Od ubiegłego roku wielkopolski NFZ ma problem, by znaleźć chętnych na dziecięce turnusy uzdrowiskowe. To, że rodzice nie są zainteresowani taką formą leczenia dzieci potwierdza Bożena Janicka, szefowa Porozumienia Pracodawców Ochrony Zdrowia, na co dzień szefowa poradni lekarzy rodzinnych.
Co zrobić, by więcej dzieci wyjeżdżało na leczenie sanatoryjne, i dlaczego starsi o wyjazd do sanatorium się biją?. Jakie mają Państwo doświadczenia związane z tego typu leczeniem? Dlaczego rodziece nie wysyłają dzieci na leczenie do uzdrowisk? Czy z powodów finansowych, czy może dlatego, że wiele zabiegów jest dostępnych w miejscu zamieszkania? Może z innego powodu? A może... dzieci są zdrowe? I nie potrzebują w całej Wielkopolsce aż tysiąca miejsc w sanatoriach?
Dlaczego nie ma chętnych - w przypadku małych dzieci problemem mogą być koszty, jakie muszą ponieść rodzice. Do uzdrowiska mogą już wyjechać trzyletnie dzieci. Dopóki nie pójdą do szkoły, podczas takich turnusów towarzyszą im rodzice. Rodzic musi jednak za siebie zapłacić, około 1600-1800 złotych.
Co rodzice muszą zrobić, by dziecko wysłać do sanatorium? Czy rodzice po prostu nie wierzą w to, że sanatorium może dziecku pomóc? Czy boją się wysyłać same dzieci (od 7 roku życia)? Dzieci w wieku szkolnym wyjeżdżają już same. Za ich pobyt płaci Fundusz. Na miejscu chodzą do szkoły. Dlaczego nie ma więc chętnych?
Na pobyt dziecka w uzdrowisku nie trzeba czekać. Składając wniosek dziś, dziecko może wyjechać już w przyszłym miesiącu. Na małych pacjentów czekają uzdrowiska w całej Polsce - od Rabki i Ciechocinka po Kołobrzeg. Trzeba jeszcze pamiętać, że na leczenie uzdrowiskowe dziecko kieruje lekarze rodzinny. Uzdrowiska leczą różne schorzenia dzieci - od chorób układu oddechowego i reumatycznych po otyłość.