Jak tu było w czasie wojny?
Wiceprezydenta Daniela Sztandery nie było na sali rozpraw podczas ogłaszania wyroku. Tydzień temu w ostatnim słowie prosił o uniewinnienie, bo twierdził, że nikogo nie oszukał. Sąd jednak był innego zdania. Uznał, że Sztandera zataił trudną sytuację swojej firmy wobec kontrahentów, czym naraził ich na straty. Jak mówił w uzasadnieniu sędzia Marek Bajger, pokrzywdzeni zeznali, że gdyby wiedzieli, jaka jest sytuacja w spółce, to by usług nie świadczyli.
Sędzia podkreślił też, że proces nie miał charakteru politycznego, co sugerował oskarżony w mowie końcowej. "Jest to proces przedsiębiorcy Daniela Sztandery za zdarzenia gospodarcze, które miały miejsce, kiedy nie pełnił on żadnej politycznej funkcji" - podkreślał sędzia.
Sąd nałożył na Sztanderę grzywnę w wysokości 15. tys. zł. i nakazał naprawienie szkody. Razem z wiceprezydentem na ławie oskarżonych zasiadał jego bratanek. Sąd skazał go na rok więzienia w zawieszeniu na trzy lata. Wyrok nie jest prawomocny. To drugi wyrok w tej sprawie. Poprzednio Sąd Rejonowy uniewinnił Daniela Sztanderę od wszystkich zarzutów.