Piłkarski mecz w Luboniu
Zgodę na wgląd w akta dziennikarze dostali od sędziego, uprzedzając go, że przygotowują artykuł prasowy. Po publikacji bohater artykułu oskarżył dziennikarzy, a kolejne sądy uznawały, że to właśnie oni złamali prawo ujawniając przebieg niejawnego procesu. Kolejne sądy miały problem, szukając logicznego wyroku. W końcu stanęło na prawomocnym warunkowym umorzeniu sprawy na rok, jednak przy zaznaczeniu, że to dziennikarze złamali prawo; czyli są winni, ale - na razie! - nie karani.
Z takim polskim finałem nie godzi się szef wrzesińskiej gazety Waldemar Śliwczyński. - Sędzia, który wydał nam akta, nie powinien tego robić. To on jest reprezentantem porządku prawnego w Polsce, a nie dziennikarze. Tymczasem jemu nic się nie stało, nie został nawet przesłuchany - mówi.
Dziennikarzy z Wrześni wspiera Helsińska Fundacja Praw Człowieka; pomogła też ona napisać skargę do Strasburga. - Uznaliśmy, że prowadzenie postępowania w kraju naruszyło swobodę wypowiedzi dziennikarzy - uzasadnia Dominika Bychawska. W skardze napisano m.in., że lokalna prasa to często jedyny mechanizm kontroli nad lokalnymi urzędnikami i działaczami.