi, które - choć nie zawsze doskonałe - są pewnym kagańcem dla rekinów biznesu? Czy w publicznym sektorze nie można sobie pozwolić na takie zasady, jakie obowiązują w sektorze prywatnym?
Niestety, nie brakuje jaskrawych przykładów nieudanych przetargów w sektorze publicznym. Czy zatem w ogóle powinno się je organizować? Czy w ogóle można rozważać rezygnację z zamówień publicznych? Może mamy problem zbytniego zaangażowania się szeroko rozumianego Państwa (wliczając w to samorządy) w "redystrybucję" zebranych od obywateli pieniędzy?
Mamy przykład oferenta, który wyparł dawnego monopolistę, Pocztę Polską z rynku przesyłek sądowych. Ministerstwo Sprawiedliwości kierując się niższą ceną wybrało innego dostawcę przesyłek pocztowych z i do sądów. Jarema Sawiński z Sądu Okręgowego w Poznaniu bardzo krytycznie mówił o standardzie obsługi, gdy nowy dostawca wszedł na rynek, zastępując dotychczas zajmującą się tym Pocztę Polską.
Tomasz
Bojkowski z Katedry Finansów Publicznych Uniwersytetu Ekonomicznego w Poznaniu uważa, że procedura przetargowa jest często niedoskonała. Po wprowadzeniu zmian pewne problemy i niedoskonałości
pozostaną, ale być może procedury związane z przetargami będą teraz
sprawniejsze. A co o tym rozwiązaniu myślą Słuchacze? Zapraszamy do dyskusji na antenie i w internecie.