Dwumilionowe wsparcie dla wielkopolskich pszczelarzy
Problem dotyczy przede wszystkim ziemniaków jadalnych.
- Wypierają nas markety! - uważa Marcin Kotliński, który ziemniaki jadalne uprawia na osiemnastu hektarach i sprzedaje na targowisku w Szamotułach.
Oferują rolnikowi grosze. Albo sprzeda, albo wyrzuci
- zauważa.
Kolega ode mnie kupował do konsumpcji, ale nie dla ludzi, tylko dla bydła, a są ludzie, co muszą utylizować i jeszcze ponieść ogromne koszty. Do Polski sprowadzane są tanie ziemniaki z innych unijnych krajów
- dodaje rolnik Zygmunt Matuszczak z Sierakowa.
- Urodzaj był nie tylko u nas, ale i na Zachodzie - tłumaczy Tomasz Jazdon z Chobienic koło Wolsztyna.
Sieci handlowe kupują tylko najlepszą jakość, a odpady, jeśli nie uda się ich skarmić, a biogazownie też są zawalone - staramy się nie wyrzucać na gnój, ale chociaż za parę groszy zutylizować
- wyjaśnia.
Sprawa jest pilna, bo ziemniaczane bulwy nie mogą być składowane w nieskończoność. Za chwilę zaczną się psuć i trzeba będzie opróżnić magazyny.
Samorząd rolniczy liczy, że ministerstwo pomoże w pokryciu kosztów transportu i utylizacji nadmiaru ziemniaków. Być może uda się też więcej bulw przetworzyć na skrobię.
Wielkopolska Izba Rolnicza nieustannie apeluje przede wszystkim o kupowanie polskich warzyw. Rolnicy sprzedają ziemniaki za grosze, w marketach pyry kosztują około 4 zł za kilogram.