Nowe władze miasta odkryły, że mimo uchwały rady miejskiej, opłata nie była pobierana przez kilka lat.
Sprawą zajmuje się Najwyższa Izba Kontroli, komisja rewizyjna rady, a teraz także prokuratura.
Chodzi o opłatę adiacencką – daninę, którą gmina może naliczyć właścicielom nieruchomości, gdy ich wartość rośnie na przykład po budowie drogi czy kanalizacji.
Od 2009 roku uchwała była wyłącznie na papierze, aż do niedawna, gdy mieszkańcy zaczęli dostawać decyzje z konkretnymi kwotami, sięgającymi nawet kilkunastu tysięcy złotych. I wtedy zaczęły się pytania: dlaczego teraz? I dlaczego wcześniej nikt tego nie robił?
Sprawą zajęła się Komisja Rewizyjna Rady Miejskiej w Jarocinie. Radni chcą sprawdzić nie tylko, czy opłaty były naliczane zgodnie z przepisami, ale też dlaczego przez lata ich nie egzekwowano. W tle pojawia się wątek potencjalnych strat dla budżetu gminy. I tym właśnie zajmuje się prokurator, o czym poinformował wiceburmistrz Żyto.
Zostało wszczęte śledztwo w sprawie niedopełnienia obowiązków przez byłego burmistrza Jarocina i działanie na szkodę interesu publicznego
- powiedział.
Kontrola komisji obejmuje też moment „odmrożenia” systemu. Kto podjął decyzję, na jakiej podstawie i czy wszyscy mieszkańcy byli traktowani według tych samych zasad.
Równolegle rada obniżyła stawkę opłaty – z maksymalnych 30 do 5 procent. Oficjalnie, by odciążyć mieszkańców. Nieoficjalnie – to efekt rosnącej presji i emocji wokół sprawy.